Dziennik Gazeta Prawana logo

Czas zerwać z imperialną przeszłością

5 listopada 2007, 12:08
Ten tekst przeczytasz w 20 minut

Sowietyzm i "postimperialny kompleks" wraz z właściwym mu specyficznym sposobem postrzegania otaczającego świata wciąż głęboko tkwią w umysłach Rosjan - twierdzi Fiodor Łukianow. Dlatego mają oni poważne problemy ze zrozumieniem mechanizmów działania nowoczesnych instytucji takich jak Unia Europejska. "Do głównych przyczyn braku wzajemnego zrozumienia między Rosją i Unią Europejską należy fakt, że żyją one - by tak rzec - w różnych strefach czasowych. Polityczna świadomość Rosji kształtuje się wokół pojęć z końca XIX wieku, a w najlepszym razie z połowy XX. Europejczyk żyjący w połowie zeszłego stulecia miałby kłopot ze zrozumieniem logiki europejskiej konstytucji i tak samo współczesny Rosjanin, żyjący w innej epoce historycznej, nie rozumie, o czym mówią politycy unijni. Mówienie o prawach człowieka i wspólnych wartościach uważa za obłudną demagogię, za którą kryją się jakieś antyrosyjskie plany".

p

Kiedy myślę o obecnej sytuacji Rosji, przypomina mi się znana baśń Hansa Christiana Andersena "Królowa Śniegu". Opowiada ona - jak wiadomo - o złym czarowniku, który zbudował lustro zniekształcające rzeczywistość i nawet najpiękniejsze rzeczy ukazujące jako brzydkie. Lustro przypadkiem rozbiło się na miliony kawałków. Kiedy okruch szkła wbił się komuś w oko, osoba ta, nie wiedząc o tym, miała wykrzywiony obraz świata i widziała wszystko od najgorszej strony - każdy odłamek miał bowiem tę samą właściwość, co całe lustro.

15 lat temu rozbiło się inne, gigantyczne lustro, które przez wieki odzwierciedlało aspiracje i uczucia mieszkańców wielkiego kraju. Po rozpadzie Związku Radzieckiego, następcy imperium rosyjskiego, Rosja po raz pierwszy w swojej historii zaczęła budować państwo narodowe. Poprzednio, od końca XVIII wieku, kiedy w Europie Zachodniej powstawały i umacniały się państwa narodowe, Rosja szła inną drogą - konsolidowała swoje wielonarodowe i wielokulturowe imperium.

Kres Związku Radzieckiego oznaczał nie tylko rozpad monolitycznej przestrzeni gospodarczej i politycznej, ale i kataklizm dla Rosjan, którzy wychowywali się w przekonaniu, że światem rządzą supermocarstwa. Rosyjski ruch demokratyczny z przełomu lat 80. i 90. pod wodzą Borysa Jelcyna przejął hasła głoszone przez narodowe ruchy demokratyczne w państwach Europy Wschodniej i innych republikach radzieckich. Deklarowano wtedy pragnienie wyzwolenia się spod władzy komunistycznego imperium. Ale podczas gdy dla tych krajów i republik antyimperialne dążenia były celem samym w sobie, dla rosyjskich polityków stanowiły jedynie środek: nie dążyli oni do zniszczenia supermocarstwa, tylko do pozbycia się komunistycznej władzy. Po osiągnięciu tego celu stwierdzili jednak, że znany im od urodzenia kraj już nie istnieje. Nieprzypadkowo moi rodacy wciąż uważają 12 czerwca, Święto Niepodległości, za przedziwną rocznicę. Tego dnia w 1990 roku Rada Najwyższa Federacji Rosyjskiej przyjęła deklarację niepodległości państwa. Niepodległości od czego? Od siebie samego? Od Związku Radzieckiego, gdzie Rosyjska Republika Federacyjna zawsze czuła się suwerenem?

W sondażu opinii przeprowadzonym przez Centrum Jurija Lewady z okazji 75. urodzin Michaiła Gorbaczowa 55 proc. Rosjan negatywnie oceniło politykę pieriestrojki. Tylko 13 proc. społeczeństwa uważa, że nawet bez reform Gorbaczowa Związek Radziecki utraciłby rangę supermocarstwa i doszłoby do poważnych zaburzeń społecznych. Reszta ankietowanych wyraziła przekonanie, że państwo radzieckie mogłoby przetrwać. W oku niemal każdego Rosjanina - od prezydenta, przez intelektualistę aż po kierowcę ciężarówki - tkwi okruch tego szatańskiego lustra, który nie pozwala nam bezstronnie patrzeć na otaczającą rzeczywistość. Spróbujmy spojrzeć na dzisiejszą Unię Europejską z klasycznej perspektywy geopolitycznej, tak bliskiej rosyjskiemu myśleniu politycznemu. Jeśli przyjąć na przykład punkt widzenia Ottona von Bismarcka, który żelazną ręką połączył księstwa niemieckie w jedno państwo narodowe, rezultat byłby zaskakujący. W UE zobaczylibyśmy ekspansjonistyczne imperium nowego typu, które powoli, lecz nieubłaganie wypiera Rosję z jej tradycyjnej strefy wpływów oraz dąży do ustanowienia strefy buforowej wzdłuż granicy rosyjskiej i do narzucenia Rosjanom swoich poglądów, norm i reguł.

Po chaosie lat 90. Rosja wkroczyła w epokę, która musi nastąpić po każdej rewolucji - okres restauracji, wyzyskującej zmęczenie społeczeństwa kataklizmami. Głównym problemem dnia dzisiejszego nie jest zła wola Kremla, lecz obojętność zwykłych ludzi, którzy nie wierzą politykom, nie rozumieją kierunku, w jakim zmierza ich kraj i nie interesują się niczym oprócz swoich prywatnych spraw. Jednocześnie ich podejście do życia prywatnego uległo zmianie: mają dalekosiężne plany, co jeszcze kilka lat temu należało do rzadkości. Liczba osób uczestniczących w gospodarce rynkowej wzrasta. Ludzie ci przystosowali się do nowych warunków, nawet jeśli słowo "rynek" budzi ich irytację. Rosji brakuje aspiracji politycznych kształtującej się klasy średniej i woli wpływania na decyzje w kwestiach dotyczących całego kraju. W tym sensie kremlowska polityka likwidowania instrumentów demokracji bezpośredniej odpowiada niestety nastrojom większości społeczeństwa rosyjskiego. To przykre, ale rosyjski model transformacji gospodarczej skompromitował samo pojęcie demokracji. Stały wzrost liczby rosyjskich miliarderów trafiających co roku na listę "Forbesa" u większości zwykłych obywateli rodzi przekonanie, że na reformach skorzystała tylko bardzo wąska grupa osób. Im lepiej przedstawiają się wskaźniki makroekonomiczne - łącznie z poziomem konsumpcji i jakością życia - tym silniejsze jest w ludziach poczucie niesprawiedliwości i przekonanie, że zostali oszukani. Okruchy sowieckiego lustra nie pozwalają społeczeństwu dostrzec oczywistych osiągnięć postsowieckiej Rosji. Nawet niektórzy obserwatorzy z zewnątrz wolą nie zauważać - chociaż z innych powodów - że Rosja 2006 roku, przy wszystkich jej ogromnych problemach i niewspółmiernych do możliwości ambicjach, jest krajem zupełnie innym od Związku Radzieckiego oraz że powrót do przeszłości jest niemożliwy.

Rosja po raz kolejny przeżywa krytyczny okres. Po 20 latach reform możemy mówić o jednym zasadniczym osiągnięciu: Rosjanie wypróbowali wszystkie możliwe modele strategicznego rozwoju kraju i do wszystkich się rozczarowali. Wcześniej był model sowiecki, który okazał się niewydolny i zbankrutował. Potem przetestowano prozachodni model liberalny, który przyniósł gorzkie rozczarowanie samą koncepcją demokracji. Wreszcie przyszedł "azjatycki" model autorytarnej modernizacji, z którym wiele osób wiązało spore nadzieje na początku prezydentury Putina. Wielu Rosjan, nawet tych nastawionych liberalnie, sądziło, że będziemy mieli silnego i stanowczego przywódcę, który ograniczy demokrację, a jednocześnie doprowadzi do gospodarczego przełomu. Takie aspiracje, chociaż wciąż istnieją wśród rosyjskich elit władzy, ugrzęzły w bagnie skorumpowanej biurokracji.

Psychologicznie rzecz biorąc, jest najzupełniej zrozumiałe, że jeśli ktoś nie ma określonej wizji przyszłości, to szuka oparcia w przeszłości, która jest znana i nie stanowi zagrożenia. W tym kontekście bardzo charakterystyczny jest fakt, że według sondażu przeprowadzonego przez Centrum Lewady za najważniejsze wydarzenie 2005 roku Rosjanie uważają 60. rocznicę Dnia Zwycięstwa. Pod nieobecność nowej ideologii istotnym czynnikiem kreującym tożsamość staje się historia. Nawiasem mówiąc, zjawisko to tłumaczy, dlaczego wszelkie zewnętrzne próby zakwestionowania historycznej roli ZSRR lub zmuszenia Rosji do rewizji swoich dziejów (podejmowane np. w ubiegłym roku przez Polskę i państwa bałtyckie) spotykają się z bardzo agresywną reakcją Moskwy. Nostalgia za utraconą wielkością stanowi ważne źródło rosyjskiej polityki zagranicznej. Historyk Alfred Grosser powiedział kiedyś, że Francja jest krajem, którego politycy wraz z opinią publiczną uważają prestiż narodu nie za środek do osiągania konkretnych celów, lecz za cel sam w sobie. Pod tym względem Rosja przypomina Francję: otaczanie kraju splendorem - prawdziwym bądź wyimaginowanym - służy jako balsam dla duszy społeczeństwa, a przede wszystkim klasy rządzącej. Co się stało ze splendorem Rosji? Rosjanie bardzo mocno przeżywają tę kwestię. Kraj przechodzi obecnie przez zawsze bolesny okres transformacji postimperialnej, który inne wielkie imperia europejskie mają już za sobą. Sprzeczne żądania przywrócenia imperium - jedynego naturalnego i prawomocnego sposobu istnienia państwa rosyjskiego - i realizacji hasła "Rosja dla Rosjan!" odzwierciedlają zamęt panujący w umysłach jej mieszkańców.

Historia nie notuje przykładów imperiów, które bez oporu i bólu wyrzekły się swojej imperialności. Szok był jeszcze większy w przypadku tak osobliwego imperium jak Rosja/ZSRR, gdzie granica między metropolią i koloniami - przynajmniej niektórymi - była rozmyta, a poziom wzajemnego przenikania się bardzo wysoki. Przemiany mentalności, jakie pociąga za sobą transformacja imperium w państwo narodowe, trwają znacznie dłużej i napotykają wiele przeszkód. Oficjalna koncepcja "suwerennej demokracji", lansowana przez pana Surkowa, w jakimś zakresie stanowi logiczną próbę stworzenia fundamentów ideologicznych pod budowę nowego państwa narodowego w okresie, kiedy autentycznie suwerenne państwa narodowe wydają się zanikać. Trudności związanych z transformacją postimperialną nie doceniono na samym początku, pod koniec lat 80., kiedy Jelcyn i demokraci publicznie ogłosili "uwolnienie kraju od ciężaru innych republik, które drenowały Rosję z jej zasobów".

Chociaż od rozpadu Związku Radzieckiego minęło bez mała 15 lat, dopiero całkiem niedawno ludzie zaczęli przezwyciężać kompleks postimperialny. W latach 90., kiedy imperium przestało istnieć, Rosjanie przede wszystkim walczyli o przetrwanie i nie mieli czasu opłakiwać utraty swojego wielkiego państwa. Poza tym u Rosjan bardzo długo utrzymywało się przekonanie, że rozpad Związku Radzieckiego jest tymczasowy i Kraj Rad wkrótce odrodzi się w jakiejś nowej formie. Podsycanie takiego przekonania leżało w interesie władz rosyjskich. Nieprzypadkowo w przededniu wyborów prezydenckich w 1996 roku administracja Jelcyna przyspieszyła integrację Rosji z Białorusią. Większość Rosjan uznała to za potwierdzenie, że rozpoczął się proces restauracji megapaństwa. Notabene, przekonanie to tłumaczy szkodliwe dla Rosji i ekonomicznie nieuzasadnione subsydiowanie gospodarek krajów sąsiednich poprzez sprzedaż gazu po zaniżonej cenie. Moskwa zaniechała tej praktyki dopiero w 2005 roku.

Ostry kryzys gospodarczy minął w pierwszej połowie obecnej dekady i teraz Rosja pławi się w pieniądzach. W zeszłym roku Moskwa wreszcie pozbyła się iluzji, że można odtworzyć dawne imperium i jego obszar wpływów. Przestrzeń postsowiecka jako wspólnota polityczna naturalnie ześrodkowana na Moskwie przestała istnieć.

Do głównych przyczyn braku wzajemnego zrozumienia między Rosją i Unią Europejską należy fakt, że żyją one - by tak rzec - w różnych strefach czasowych. Polityczna świadomość Rosji kształtuje się wokół pojęć z końca XIX wieku, a w najlepszym razie z połowy XX. Europejczyk żyjący w połowie zeszłego stulecia miałby kłopot ze zrozumieniem logiki europejskiej konstytucji i tak samo współczesny Rosjanin, żyjący w innej epoce historycznej, nie rozumie, o czym mówią politycy unijni. Mówienie o prawach człowieka i wspólnych wartościach uważa za obłudną demagogię, za którą kryją się jakieś antyrosyjskie plany. Z tych samych powodów nie sposób przekonać rosyjskiego generała, który przez dziesięciolecia przygotowywał się do wojny z NATO - organizacją powołaną do walki ze Związkiem Radzieckim - że rozszerzenie NATO nie stanowi zagrożenia dla Rosji. Pogłębiający się w społeczeństwie rosyjskim syndrom oblężonej twierdzy wynika z ogólnego braku zrozumienia procesów, jakie zachodzą we współczesnym świecie. W dyskursie politycznym można znaleźć wszelkie możliwe wersje starej maksymy zaproponowanej przez cara Aleksandra III: "Rosja ma tylko dwóch sojuszników - armię i marynarkę wojenną". Szczerze mówiąc, kiedy patrzę na to, co się dzieje w rosyjskich siłach zbrojnych, dochodzę do przekonania, że Rosja nie ma dzisiaj żadnych sojuszników.

Z punktu widzenia klasycznej geopolityki Rosja po raz pierwszy od bardzo długiego czasu jest w permanentnym odwrocie, krok po kroku tracąc swoje przyczółki i wpływy w świecie. Szukanie nowej tożsamości to trudny proces, który dodatkowo komplikuje panujący w społeczeństwie zamęt ideowy. Trudno określić, jaka będzie nowa tożsamość Rosjan, chociaż można przewidzieć jej treść w najbliższej, przejściowej fazie. Rosyjska tożsamość narodowa będzie się opierała na pojęciu suwerenności. W stadium budowy państwa narodowego suwerenność jest obowiązkowym składnikiem tożsamości, zwłaszcza w przypadku tak dużych krajów jak Rosja. Umocnienie suwerenności i niepodległości w sytuacji zewnętrznej presji ma w umysłach Rosjan zrekompensować utratę dawnej wielkości kraju. Ponieważ możliwości wykorzystania przez Rosję swojej siły i wpływów za granicą są ograniczone, zadanie polega na przeciwstawieniu się próbom wykorzystania przez inne kraje ich siły i wpływów na terenie Rosji. Idea suwerenności wzmacnia poczucie bezpieczeństwa, co jest bardzo istotne, bo - jak zauważył amerykański dyplomata i uczony George Kennan, analizując styl rządzenia Stalina - jego agresywność brała się z głębokiego poczucia zagrożenia Rosjan ze strony innych systemów społecznych.

Wybitny rosyjski analityk polityczny Dmitrij Furman następująco wyjaśnia konflikt między Rosją i krajami zachodnimi na terytorium postsowieckim: "Jak każdy inny kraj, postsowiecka Rosja dąży do stworzenia odpowiedniego i bezpiecznego środowiska wokół swoich granic". Stany Zjednoczone i Unia Europejska rozprzestrzeniają wokół siebie demokrację, aby sobie samym zagwarantować bezpieczeństwo, Rosja natomiast woli widzieć naokoło podobne do siebie reżimy. Ta przejściowa koncepcja nakłada wyraźne ograniczenia na stosunki Rosji z UE. Główne ograniczenie wynika z tego, że Rosja nie chce osłabienia swojej suwerenności, co jest rzeczą naturalną w przypadku niedawno ustanowionego państwa narodowego.

Na początku lat 90. zarówno w Moskwie, jak i w europejskich stolicach wyrażano nadzieję, że śladem Europy Środkowej i Wschodniej Rosja przekształci się w "normalny" kraj europejski, który przyswoi sobie unijny dorobek prawny. Wkrótce stało się jednak oczywiste, że do tego nie dojdzie. Rosja i UE skrywały jałowość wzajemnych stosunków za publicznymi zapewnieniami o ich "strategicznym" charakterze. Z upływem czasu narastało obustronne rozczarowanie i obcość.

Z wielu obiektywnych i subiektywnych przyczyn Rosja wybrała bardziej autorytarną drogę, którą we współczesnej Europie nikt nie podąża. UE zaangażowała się w proces integracyjny połączony z ekspansją Unii, motywowaną głównie względami ideologicznymi. W rezultacie nie ma żadnych wspólnych celów, żadnych wspólnych inicjatyw, żadnej woli zbliżenia.

Kilka lat temu nikt nie przewidziałby sytuacji, której jesteśmy dzisiaj świadkami. Rosyjskie i unijne modele społeczno-polityczne lokują się na przeciwnych biegunach. Jednocześnie wzrasta wzajemna zależność Rosji i Unii oraz liczba miejsc, w których przecinają się ich interesy. Obie części Europy stoją przed tymi samymi wyzwaniami - od demografii przez problem pobudzenia wzrostu gospodarczego po sektor energetyczny, gdzie interesy obu stron przeplatają się ze sobą jak nigdy dotąd. Jakie zatem należy podjąć działania?

"Nasza wspólnota jest otwarta na wszelkie możliwe rozwiązania" - powiedział w 1953 roku Jean Monnet, jeden z architektów Unii Europejskiej. "Nie jesteśmy autarkią". Ideologicznie śmiałe wyznaczanie celów wraz z naukowymi metodami ich realizacji stanowiły pierwotnie klucz do integracji europejskiej, procesu, który miał położyć kres zabójczym waśniom od stuleci nękającym Stary Kontynent.

Integracja Wielkiej Europy, obejmująca Unię Europejską, Rosję i inne dawne republiki radzieckie, byłaby procesem podobnym w swojej skali do tego, co działo się w Europie po II wojnie światowej. Takie ogromne przedsięwzięcie wymaga nie tylko woli politycznej, ale także wizjonerstwa, którym wykazali się ojcowie integracji europejskiej.

Rosyjski establishment musi zaprzestać czerpania inspiracji z imperialnej przeszłości i spojrzeć w oczy realiom. Obrona suwerenności w jej westfalskim rozumieniu - filar ideologii dzisiejszej Rosji - wymaga ogromnych starań, które i tak są praktycznie skazane na porażkę. Budowa scentralizowanego systemu rządzenia opartego na nieefektywnej i skorumpowanej biurokracji nie może się powieść. Powrót do nowoczesnych procedur i form ustrojowych jest nieuchronny.

Trzeźwa analiza perspektyw demograficznych i osobliwości rosyjskiej gospodarki, w wysokim stopniu uzależnionej od sprzedaży surowców naturalnych, każe powątpiewać, czy Rosja jest zdolna stać się niezależnym globalnym "biegunem". Z drugiej strony połączenie wysiłków z geopolitycznym sojusznikiem, i to należącym do tej samej cywilizacji, otworzyłoby nowe możliwości. Aby tak się stało, zarówno Rosja, jak i kraje Europy musiałyby się wyrzec głęboko zakorzenionych stereotypów.

Już teraz widać, że obecny rosyjski model polityczno-ideologiczny prowadzi w ślepą uliczkę. Być może następny prezydent będzie posiadał te same przymioty osobiste, które z jakiegoś powodu tak bardzo spodobały się Rosjanom u Putina. Wyjątkowe zjawisko psychologiczne pod nazwą "Putin" nie przetrwa długo po 2008 roku. Zmiany są nieuchronne, zwłaszcza że aktywność społeczna w przyszłości wzrośnie.

Wiele wskazuje na to, że możliwość rozszerzenia projektu integracji europejskiej na nowe terytoria już dawno się wyczerpała. Politycznie umotywowany proces ekspansji naruszył wewnętrzną równowagę UE. Tymczasem niedościgniony dynamizm motorów napędowych światowej gospodarki, czyli Stanów Zjednoczonych i Azji Wschodniej, domaga się jakiejś reakcji. Wielka Europa stanowiłaby idealne połączenie zasobów surowcowych i intelektualnych Rosji z europejskim potencjałem technologicznym, zrównoważonym myśleniem o gospodarce i wysokim stopniem integracji z globalnym systemem ekonomicznym.

Ojcowie integracji europejskiej przyjęli funkcjonalne podejście do realizacji celów. Optowali za tworzeniem wspólnych instytucji, to jest ponadnarodowych stowarzyszeń sektorowych i wspólnych struktur wykonawczych o jasno określonych zadaniach i kompetencjach. Instytucje te obejmowały obszary o kluczowym znaczeniu i najwyższym potencjale konkurencyjności. Tymczasem właśnie w tych sferach Rosja i UE rozpaczliwie dążą do osiągnięcia jednostronnych korzyści, przy każdej okazji usiłując uzyskać choćby minimalną przewagę.

Pierwszym krokiem powinien być wolny od uprzedzeń dialog ekspertów o tym, jaki wkład może wnieść każda ze stron w budowę udanej wspólnej przyszłości. Musi się również odbyć dyskusja dotycząca teoretycznych podstaw równoprawnych stosunków rosyjsko-europejskich. W rozmowach tych nie powinny się pojawiać kwestie bieżące. Należy unikać spekulacji na temat planów UE wobec Rosji i vice versa, jak również ewentualnej akcesji rosyjskiej. Ponadto inicjatywa dialogu musi wyjść od politycznych przywódców Rosji i UE, ale prowadzić go muszą nie politycy czy urzędnicy, więźniowie dogmatów i politycznej doraźności, lecz najlepsi uczeni rosyjscy i europejscy. Niektórzy twierdzą, że Moskwa nie podziela wartości europejskich i wymieniają to jako niemożliwą do pokonania przeszkodę na drodze integracji Rosji z UE.

I rzeczywiście, dzisiejsza Rosja dalece odstaje od nowoczesnych humanitarnych standardów europejskich. Z drugiej strony, gdyby w przededniu integracji europejskiej przyszłe państwa członkowskie - które właśnie stoczyły makabryczną bratobójczą wojnę - dokonały analizy łączących je wartości, to być może Europejska Wspólnota Gospodarcza nigdy by nie powstała. Wartości kształtowały się wraz z rozwojem projektu, który w zamierzeniu miał stanowić funkcjonalne rozwiązanie praktycznych zadań.

W ramach projektu rosyjsko-europejskiego można również rozwiązać problemy dotyczące innych republik postsowieckich. Obecnie kraje te znajdują się w szarej strefie - oderwały się od Rosji, a Unia Europejska nie może ich przyjąć.

Pragnę podkreślić, że nie chodzi tutaj o warunki dostosowania się Rosji do obecnego modelu europejskiego - to jest niemożliwe. Rosja nie pasuje do typowych miar, których używa się przy ocenie, czy jakiś kraj spełnia kryteria kopenhaskie. Walter Hallstein, pierwszy przewodniczący Komisji Wspólnot Europejskich, powiedział kiedyś: "Europa to nie jest kryterium, tylko ponowne odkrycie". W swoim czasie Europejczycy uczynili rzecz niewiarygodną: położyli fundament pod pokojową, zamożną i przyciągającą jak magnes Europę, w której mieszka dziś pół miliarda ludzi. Czy nasz kontynent będzie pasował do tego opisu za kolejne pół wieku, zależy od obecnego pokolenia przywódców - nie tylko Unii Europejskiej, ale także wszystkich krajów z kręgu cywilizacji europejskiej. I jestem absolutnie przekonany, że bez europejskiej Rosji wielki projekt integracji Starego Kontynentu, rozpoczęty przed 60 laty, nigdy nie zostanie dokończony.

Hans Christian Andersen, którego wspomniałem na początku, 160 lat temu napisał krótki esej przedstawiający Europę za 1000 lat. Młodzi Amerykanie wsiadają do "statku powietrznego" i lecą do Europy. Stary Świat jest teraz porzuconym terytorium, odwiedzanym tylko przez turystów, którzy przyjeżdżają obejrzeć majestatyczne ruiny. Zobaczywszy pamiątki po dawnej świetności swoich przodków, turyści wracają do kipiącej życiem Ameryki.

Gdyby duński autor pisał tę historię dzisiaj, może umieściłby w statku powietrznym Chińczyków albo Hindusów, bo to ich kraje najszybciej rozwijają się gospodarczo. My, obywatele Europy, mamy wspólne zadanie - musimy zrobić wszystko, by przyszłe pokolenia turystów lecących nad Europą zobaczyły w dole nie muzeum okazałych ruin, lecz kwitnącą i szybko rozwijającą się przestrzeń od Władywostoku po Reykjavik i Maderę.

p

- rosyjski politolog, publicysta, specjalista od problematyki międzynarodowej. Jest redaktorem naczelnym prestiżowego periodyku "Rossija w Globalnoj Politikie" ("Rosja w Polityce Globalnej") wydawanego we współpracy z "Foreign Affairs". Należy do Rady ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej Rosji działającej przy rosyjskim MSZ.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj