Do tej pory każdy bank sam opracowywał własne zasady bezpieczeństwa. Zwykle bankowcy stawiali na ochroniarzy, czyli starszych panów z puszeczką gazu. To jednak nie zdało egzaminu. Tacy ochroniarze, w starciu z uzbrojonymi i bezwzględnymi bandytami, nie mieli najmniejszych szans.
Ale na tym nie koniec. Dla bandziorów znakomitym wabikiem był też brak profesjonalnych zabezpieczeń. I stąd gigantyczny wzrost ilości napadów. "Jeżeli bank nie ma monitoringu lub napad został zarejestrowany na złej jakości kasecie wideo, szanse na odnalezienie sprawcy są bliskie zeru" - mówi DZIENNIKOWI proszący o zachowanie anonimowości policjant.
Bankowcy wreszcie poszli po rozum do głowy. Zdecydowali, że w każdym, nawet najmniejszym banku, zostanie zainstalowany wysokiej klasy monitoring. Policjanci odetchnęli z ulgą. Ale ubolewają, że bankowcy zrezygnowali z innej z policyjnych rad, a mianowicie zatrudnienia uzbrojonych ochroniarzy. Bankowcy mają na to jednak wytłumaczenie.
"Nie mogliśmy na to pozwolić" - mówi DZIENNIKOWI prezes jednego z największych polskich banków. "Broń w ręku naszego pracownika może dodatkowo sprowokować przestępcę, a to skończy się tylko rozlewem krwi. Idziemy na współpracę z policją, ale są granice, których nie przekroczymy" - dodaje.