(1886 - 1939)
W maju mija 120. rocznica urodzin Władysława Chodasiewicza. Pisząc o nim, można śmiało sparafrazować "Epitafium dla Brunona Jasieńskiego" Jacka Kaczmarskiego: polskie imię, nazwisko litewskiej szlachty, Żyd, antykomunista, bywał w Rzymie, paryskie miał kontakty, w Moskwie urodził się jako Polak, został poetą rosyjskim, wyemigrował do Francji, gdzie zmarł na bruku paryskim... Wychował się w rodzinie pielęgnującej polską tradycję. Nieopatrznie został posłany do rosyjskiego gimnazjum i starania rodziców poszły na marne. Dziadek poety, powstaniec listopadowy, pochodził z Nowogródka. Chodasiewiczowie byli daleko spokrewnieni z Mickiewiczami. "Daleki wnuk" tłumaczył na rosyjski wiersze swojego wielkiego antenata, sporządził, niewydaną jednak, antologię jego poezji i wielokrotnie przywoływał go w swojej eseistyce. Na swój sposób powtórzył też jego drogę twórczą i życiową. Należy Chodasiewicz do poetów wyjątkowo pokrzywdzonych przez historię. Jako nieprzejednany antykomunista przez ponad 60 lat nie istniał dla rosyjskiego czytelnika, powrócił doń dopiero w okresie pieriestrojki. Dla czytelnika polskiego właściwie nigdy nie istniał. Kiedyś na drodze stały względy polityczne, teraz - ekonomiczne. Jego nieszczęściem było urodzenie się pomiędzy generacjami i nieutożsamienie się z żadnym z ówczesnych ugrupowań poetyckich. Na domiar złego niesłusznie przylgnęła do niego opinia poety drugorzędnego, którym zdecydowanie nie jest. Za poetę wybitnego uważał go choćby Nabokov. Czyż trzeba lepszej rekomendacji?
p
Nie szukam piękna na tym świecie,
Nie pragnę ziemskiej prawdy znać.
Obejmowanej dziś kobiecie
Zwykłego szczęścia nie chcę dać.
Na delikatnym ludzkim ciele
Mój nóż zakreśla krwawy pas:
Niech na pieszczonych ramion bieli
Skrzydła wyrosną jeszcze raz!
27 marca 1922
Gram w karty, piję wino przednie,
Obcuję z ludźmi - brwi nie chmurzę.
Wiem dobrze - serce mimowiednie
W umiłowaną pędzi burzę.
Pędź, mój stateczku, wraz z wichurą
I nie szukając ocalenia.
Nie ma go też na drodze, którą
Unosi w siną dal natchnienie.
Powrócić nie jest nam sądzone,
Chociaż w ciemności dżdżystej nocy
Być może patrzą w naszą stronę
Widome tylko dla nas oczy.
A jeśli nie - przebolejemy!
Nikt nie pamięta? - nic takiego.
Śpiewamy przecież i giniemy
Nie dla westchnienia dziewczęcego.
4-6 lutego 1922
Powoli idzie siewca równymi bruzdami.
I ojciec i dziad jego tymi szli śladami.
Jak złoto w jego ręce połyskuje ziarno,
Lecz ono nieuchronnie padnie w ziemię czarną.
I tam, gdzie ślepy robak pełznąc się kieruje,
W tajemnym czasie umrze i wnet wykiełkuje.
Tak samo dusza moja tę drogę przechodzi:
Zstąpiwszy w ciemność, umrze - i tam się odrodzi.
I ty, moja ojczyzno, ty, jej ludu mnogi,
Umrzesz i się odrodzisz przez ten rok pożogi -
Przeto, że mądrość dana nam elementarna:
Przeznaczeniem żyjących jest iść drogą ziarna.
23 grudnia 1917