Dla szefa bankowej komisji śledczej Artura Zawiszy przesłuchanie Leszka Balcerowicza to "uderzenie w cywilizację socjalliberalną". Dla Romana Giertycha publikacja dokumentów IPN na temat Jacka Kuronia to "uderzenie w Targowicę".
Ja myślałem - o jakże byłem naiwny - że parlamentarne komisje śledcze tworzy się nie po to, aby toczyć wojnę cywilizacji, ale by badać patologie państwa i w miarę możliwości im zapobiegać. A dokumenty historyczne odkrywa się nie po to, aby urządzać dogrywki starych politycznych partii, w których się przegrało, ale by poznać prawdę, zrewidować mity, dowiedzieć się, jak uprawiano politykę w czasach późnego PRL, kiedy na zewnątrz opozycję obowiązywał jeszcze język heroicznej moralistyki, ale pod powierzchnią uprawiano już interesującą Realpolitik.
Cezary Michalski prowadząc debatę "Europy" na temat wpływu, jaki otwarcie archiwów IPN będzie miało na kształt solidarnościowych mitów, ze zdrowym cynizmem - będącym w naszych czasach rodzajem intelektualnej uczciwości - przypomina jej uczestnikom, że w kraju, gdzie toczy się wojna między elitami III RP, a ich politycznymi przeciwnikami spod znaku IV RP, w kraju, w którym na mocy wyborczego wyroku całe partie złożone z historycznych autorytetów odsyłane są do lamusa historii - w takim kraju także dokumenty dotyczące historii najnowszej muszą stać się towarem gorącym. Co ciekawe, nasi rozmówcy - dwaj historycy Andrzej Nowak i Antoni Dudek, a także Jan Lityński - legendarny opozycjonista, a w początkach III RP polityk z pierwszych stron gazet - zgadzają się, że trzeba robić wszystko, by historii nie pisali każdorazowi zwycięzcy. Po roku 1989 Adam Michnik, a po roku 2005 jego polityczni i ideowi przeciwnicy. Im samym trudno jednak wyzbyć się emocji.
Może za parę dekad archiwa pełne tajemnic PRL-owskiej historii otworzą się do reszty. Tyle że nikogo - poza paroma profesorami historii i kilkoma najbardziej ambitnymi studentami - te materiały nie będą interesować. Tak więc to dziś historycy mają swoje pięć minut. W ostatnich tygodniach Antoni Dudek czy Andrzej Friszke gościli w telewizyjnych studiach częściej niż politycy koalicji i opozycji. Ale to nie ich poglądy na historię interesowały dziennikarzy i ludzi przed telewizorami. Wszystkich emocjonowały doraźne polityczne konsekwencje obalenia lub głębokiego przebudowania solidarnościowej legendy.