Islam, który wyznają muzułmanie mieszkający w Europie, nie ma wiele wspólnego z tradycyjną religią ich przodków - twierdzi Guy Sorman. To specyficzny twór powstały w warunkach imigracji, wykorzenienia i asymilacji niektórych grup muzułmanów. Ta nowa zglobalizowana wersja starej religii może wedle Sormana zmienić się w "autentyczny europejski islam, korzystający z doświadczeń muzułmańskiej tradycji i europejskiego oświecenia". Europejskie państwa powinny - poprzez umiejętną politykę imigracyjną i edukacyjną - wspierać tę ewolucję, gdyż tylko ona może zagwarantować, że w przyszłości muzułmańska mniejszość w Europie nie stanie się kuźnią kadr terroryzmu.
p
Lektura Koranu czy studia nad cywilizacją islamu w czasach Proroka i kalifów w najmniejszym nawet stopniu nie pomagają zrozumieć współczesnych muzułmanów - zwłaszcza tych, którzy żyją w Europie. Ich islam jest produktem nowoczesnym, powstałym za sprawą imigracji i wykorzenienia, specyficznej sytuacji gospodarczej i globalizacji. Bardzo znaczący jest fakt, że do niedawna europejscy muzułmanie byli określani nie na podstawie religii, lecz kraju pochodzenia, przynależności etnicznej lub kultury; dopiero w drugiej kolejności - a i to nie zawsze - byli wyznawcami islamu. Czynnik muzułmański zaczął stopniowo dominować zarówno w sposobie, w jaki postrzegają siebie sami imigranci, jak i - może nawet w większym stopniu - w tym, jak są postrzegani przez innych. Czy to ma jakieś znaczenie? Tak. Na przykład Marokańczyk był wpisany w pamięć jakiegoś obszaru, do którego przynależał on sam i jego przodkowie. W świecie muzułmańskim terytoria i obyczaje (etniczne i rodzinne, a także religijne związane z tradycją) różniły się między sobą. W islamie - i tu, w Europie, i tam, w Afryce - dominowała różnorodność. W naszych czasach wioska, obyczaje, dawny meczet - wszystko poszło w zapomnienie; zastąpiła je nowa tożsamość bez granic, tożsamość islamu pozbawionego historii. Wszędzie na świecie powstanie tego islamu odciętego od własnego folkloru jest związane z wykorzenieniem jego wyznawców. Innymi słowy: imigranci, jeśli wyznają w Europie islam, odnajdują się w tej jego oczyszczonej i uproszczonej wersji. Natomiast obserwator niebędący wyznawcą islamu, nieznający jego dawnej wersji, identyfikuje cały islam z tą globalistyczną wersją, z jaką się styka. Europejscy muzułmanie i niemuzułmanie mają więc do czynienia z niezbadanym uniwersum religijnym, powstającym na naszych oczach tu i teraz. Informacje na temat tego nowego, globalistycznego islamu są wątłe i rozproszone, a wiedza o nim niedoskonała. Zastanówmy się przede wszystkim, kto spośród imigrantów pochodzenia muzułmańskiego zamieszkałych w Europie jest wyznawcą tego nowego islamu. Jeśli ma o tym świadczyć obecność w meczecie, miejscach modlitwy, przestrzeganie postu, spożywanie rytualnych potraw - to islam praktykuje tylko mniejszość (w Europie około 10 proc.). Jest oczywiste, że imigranci zanurzeni w środowisku laickim sami się laicyzują; większość z nich pozostaje muzułmanami jedynie przez wierność wspomnieniom. Jednak w razie agresji skierowanej przeciw społeczności muzułmańskiej większość spośród owych 90 proc. niepraktykujących będzie się z nią solidaryzowało.
Praktykujących jest mało, jednak ich liczba niewątpliwie wzrasta, szczególnie wśród młodych. Nowa wiara, poszukiwanie tożsamości, reakcja na europejski rasizm, entuzjazm wobec integrystów? Wszystkie te przyczyny mieszają się ze sobą. Jaki islam wybierają entuzjaści? Oczywiście nie islam rodziców, starców, islam tradycyjnych meczetów. Nowych muzułmanów przyciąga nowy islam - skłonny do uproszczeń, radykalny. Radykalny nie znaczy jednak wcale: posługujący się przemocą. Na przykład w Europie tłumy młodych, poszukujących wiedzy żarliwych uczniów słuchają kaznodziei Tariqa Ramadana. Ramadan wyjaśnia im, że ich przyszłość jest w Europie, że powinni stworzyć społeczność islamską tam, gdzie żyją, a nie pozostawać w nadziei na powrót do kraju, z którego pochodzą. Nawoływanie do integracji? I tak, i nie: wezwanie do tworzenia społeczności (w Europie mniejszościowych) jest również wezwaniem do odróżniania się od chrześcijańskiej Europy. (Ale czy Europa jest wciąż chrześcijańska?) Ramadan tłumaczy również, że w Koranie znaleźć można odpowiedź na każde pytanie, jakie sobie stawia młody muzułmanin w Europie. Czy ta dosłowna, fundamentalistyczna interpretacja islamu może sprawić, że muzułmanie zintegrują się z kulturą europejską? Tak twierdzi Ramadan; nie jest to jednak oczywiste, skoro cywilizacja europejska opiera się na krytycznej analizie naszych fundamentalnych tekstów. Ramadan zachęca do dogmatyzmu czy do krytycznej interpretacji? On sam odpowiada, że pokazuje swym uczniom, w jaki sposób Koran daje często dwa rozwiązania, dwie interpretacje tej samej kwestii. Według Ramadana znajomość Koranu zachęca do lepszego myślenia: podkreśla on na przykład, że Koran wypowiada się na temat noszenia chusty przez kobiety, ale także na temat ich edukacji. Ramadan wnioskuje z tego, że kobieta powinna raczej być wykształcona i nie nosić chusty, niż nosić chustę i pozostawać bez wykształcenia. Dobrze - czemu jednak nie zachęca swych uczniów, by czytali cokolwiek poza Koranem? Powołuję się tu obszernie na Ramadana, ponieważ jest najgorętszym propagatorem europejskiego islamu pozbawionego przemocy. Inni kaznodzieje, zwykle mniej subtelni, oferują tylko podstawowy katechizm - uproszczony, lecz mogący uwieść słabsze umysły. Ten elementarny islam może doprowadzić niektórych do terroryzmu. Terroryzm islamski jest w gruncie rzeczy koktajlem o dość prostym składzie: należy pozwolić, aby w społeczeństwie europejskim rozwinęła się podklasa pariasów, najbardziej sfrustrowanym kaznodziejom należy pozostawić monopol na islam, wszystkie drzwi trzeba pozostawić zamknięte. Prawa statystyki mówią, że otrzymamy w ten sposób paru zamachowców, a kilka tuzinów wystarczy już, by zdestabilizować całą Europę. Czy istnieje jakaś alternatywa dla twierdzeń "wszystko jest już w Koranie" Ramadana i "tylko Koran", propagowanego przez fundamentalistów? Innymi słowy: czy można spodziewać się, że powstanie autentyczny europejski islam korzystający z doświadczeń muzułmańskiej tradycji i europejskiego oświecenia? Odpowiedź na to pytanie jest twierdząca, gdyż taki oświeceniowy islam już istniał w przeszłości. W swej długiej historii, na rozległym obszarze geograficznym, jaki zajmowali, muzułmanie wypróbowali już wszystkie możliwe wersje własnego objawienia: zaznali nieprzejednanej dosłowności i sufickiego mistycyzmu; w Hiszpanii, Indiach czy Afryce szerzyli tolerancję; w XIX wieku zaznali prawdziwego odrodzenia arabskiego na styku egipskiego islamu i francuskiej filozofii. Islam zawiera w sobie wszystkie te możliwości, ponieważ nie jest scentralizowany i nie ma już kalifa. Zawsze przystosowuje się do czasów i do miejsca. Jakie warunki muszą zostać spełnione, by w Europie narodził się islam spójny z kulturą europejską? Potrzeba więcej prawdziwych muzułmanów, a mniej kaznodziejów szarlatanów. Muzułmanie są ofiarami słabej znajomości własnej historii i własnej religii. Gdyby europejskie seminaria kształciły więcej znawców islamu, staliby się oni bardziej oświeconymi rzecznikami prawdziwszego islamu. Ci światli znawcy byliby najlepszymi adwersarzami dla kaznodziejów głoszących przemoc, których nihilizm wynika z ignorancji. Bo to nie islam jest źródłem przemocy, lecz jego słaba znajomość - ta uwaga jest, jak sądzę, równie prawdziwa w odniesieniu do wszystkich religii. Oczywiście nie zaszkodziłoby, gdyby Europejczycy - poza kształceniem autentycznych muzułmańskich kaznodziejów - przyjęli w końcu taką politykę imigracyjną, politykę dotyczącą naturalizacji oraz politykę gospodarczą, które zamiast marginalizować imigrantów, przyczynią się do ich integracji.
p
, ur. 1944, pisarz, publicysta związany z "Le Figaro Magazine". Wydał m.in.: "Amerykańską rewolucję konserwatywną" (1983), "Rozwiązanie liberalne" (1985) i "Made in USA" (wyd. polskie 2005). Nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka ukazała się właśnie jego książka "Rok Koguta". Wielokrotnie gościł na łamach "Europy" - w nrze 14 z 5 kwietnia br. opublikowaliśmy jego komentarz na temat sojuszu USA i Indii.