Dziennik Gazeta Prawana logo

Katechizm apokalipsy

5 listopada 2007, 12:09
Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Tajemnicą medialnego dyskursu na Zachodzie pozostaje, dlaczego kilkadziesiąt ofiar w Libanie znaczy więcej niż wiele tysięcy zabitych w wojnach w Czeczenii czy w Afryce. Zdaniem André Glucksmanna wynika to z utrwalonego w zachodnich społeczeństwach przekonania, że Bliski Wschód jest epicentrum potencjalnej światowej katastrofy. "Geopolityka złej woli, która konsekruje Bliski i Środkowy Wschód na centrum światowego porządku, stała się religią Unii Europejskiej, wiarą niewierzących i ledwie wierzących mieszkańców Zachodu. Kiedy głowa podsuwa nam surrealistyczne obrazy, serce w każdym zdjęciu wysłanym z Libanu dostrzega śmierć ludzkości".

p

Oburzenie wielu oburzonych mnie z kolei oburza. Dla światowej opinii publicznej niektóre muzułmańskie ofiary ważą tyle, co piórko, inne zaś ważą tony. Mierzone są nierówną miarą. W Bagdadzie ginie codziennie z rąk terrorystów około pięćdziesięciu cywilów; ich śmierć relegowana jest do rubryki drobnych wydarzeń bieżących. Tymczasem bombardowanie, które zabiło 28 mieszkańców Kany, podnoszone jest do rangi zbrodni przeciw ludzkości - i dziwi to tylko parę światłych umysłów takich jak Bernard-Henry Lévy czy słynny włoski dziennikarz Magdi Allam. Dlaczego dwieście tysięcy ofiar masakry w Darfurze nie wznieca choćby ułamka pełnych przerażenia reakcji, jakie wywołują dwieście razy mniej liczne ofiary z Libanu? Czy należy stąd wnosić, że kiedy muzułmanie zabijają innych muzułmanów, to zbrodnia się nie liczy - ani dla koranicznych autorytetów, ani dla sumienia Zachodu? Takie wyjaśnienie nie trzyma się kupy, bo kiedy rosyjskie wojsko (chrześcijańskie, pobłogosławione przez popów) zmiotło z powierzchni ziemi stolicę czeczeńskich muzułmanów (Grozny, 400 000 mieszkańców) i zabijało dziesiątki tysięcy dzieci - to ta zbrodnia również się nie liczyła. Rada Bezpieczeństwa nie obradowała wtedy raz za razem, a Organizacja Państw Islamskich bogobojnie odwracała wzrok. Musimy z tego wyciągnąć wniosek, że wyłącznie muzułmanin zabity przez Izraelczyków wart jest powszechnego oburzenia. Czy należy sądzić, że Ahmadineżad wygłasza na głos to, co opinia światowa szepcze po cichu? Jednak wiele autorytetów Zachodu oburzonych bombardowaniami w Libanie oświadcza, że są obrażeni do kwadratu z powodu tego, że podejrzewa się ich o antysemityzm. Ja bym im wierzył - nie możemy posuwać się do podejrzeń, że cała planeta pogrąża się w antyżydowskiej paranoi! Tajemnica staje się tym bardziej nieprzenikniona. Skąd ten połowiczny paraliż? Skąd to ogólnoświatowe, podniecone oburzenie, gdy chodzi o izraelskie bomby? Obrazy zniszczeń w Libanie wywołują szok - o wiele większy niż obrazy głodujących w Darfurze i obrazy ruin w Czeczenii - dlatego, że w domyśle towarzyszy im komentarz surrealistycznej geopolityki. Każdy, kto patrzy na wiadomości z Kany czy Gazy, nie tylko liczy trumny. Grzebani nieszczęśliwcy wydają się nosić aureolę zwiastowania apokalipsy, aureolę, której pozbawione są tysiące afrykańskich czy kaukaskich trupów. Iluż to ekspertów od dziesięcioleci wskazuje palcem na konflikt na Bliskim Wschodzie jako na jądro światowego chaosu, a także klucz do jego rozwiązania? Któryż dyplomata nie powtarza po wielekroć, że zarówno bramy piekieł, jak i bramy raju prowadzące do międzynarodowej harmonii mieszczą się w Jerozolimie? Ten sam zakodowany scenariusz tkwi w głowach w XXI wieku; zgodnie z nim wszystko rozgrywa się nad brzegami Jordanu. Wersja "hard": póki cztery miliony Izraelczyków walczy z taką samą liczbą Palestyńczyków, trzysta milionów Arabów i półtora miliarda muzułmanów skazanych jest na życie w nienawiści, krwi i opresji. Wersja "soft": wystarczyłby pokój w Jerozolimie - ministerstwo spraw zagranicznych daje na to słowo - a wygasną pożary w Teheranie, Chartumie i Bagdadzie, ustępując miejsca powszechnej zgodzie.

Czy nasi mędrcy powariowali? Czy szczerze i na serio wysnuli teorię, że bez konfliktu izraelsko-palestyńskiego nic poważnego by się nie wydarzyło: ani pełna masakr rewolucja Chomeiniego, ani krwawe dyktatury syryjskiej i irackiej partii Baas, ani dziesięciolecie islamskiego terroru w Algierii, ani talibowie w Afganistanie, ani mnożący się szaleńcy boży bez czci i wiary? Bardziej prawdopodobna jest przeciwna hipoteza, o której rzadko się wspomina: póki pałace, ulica, duża część inteligencji i muzułmańskie kadry zarządzające żywią antyzachodnią pasję, najważniejszą cechą wszelkich zawieszeń broni wokół Jordanu będzie ulotność. Globalizacji (ogólnoświatowemu unicestwianiu granic gospodarczych, przede wszystkim jednak społecznych i mentalnych) towarzyszą nieodłącznie reakcje odrzucenia, nieraz twarde, czasem okrutne. Istnienie "jednostki syjonistycznej" od 1947 roku nie było wcale konieczne do rozpalenia germańskiego antyokcydentalizmu, od Fichtego po Hitlera, czy antyokcydentalizmu rosyjskiego, bezustannie odradzającego się - za caratu, za Stalina i teraz za Putina. Tylko ktoś naiwny mógłby w swej ignorancji sądzić, że irańskie dążenie do potęgi (siłę uderzenia bierze z rewolucji Chomeiniego) znajduje w "kwestii żydowskiej" coś więcej niż tylko pretekst do upowszechnienia dżihadu. Geopolityka złej woli, która konsekruje Bliski i Środkowy Wschód na centrum światowego porządku, stała się religią Unii Europejskiej, wiarą niewierzących i ledwie wierzących mieszkańców Zachodu. Postmodernistyczni myśliciele mylnie ogłosili koniec ideologii; tymczasem pławimy się w ideologicznej iluzji, która zwodniczą nadzieję na ostateczny bój cichaczem zamieniła na pełne niepokoju wieszczenie równie absolutnej i ostatecznej katastrofy. Kiedy głowa podsuwa nam surrealistyczne obrazy, serce w każdym zdjęciu wysłanym z Libanu dostrzega śmierć ludzkości. Jerozolima jest centrum świata tylko dlatego, że uważana jest za centrum końca świata. Nasza pełna klęsk fantasmagoria żywi się apokaliptycznymi przeczuciami. Każda wojna na Bliskim Wschodzie byłaby więc zaledwie próbą generalną przed ostatecznym wybuchem. Tyle razy wspominano już o naszej mglistej wojnie cywilizacji, że w nią uwierzyliśmy. A ciągle ją przewidując, przyzwyczajamy się do niej dzięki "self-fulfilling prophecy", samospełniającemu się proroctwu. Nieustanne bombardowanie izraelskich aglomeracji pociskami Partii Boga sprawia, że obietnice unicestwienia ze strony irańskiego ojca chrzestnego zyskują na wiarygodności. Jednakowoż, zauważa ironicznie Clausewitz, to nie agresor wszczyna wojnę, lecz ten, kto postanawia powstrzymać agresję. Izrael ponosi więc winę. Okoliczność obciążająca: winny końca świata, tego wszechświatowego przywidzenia. Na zboczu, które prowadzi od surrealistycznej geopolityki do szaleństwa, pośliznąć się łatwo.

p

, ur. 1937, jeden z najważniejszych współczesnych filozofów europejskich. Uczeń Sartre'a i Arona. Początkowo bliski radykalnej lewicy, od której stopniowo zaczął się dystansować. W roku 1975 opublikował "La cuisinie`re et le mangeur d'hommes", książkę, która odegrała ogromną rolę w zerwaniu francuskich intelektualistów z marksizmem. Oprócz tego wydał m.in. "Les ma?tres penseurs" (1977), "Cynisme et passion" (1981) oraz "La Troisie`me Mort de Dieu" (2000). W ostatnich latach głośne stały się jego książki analizujące stan ducha ludzi Zachodu w XXI wieku: "Dostojewski na Manhattanie" (wyd. polskie 2003) oraz "Ouest contre Ouest" (2003). Ostatnio we Francji ukazała się autobiografia intelektualna Glucksmanna: "Une rage d'enfant". W "Europie" nr 30 z 26 lipca br. zamieściliśmy jego komentarz na temat ostatniego szczytu G8 "Koniec złudzeń".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj