Jeszcze niedawno wszystkie dzieciaki czekały, by choć trochę przewietrzyć głowę od dusznych klas i poruszać się na sali gimnastycznej czy boisku. A teraz? "Nie minął wrzesień, a zwolnienia przyniosło 44 uczniów" - mówi DZIENNIKOWI Hanna Więcławska z sekretariatu Zespołu Szkół Ekonomicznych w Olsztynie. "To plaga" - alarmuje. I dodaje, że zwykle uczniowie przynoszą zwolnienia od zwykłych lekarzy rodzinnych. "Ci uczniowie w większości nie są chorzy, najczęściej mają wady kręgosłupa, więc tym bardziej powinni ćwiczyć" - mówi Więcławska.
Dzieciaki wykorzystują każdą okazję, by wymigać się od zajęć sportowych. "Nawet jak jestem lekko chory, to zawsze koloryzuję, żeby tylko nie ćwiczyć" - mówi Mateusz, uczeń III klasy jednego z gdańskich gimnazjów. Dlaczego? Bo niektóre ćwiczenia są za trudne. Jak mu się coś nie uda, to sprawniejsi od niego zaczynają się naśmiewać. Co na to pedagodzy? "Zaapelowaliśmy do nauczycieli, aby uatrakcyjnili lekcje, słuchali uwag uczniów" - zapewnia wizytator Artur Panek z krakowskiego Kuratorium Oświaty.
I co? I nic! Według badań prowadzonych przez Biuro Rzecznika Praw Dziecka, WF to jeden z grzechów głównych polskiego szkolnictwa. Uczniowie wymieniają te zajęcia w czołówce szkolnych problemów. "Dochodzi do absurdu" - mówi DZIENNIKOWI Mirosław Kaczmarek, szef zespołu badań i analiz w Biurze Rzecznika. "Aktywność sportowa, która ma cieszyć i dawać satysfakcję staje się udręką, źródłem stresu i zajęciem niechcianym" - dziwi się Kaczmarek.