Dziennik Gazeta Prawana logo

Jak gorący kartofel

5 listopada 2007, 12:10
Ten tekst przeczytasz w 10 minut

Andrzej Zybertowicz, którego analizy - zdaniem Rafała Matyi - stanowiły inspirację dla "rewolucyjnych" działań obecnego rządu, wskazuje na szereg istotnych problemów związanych z demontażem układów oplatających III RP. Rządzący zdają się nie dostrzegać, że rozbicie pasożytniczych grup interesu stanowi co najwyżej niezbędny warunek budowy dobrego państwa - lecz w żadnym wypadku nie wystarczający. Trwała poprawa stanu Polski zależy od tego, czy uda się odblokować i twórczo wykorzystać potencjał społeczeństwa. "Tymczasem - pisze Zybertowicz - słuchając retoryki obecnie rządzących, niekiedy odnoszę wrażenie, że rozbicie układu jest traktowane jako warunek wystarczający dla Wielkiej Przemiany".

p

W tekście opublikowanym w roku 2003 na łamach "Przeglądu Socjologicznego" przedstawiłem modelową opozycję dwóch sposobów postrzegania Polski. W myśl pierwszego z nich Polska to kraj będący dobrem wspólnym wszystkich obywateli, demokratyczne państwo prawne urzeczywistniające zasady sprawiedliwości społecznej, państwo jednolite, w którym władza zwierzchnia należy do narodu sprawującego władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio. Polska jest krajem, w którym organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa, a podstawę ustroju gospodarczego stanowi społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych. W myśl drugiego sposobu postrzegania Polska to kraj "sterowany w znacznej mierze przez korupcję, lobbing zbliżony do korupcji i przez przestępczość (...) przez to, co nazywa się układem, począwszy od poziomu centralnego, gdzie następuje dystrybucja dóbr największych, a skończywszy na układach w gminach i powiatach". Powyższe definicje przedstawiają dwa kraje: "dobry" i "zły". W "dobrym" spory rozwiązuje się przez dialog, negocjacje, egzekwowanie prawa, kontraktów, wreszcie drogą głosowania. Przemoc jako forma działania ma ściśle określoną rolę w życiu społecznym - do legalnego jej stosowania upoważnione są jedynie wyznaczone instytucje. Jest ona takim regulatorem ludzkich zachowań, który przywołuje się rzadko i w ostateczności. W kraju "dobrym" przemoc nie może być zasadą organizacji życia społecznego, bo pamięta się, że, jak pisze Jürgen Habermas, "zasada organizacji danego społeczeństwa wyznacza pole możliwości; w szczególności ustala, w obrębie jakich struktur możliwe są zmiany systemu instytucji; w jakim zakresie można społecznie wykorzystywać zasoby sił wytwórczych już istniejące lub pobudzać rozwój nowych sił wytwórczych".

W kraju "złym" przemoc należy do grona istotnych regulatorów ludzkich zachowań. Tu zastosowanie mają słowa Petera Bergera i Thomasa Luckmanna: "Ten, kto ma grubszy kij, ma większe szanse na narzucenie swojej definicji sytuacji". W kraju "złym" przemoc panoszy się na tyle, że można mówić o zaprzeczeniu podstawowych zasad demokracji, o demokracji fasadowej. To panoszenie się przemocy na różnych szczeblach życia społecznego ogranicza między innymi sterowność organizmu państwa.

Kraj "dobry" opisałem za pomocą określeń z pierwszych artykułów Konstytucji RP z 1997 roku. Do opisu kraju "złego" użyłem słów Jarosława Kaczyńskiego z roku 2003.

Rozbicie "układu", czyli nieformalnych, pasożytniczych grup interesu, jest warunkiem co najwyżej niezbędnym dla budowy kraju "dobrego". Dopiero realizacja całego szeregu innych warunków (np. wspomnianego przez Rafała Matyję uruchomienia mechanizmów generujących pozytywne impulsy aktywności pochodzące spoza centrum władzy) może uruchomić potencjały naszego społeczeństwa. Tymczasem, słuchając retoryki obecnie rządzących, niekiedy odnoszę wrażenie, że rozbicie układu jest traktowane jako warunek wystarczający dla Wielkiej Przemiany.

Matyja trafnie wskazuje, że to nie media nami rządzą, lecz słowa i obrazy. Trzeba to traktować jako dyrektywę, by nie wszędzie szukać sprawczej intencji ludzi "układu", czyli wrogów PiS, ale uwrażliwić się również na spontaniczne procesy. Wroga układu, który dyrektywy tej nie przyswoi, retoryka nadmiernie spersonifikowanego układu może zwieść, niebezpiecznie kanalizując wyobraźnię. Stąd prześlepianie tego, że - zgodnie z tym, co twierdzi Zdzisław Krasnodębski - układ to także swoista formacja kulturowa, która - jak z kolei twierdzi Jadwiga Staniszkis - uległa już głębokiej funkcjonalizacji na poziomie systemowym. Stąd niedostrzeganie, że układ ma potencjał spontanicznej samoregulacji, że może być efektywny, nie mając jasno wyodrębnionego ośrodka kierowniczego.

Amerykańscy badacze mafii twierdzą, że nie zrozumiemy dobrze jej fenomenu (ergo - nie uporamy się z nim), dopóki nie przyznamy, że mafia jest także w nas i że to my sami - "zacni obywatele" - w pewien sposób jesteśmy mafią. O co chodzi? Z mafią mamy do czynienia wtedy, gdy stwierdzamy występowanie rozgałęzionej, nielegalnej i zyskownej działalności grupy, która w celu zwiększania zysków i redukcji zagrożeń neutralizuje działania organów władzy publicznej lub wręcz uzyskuje ich aktywne wsparcie. Tu pojawiamy się my, zacni obywatele. Niskiej rangi pracownicy administracji, samorządowcy, policjanci, urzędnicy sądowi (ale też badacze) przymykający oczy na nieprawidłowości - najpierw dla uniknięcia kłopotów, później dla korzyści. Mafia w tym sensie to wszelkie drogi na skróty w obliczu procedur, co do których w zasadzie zgadzamy się, że to właśnie od nich zależy "dobre" państwo i społeczeństwo. Na wielu obszarach struktury społecznej i Włoch, i USA to dobrzy obywatele są mafią.

Wiele wskazuje na to, że podobnie jest z "układem". Bo układ to zorganizowane działanie zbiorowe, ale poza procedurami, z pogardą dla prawa i z pogardą dla tych, którzy w zasady prawa jeszcze wierzą.

Mówiąc o układzie, jesteśmy osaczeni pułapkami w myśleniu i działaniu. Mamy pułapkę niedostrzegania tego, że aktorzy życia społecznego są bardzo zróżnicowani pod względem swoich zdolności do "układania się", czyli przenikania do kluczowych instytucji, rozgryzania ich wewnętrznej mechaniki, zastraszania, prowadzenia wielopłaszczyznowych operacji (np. planowego przechwycenia złożonej prywatyzacji), operowania na różnych scenach społecznego teatru jednocześnie. Że istnieją grupy aktorów posiadających unikalne zasoby, kontakty i umiejętności dające im wyraźną przewagę w grze "układania się" nad innymi. W pułapkę niedostrzegania powyższego wpada też wielu polskich, często skądinąd wybitnych, socjologów, badaczy transformacji, którzy nie chcą kierować ostrza swego namysłu ku manipulacyjnym potencjałom grup społecznych, które stanowiły rdzeń komunistycznego państwa policyjnego, jakim była PRL. Ta niewiara i ślepota w obliczu manipulacyjnych potencjałów niektórych grup we współczesnym świecie wydaje mi się psychologicznym mechanizmem obronnym godnym osobnej analizy.

Z drugiej strony mamy pułapkę potrzeby wyraźnych, czyli uproszczonych, odróżnień siebie od "zła" układu i w związku z tym tracenie z pola widzenia tego, że tzw. sieciowa natura współczesnych społeczeństw daje coraz węższe pole sprawstwa społecznego tym, którzy konsekwentnie wzdragają się przed "układnością".

Rafał Matyja ma zatem rację, gdy mówi o układzie jako przeciwniku niewidocznym, gdyż to my sami - zacni obywatele - nie chcemy dostrzec, że stoimy niemal w jednym szeregu ze zdemoralizowanym przeciwnikiem. Ileż klientelizmu, nepotyzmu, kompetencyjnego cieniactwa niosą ze sobą obecne strumienie decyzji kadrowych. A jak daleko takiemu - być może w demokratycznym systemie partyjnym nieuchronnemu - klientelizmowi do układu? Czym klientelizm PiS różni się od klientelizmu SLD? Przecież raczej nie naturą samego mechanizmu partyjnego wynoszenia na stanowiska, lecz skalą i głębią powiązań oraz gotowością do nadużyć.

Powołanie CBA może być interpretowane jako znak rozumienia, że "mafia to także my". Ale - jeśli dobrze się orientuję - do dziś w żadnej jawnej czy tajnej instytucji państwa nie powołano centrum analitycznego zdolnego profesjonalnie syntetyzować wiedzę o patologiach w całościowy obraz układu. Nie znam także żadnych inicjatyw PiS, które zachęcałyby środowisko badawcze do poważnego zajęcia się "układem". Nie słyszałem, by zorganizowano jakąkolwiek konferencję poświęconą empirycznemu badaniu jego genezy, konturów, struktury i dynamiki. Najwyraźniej kierownictwo PiS nie potrzebuje naukowego wsparcia dla kluczowego elementu swoich diagnoz politycznych. Wygląda na to, że obecni rządzący chcą pozostać nieświadomi mechaniki własnej gry, traktując układ jak gorący kartofel. Ale Czwarta Rzeczpospolita, w odróżnieniu od Trzeciej, nie może istnieć jako system nieświadomy samego siebie.

p

, ur. 1954, socjolog, profesor UMK w Toruniu i WSHE w Łodzi. Bada zakulisowe wymiary życia społecznego. Wydał m.in. wraz z Marią Łoś książkę "Privatizing the Police-State: The Case of Poland" ("Prywatyzowanie państwa policyjnego: przypadek Polski"). W "Europie" nr 25 z 22 września 2004 opublikowaliśmy jego tekst "Układ zasadniczy".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj