Czy jesteśmy w Polsce świadkami przemyślanego procesu radykalnych przemian politycznych, czy też obserwujemy szereg błędów i przypadkowych działań? Czy Jarosław Kaczyński chciał zawędrować tak daleko, czy też do miejsca, w którym się dzisiaj znajduje, zaprowadził go tyleż jego plan polityczny, co szereg zbiegów okoliczności?
Pytanie o racjonalność rozgrywających się wokół nas wydarzeń politycznych powraca w debacie "Europy", w której Cezary Michalski pyta o sens otwarcia przez Prawo i Sprawiedliwość jednego z frontów politycznego starcia - frontu antybalcerowiczowskiego. Jego rozmówcy - Paweł Śpiewak, Andrzej Zybertowicz i Rafał Matyja formułują na to pytanie dwie odpowiedzi: z jednej strony przedstawiają powody, dla których PiS musiało uwikłać się w konflikt z człowiekiem będącym jednym z najważniejszych symboli III RP, a z drugiej strony dość zgodnie przyznają, że zarządzanie przez PiS tym konfliktem jest - w najlepszym wypadku - chaotyczne i przypadkowe.
Zastanówmy się nad pierwszą częścią odpowiedzi, tą, która uzasadnia konieczność konfliktu. Spór z Leszkiem Balcerowiczem istotnie przekracza granice czystej polityki, zmierza w kierunku jej głębszych ideowych uzasadnień. PiS odsuwa co prawda Balcerowicza od kontroli nad finansami państwa i pozbawia go wpływu na losy złotówki, ale prezes NBP odsunięty jedynie, a nie odarty z autorytetu byłby jednym z naturalnych ośrodków krystalizowania się oporu przeciwko polityce PiS - nie tylko gospodarczej. Stąd pewien naddatek ideologicznego zaangażowania, jaki obserwowaliśmy u PiS-owskich członków komisji sejmowej.
Ale jest i moment przypadkowy. Balcerowicz postawił się rządowi w sprawie UniCredito - wychodząc na pierwszą linię politycznego konfliktu. Później wybrano wykonawców polityki PiS wobec Balcerowicza, którzy nadali dodatkową dynamikę konfliktowi. A wreszcie widzimy ewidentną niezdolność wykreowania przez PiS własnych autorytetów czy wyrazistej, alternatywnej wobec balcerowiczowskiej, polityki gospodarczej.
W ten sposób spór z Balcerowiczem staje się modelem obecnego konfliktu politycznego z udziałem PiS i jego przeciwników. Radykalnej wizji bardzo daleko idących przemian towarzyszy polityczna praktyka - uwikłana w przypadkowość, paraliżowana przez brak wystarczającej siły i skutecznych instrumentów - także kadrowych.