Tę makabrę odkryli dziennikarze "Faktu" i telewizji TVN. Na własne oczy widzieli odleżyny pacjentów i ich brudne, wilgotne od odchodów piżamy. Ci ludzie nie mogą liczyć ani na regularną zmianę pieluch, ani bielizny. "To koszmar! Całe dnie i noce w jednej pozycji. Bez ćwiczeń, bez rehabilitacji. Na pastwę losu nas tu zostawili" - żali się 76-letnia Emilia S.
W rozmowie z dziennikarzami pacjenci potwierdzają, że pielęgniarki zamykają drzwi do sal, by nie słyszeć rozpaczliwego wołania o pomoc. Zgroza jest tym większa, że ten ośrodek dostaje pieniądze z Narodowego Funduszu Zdrowia! "Publiczna umieralnia, a nie zakład opiekuńczy" - mówi Stanisława Błaszczyk, której siostra 27 sierpnia zmarła w tym ośrodku.
Koszmarne męki przeżywa 370 pacjentów na sześciu oddziałach. Ale dyrektor tej placówki bagatelizuje sprawę. "Pacjenci drzwiami i oknami do nas walą. To chyba znaczy, że jest dobrze" - mówi Ryszard Pałka "Faktowi". "A odleżyny są wszędzie, nie tylko u nas" - ucina bezdusznie.