>>>Buntownikom z Poznania grozi 10 lat więzienia
ZBIGNIEW NĘCKI*: To zrozumiałe. Wychowankowie w takim właśnie wieku jak ci z Poznania, czyli 17-, 19-latkowie, są znacznie odważniejsi od młodszych o kilka lat kolegów. W przeciwieństwie do
nich stawiają pewien opór wychowawcom i są gotowi do walki.
Tym bardziej, że siedząc w zamknięciu, mają poczucie doznania niesprawiedliwości. A młodsi idą za ich przykładem. Wygląda to tak, jakby starszy brat uczył młodszego, co i jak robić. Jest to głęboko demoralizujące i destrukcyjne dla młodych.
Poza tym bunt to okazja do wyrobienia sobie pozycji w środowisku i w poprawczaku. Nawet jeśli się nie powiedzie. Dlatego do takich wydarzeń pewnie będzie jeszcze dochodziło, póki coś się nie zmieni. Bo bunty są alarmem, że dzieje się coś złego.
Przez wiele lat prowadziłem badania wśród wychowanków zakładów poprawczych. Stąd wiem, że nie są one jednostkami wychowawczymi, ale miejscami represji. W rezultacie wśród osadzonych
rośnie poziom agresji. Na pewno potrzeba tam więcej psychologów, których jest w poprawczakach stosunkowo mało. Bo, niestety, jak trzeba szukać oszczędności, to cięcia dotykają przede
wszystkim ich etatów. Wbrew pozorom wcale nie potrzeba zbyt wielu strażników do pilnowania młodych przestępców.
To bardzo mało. W porównaniu z innymi europejskimi krajami jesteśmy na szarym końcu.
To dobry pomysł. Pod jednym warunkiem - że osadzeni w nich będą resocjalizowani według wzorów europejskich. Oczywiste, że te osoby są niebezpieczne, ale nie zmieni się ich wyłącznie
karami. Badania dowodzą, że stosowanie pewnych nagród za odpowiednie zachowanie jest znacznie bardziej skuteczne.
*Prof. Zbigniew Nęcki jest psychologiem społecznym, wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.