1908 - 1963
Jest jednym z najważniejszych poetów połowy XX wieku. Urodził się w Saginaw, w stanie Michigan. Rodzice jego zajmowali się ogrodnictwem, stąd przyroda, życie roślin, motyw szklarni - to częste rekwizyty poezji Roethkego (por. "Zbieranie mchu"). W wieku piętnastu lat stracił ojca, co ciężko zraniło jego wrażliwą psyche. Odtąd cierpiał na powtarzające się ataki depresji. W latach 30. ub. wieku zaczął publikować swe wiersze w amerykańskich czasopismach, a w 1941 roku zadebiutował tomem poetyckim "Open House". W swej poezji Roethke sytuuje się pomiędzy Eliotowskim imagizmem a nurtem poezji "konfesyjnej". Powraca do liryki osobistej, w której podmiotem jest subiektywne "ja" poety, często penetrujące w głąb własnej jaźni, z drugiej strony pragnące wyjść poza nią, czy to poprzez miłość (por. "Śpiew") , czy przez powrót do przeżyć dziecięcych. W poetyce korzystał Roethke z różnych technik. Od tradycyjnej do wolnego wiersza, nie stroniąc od formalnego eksperymentu. Wśród wielu jego tomów poetyckich najważniejszymi są "The Lost Son and Other Poems" (1948) oraz "Words for the Wind" (1957), za który dostał wiele liczących się nagród, m.in. Bollingen Prize i National Book Award. Jego twórczość wywarła duży wpływ na młodsze pokolenia poetów. W 1963 roku zmarł na atak serca podczas morskiej kąpieli.
p
Odczepić zręcznie z podłoża szeroko rozwartymi dłońmi
Odrywając z siłą, zieloną darń, dodatek do wieńców cmentarnych,
Nadętą grubo, jak dawne spod drzwi wycieraczki,
Od spodu krucha podściółka splątana z korzonkami,
A z wierzchu pokryta wieczną zielenią listków z jagodami.
Tak zbiórka mchu wyglądała.
Lecz zawsze ze mnie coś ubywało, kiedy zgarniałem te kobierce zielone
Lub gdy ręce po łokcie zanurzałem w gąbczastym, żółtawym mchu bagien.
Czułem się podle wracając biegiem z bierwion zbitą drogą
Tak jakbym w mokradłach tych zburzył porządek natury,
Jakbym zakłócił rytm jakiś odwieczny o wielkim znaczeniu
Odrywając tkanki ciała z żyjącej planety,
Jakbym sprofanował cały obrzęd życia.
Gdy wieje wiatr z południa
Ptaki i ryby na północ
Ruszają, wszystkie w jedną stronę.
Ostre blaski gwiazd wokół się kołyszą
A ja krok w krok idę
Za wiatrem i oto jestem:
Dziwaczny i pełen miłości.
Mądrość, gdzie można ją znaleźć?
Objęci czule w nią wierzą.
Cokolwiek było nadal trwa:
Tak szumi śpiew gałęzi drzewa.
A niżej, polem wśród paproci
W powiewach od rzeki, swobodny,
Przechadzam się z moją prawdziwą miłością.
Ile masz czasu, serce? Chcę wiedzieć.
Ja cenię to co mam
Z dóbr doczesności.
Nie jestem już młody
Lecz młode są wiatr i wody.
Przemijające - przeminie:
Wszystko przywraca mnie miłości.