Otwierająca dzisiejszą "Europę" rozmowa Agaty Bielik-Robson z Markiem Lillą pokazuje, czym był neokonserwatyzm, zanim jeszcze nie stał się globalną ideologią. Lilla należy do ostatniego pokolenia intelektualistów związanych ze słynnym chicagowskim Committee on Social Thought. Z tą instytucją, zainspirowaną myślą Leo Straussa i prowadzoną przez jego uczniów, związany był m.in. Allan Bloom, autor "Umysłu zamkniętego" - biblii naszych neokonserwatystów. Lilla pozostaje też pod wpływem Daniela Bella, którego "Kulturowe sprzeczności kapitalizmu" stały się swego czasu w Polsce przebojem intelektualnym.
Dzisiaj dawni uczniowie szkoły chicagowskiej mocno się podzielili. Jedni wybrali współczesny neokonserwatyzm, inni wciąż przedkładają krytyczną diagnozę społeczną nad gorącą ideologiczną wiarę. Mark Lilla należy do tej drugiej grupy. Uparcie powtarza tezy Bella, że ekonomiczny i społeczny liberalizm bardzo głęboko zmodyfikował ceniony sobie przez konserwatystów tradycyjny styl życia. Wzajemne oddziaływanie na siebie tradycyjnych wartości i globalnego kapitalizmu sprawia, że zarówno rewolucyjni krytycy mieszczaństwa z pokolenia '68, jak też obrońcy wartości z epoki Reagana musieli skapitulować przed nowym stylem życia charakterystycznym dla późnokapitalistycznych społeczeństw. Główny nurt nowoczesnego życia wyznacza bowiem ironicznie sportretowana przez Lillę rodzina amerykańska, która "w niedzielę najpierw jedzie do kościoła, potem udaje się na spacer po mallu, gdzie mama kupuje sobie seksowną bieliznę, a dzieciaki nowego iPoda; potem wszyscy wracają do domu, gdzie tata na bezprzewodowym internecie sprawdza kurs akcji na giełdzie".
Tak kończy się historia. Prawdopodobnie nie tylko w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej.