Diagnoza współczesności, którą stawia Cezary Michalski w "Gorszych światach", wywodzi się wprost od współczesnych myślicieli lewicy - twierdzi Sławomir Sierakowski. Michalski przejmuje ich demaskatorskie opisy manipulacji dokonywanych przez współczesny kapitalizm podporządkowujący swojej logice wszystkie sfery życia. Czy jednak autor "Gorszych światów" wyciąga ze swoich lewicowych diagnoz właściwe wnioski? Niezupełnie: jego etos jest etosem "heroicznego cynika", który przejrzał na wylot iluzję rzeczywistości, ale nie zamierza podejmować wysiłku, by ją zmienić. "Ów cynizm jednak nie jest zwykłym małostkowym cynizmem. Chce być wielkim, heroicznym cynizmem, poprzedzonym uczciwą świadomością reguł gry".
p
Cezary Michalski jest polskim pisarzem. Sprawa wymaga podkreślenia, bo wbrew pozorom wcale nie jest taka oczywista. A dlaczego, wyjaśnia nam Tadeusz Boy-Żeleński w swoich rozważaniach "O literaturze niemoralnej", gdzie wskazuje na zasadniczą różnicę między literaturą polską i francuską. Literatura polska zdominowana jest przez ton wychowawczy, nauczycielski i z tej pozycji uczy nas odnoszenia się do rozmaitych zjawisk. Natomiast zasadniczy ton literatury francuskiej jest inny - to żądza poznania, ciekawość zgłębienia własnej istoty, rozważanie rzeczy samej w sobie. Tam gdzie Polak moralizuje a priori, Francuz ogląda ze wszystkich stron, docieka, rozważa, potrząsa sceptycznie głową...
Cezary Michalski jest polskim pisarzem, chociaż wolałby być francuskim. Notabene rozbieżność ta - między intelektualnym zamiarem i lokalnymi uwarunkowaniami - wyjaśnia stale towarzyszącą literaturze Michalskiego swoistą nieprzystawalność do polskiego czytelnika. Oraz panikę w oczach krytyków, szczególnie tych konserwatywnych. Miał Michalski wychowywać, a kreśli jakieś poznawcze struktury, tworzy modele, nie dba przesadnie o fabułę. Owszem dostarcza kluczy, ale niełatwo się nimi posłużyć. Klucze te bowiem pasują nie tyle do zjawisk znanych czytelnikowi z "teatru życia codziennego", ale do drzwi, którymi wychodzi się poza sferę naoczności i trafia do maszynowni tego teatru. To tam właśnie ścierają się siły, które interesują Michalskiego. Aby je pokazać, buduje on za pomocą filozoficznej zaprawy i literackiego tworzywa "Gorsze światy" - i tak nazywa swój najnowszy zbiór opowiadań.
W książce Michalskiego znajdujemy diagnozę współczesnej epoki, jej polskie uszczegółowienie oraz kręte losy samego autora. W opowiadaniu "Cela śmiechu" przenosimy się do Rzeczypospolitej Danonii kilkadziesiąt lat w przód, czyli w czasy totalitarnych rządów Doktryny Wolności, której przestrzegania pilnują Nadzorcy. Razem z bohaterem wspominamy "Epokę Wielkich Niepokojów", gdy nawzajem eksterminowali się Postępowcy i Reakcjoniści, czyli zwolennicy Świetlanej Przyszłości i Nieskalanej Przeszłości. Wspominamy także Biskupa Jansena i garbusa Algernona, przeciwników Doktryny Wolności. "Uczniowie Jansena opiewali Wieczne Wczoraj, Nadzorcy głosili chwałę Wiecznego Dzisiaj, a ten garbus znalazł wspólny mianownik obu tych >>wieczności<< - była nim >>historia<<. Biskup Jansen był przeciwieństwem Algiego. Nigdy bym nie uwierzył, że obaj skończą w Celi Śmiechu". Bohater przechodzi wielkie zauroczenia kolejnymi mistrzami, aż wreszcie, po ich wspólnej klęsce, trafia do Celi Śmiechu. Tam najpierw przypomina sobie czasy, gdy w trakcie "konserwatywnej Rewolucji" był uczniem Biskupa: "W wyniku ortodoksyjnego stosowania się do wskazówek Biskupa Jansena, dobiegając trzydziestki, zachowywałem się jak pięciolatek.(...) Potrafiłem oceniać kreskówki pod kątem ich pozytywnego lub negatywnego oddziaływania na dusze małych konsumentów. Nazywaliśmy to >>skalą zepsucia<<, a Action Man miał u nas minus dziewięć. Minus dziesięć wyznaczało dolny koniec skali, zajmowały go Pokemony. Każdy ma takich wrogów, na jakich zasłużył". Po reminiscencjach z okresu wiary w Jansena przychodzi wspomnienie o Algernonie. "Mój pierwszy nauczyciel wierzył w Nieskalaną Przeszłość. I w Wieczność, która narodziła się gdzieś na jej początku. Drugi stale szydził z takiego datowania. Mawiał, że jego własny nieskalany świat znajduje się nigdy i nigdzie, a już na pewno nie wczoraj. Obaj byli Odstępcami. Utopia znajduje się dokładnie tu i teraz, w bezalternatywnej krainie Teraźniejszości, która rozpoczęła się w pierwszej sekundzie po Końcu Historii jednogłośnie orzeczonym przez Globalny Synod. To właśnie tu i teraz pod troskliwą opieką Nadzorców przemija całe nasze życie, podobnie jak teraźniejszość pozbawione wszelkiej alternatywy". Co właściwie różni od siebie trzy strony, między którymi porusza się bohater Michalskiego? "Biskup był uniwersalistą, tyle że jego uniwersum zagłębiało się niepokojąco w przeszłość. Algernon pozostawał indywidualistą, dokładnie tak, jak zachęca do tego Doktryna Wolności. Właściwie nie miał nawet nic przeciwko teraźniejszości. Z Nadzorcami poróżniło go tylko to, że nienawidził ich władzy nad sobą". Co gorsza, on tę władzę powołał do życia. W wyznaniu Algernona dostajemy kolejny fragment opisu współczesnego świata. "Przez całą historię naszego gatunku - mówił - tworzyliśmy różne formy władzy, które później próbowaliśmy kontrolować. Teraz jednak powołaliśmy do istnienia władzę przezroczystą, która realizuje jedynie Doktrynę Wolności. I to właśnie ona wymknęła się spod naszej kontroli". Polityczność przenosi się z demokratycznych instytucji do instytucji korporacyjnych. "Prawdziwa władza unikała teraz polityki (...) już pozostawiła za sobą wysychające starorzecza religii i polityki, aby ulokować cały swój brudny i spieniony nurt w szerokim korycie mass mediów" (z opowiadania "Zmarnowany czakram").
Perspektywa Michalskiego, z której opisuje on świat "zadekretowanego rozwoju", pochodzi nie z konserwatyzmu, nie z liberalizmu, ale z filozofii współczesnej lewicy. Michalski posługuje się kanonem krytycznym Slavoja Z.iz.ka, Ernesta Laclaua, Chantal Mouffe i innych lewicowych intelektualistów w sposób niepozostawiający wątpliwości, że w kwestii diagnozy panującej epoki jest ich pilnym uczniem. Celnie tropi wszystkie mity produkowane przez media, biznes i zależną od nich klasę polityczną. "Bezrobocie jest nieuchronną konsekwencją technologicznego postępu. >>Bezrobocie<< złe, >>postęp<< dobry, trudno się w tym połapać, skoro jedno wynika z drugiego" - kpi z neoliberalnych miazmatów Michalski. W ogóle "Gorsze światy" to pejzaż kreślony ciętym piórem nomen omen alterglobalisty. "Do Wytwórni [jednej z dwóch wielkich korporacji] należy wszystko, od naszej pracy do czasu wolnego, od religii do polityki, od jawy po sny. (...) Wszystko jest globalne: gospodarka, władza, nauka (trzy stały się jednym). Ale nie ma czegoś takiego jak globalny lud. (...) Pieniądze, władza, kluczowe posady w mediach, wszystko gromadziło się w rękach pięciu górnych procent" ("Dzika genetyczka"). Michalski zatem świetnie wie, gdzie żyje, gdzie pracuje, co robi. Zobaczmy, jaki użytek robi z tej wiedzy.
Mamy więc "przezroczystą władzę" rządzącą według Doktryny Wolności oraz zamkniętego razem z innymi w Celi Śmiechu, pozbawionego iluzji, byłego ucznia doktryn "zdelegalizowanych": konserwatyzmu i oświecenia. Świat, który pokazuje nam Michalski, jest rodzajem teokracji. Przypomnijmy zatem mało znany, niedokończony tekst Waltera Benjamina zatytułowany "Kapitalizm jako religia". Benjamin dokonuje w nim radykalizacji słynnej tezy Maxa Webera, pokazując nie tylko religijne źródła kapitalizmu, ale także jego religijną strukturę. Kapitalizm zdaniem niemieckiego filozofa rozwinął się jako pasożyt zachodniego chrześcijaństwa w taki sposób, że w końcu historia chrześcijaństwa stała się historią kapitalizmu. Spełnia on podobną rolę, co religie - ma uśmierzać troski i niepokoje. Benjamin podaje trzy cechy upodabniające kapitalizm do religii. Po pierwsze, kapitalizm jest czystą religią kultu, być może najskrajniejszą z dotychczas istniejących: "Wszystko nabiera w nim znaczenia jedynie w bezpośrednim związku z kultem, nie posiada on żadnych szczególnych dogmatów, żadnej teologii". Ta konkretyzacja kultu jest związana z drugą właściwością kapitalizmu - permanentnym trwaniem kultu. Nie ma w nim ani jednego "dnia wolnego", ani jednego dnia, który nie byłby dniem świątecznym. Po trzecie, kult ten jest obwiniający - "Kapitalizm nie szuka odpuszczenia win, lecz przeciwnie - pogłębia winę". Zauważmy, że wychylona w przyszłość socjologiczna fantazja Michalskiego mówi o władzy teokratycznej i uniwersalnej oraz ma charakter obwiniający. Gorszy jest nie tylko świat, ale i stale winny czuje się bohater. Winny i poszkodowany jednocześnie. Winny, bo brutalnie atakował w imieniu Mistrzów i poszkodowany, bo jego trud okazał się daremny. Nawet bardzo liczne dogmaty, które pojawiają się w opowiadaniu "Dogmaty Doktryny Wolności", sformułowane są po to, byśmy dostrzegli to, co umyka naszej uwadze, czyli teologiczny charakter późnonowoczesnego kapitalizmu.
Zatrzymajmy się w tym miejscu i nim podliczymy filozoficzną hipotekę, jaką zaciągnął w swojej literaturze Michalski, wprowadźmy wątek najistotniejszy. Zapytajmy o etos, jaki wyłania się z diagnoz zawartych w jego opowiadaniach. "W światach takich jak nasz władza staje się nerwowym tikiem. Uciekanie przed nią, podleganie jej, dążenie do niej, a nawet samo jej sprawowanie nie wiąże się już przecież z żadnym wyborem. Takim samym nerwowym tikiem staje się wolność. Czy pocierając machinalnie brew albo zagryzając wargę pragniemy zrealizować jeszcze jakąś utopię, czy mamy jakieś wielkie plany? Oczywiście, że nie, a mimo to nie potrafimy opanować tego odruchu". Pojawia się napięcie, będące stałą właściwością więźnia Celi Śmiechu. Napięcie między świadomością nieprzezwyciężalnych reguł gry i tlącą się jeszcze wolą życia w wolności. W świecie kapitalizmu wolność to nieuświadomiona konieczność - pisze Michalski. W Celi Śmiechu ta właśnie wolność zostaje nam odebrana. Wiemy już, co jest grane, i nie możemy nic zrobić. Nie możemy nawet uzyskać symbolicznej gratyfikacji, jaką dostawali dawni rewolucjoniści zamykani w prawdziwych więzieniach. Przynajmniej byli traktowani poważnie. "Zamiast cenzury wepchnięcie do niszy, obejście szerokim łukiem. Kto ulituje się nad takim męczeństwem na pluszowym krzyżu?" ("Gabinet krzywych luster"). Kontestacja prowadzi wyłącznie do Celi Śmiechu. Buntownicy trafiają do Celi Śmiechu nie tylko dlatego, że ich poglądy, ich ideowość, ich protest spotyka się z wyśmianiem, ale także dlatego, że jedyne, co potrafią zrobić z dyskursem dominującym, to wyśmiewać go, a jest to aktywność w gruncie rzeczy dla systemu niegroźna.
Idźmy dalej za głosem Waltera Benjamina: "Historyczna unikalność kapitalizmu leży w tym, że religia nie jest już naprawą bytu, ale jego zniszczeniem (...). Boska transcendencja upadła. Ale Bóg nie umarł, lecz został wpisany w ludzki los. To przejście planety >>człowiek<< przez dom rozpaczy po drodze absolutnej samotności jest etosem, określonym przez Nietzschego. Człowiekiem tym jest nadczłowiek, pierwszy, który zaczyna wypełniać kapitalistyczną religię poprzez jej rozpoznanie". Wypełniać kapitalistyczną religię poprzez jej rozpoznanie, czyli uczestniczyć w dziele zniszczenia, posiadając pełną tego świadomość. Świadomość zatem cyniczną, ale heroicznie cyniczną. Etos, który stoi za literaturą Michalskiego, to właśnie ów heroiczny cynizm. Na świecie zapanowała Doktryna Wolności, a my nie uwierzymy już w nic, bo wszystko już wiemy. Ów cynizm jednak nie jest, a raczej nie chce być zwykłym małostkowym cynizmem. Chce być wielkim, heroicznym cynizmem, poprzedzonym usprawiedliwiającymi wszystko doświadczeniami i uczciwą świadomością reguł gry oraz szczerą autoidentyfikacją.
Peter Sloterdijk w "Krytyce cynicznego rozumu" pokazuje, jak z cynicznym uśmiechem podają sobie rękę uczniowie Jansena i Algernona. Według Sloterdijka nasze czasy chytrze spełniają głoszone przez filozofów oświecenia prognozy, czym obalają zarazem wpisane w nie nadzieje. Okazuje się, że ludzie nie korzystają z posiadanej wiedzy po to, by zmieniać swój świat na lepsze, przeciwnie - uczą się dzięki niej akceptować istniejące niedoskonałości. Współczesny cynizm to właśnie stan świadomości, który następuje nie tylko po epoce naiwnie wyznawanych ideologii (żegnaj Jansenie), ale również po ich unicestwieniu przez oświeceniową demaskację (pa!, Algernonie). To właśnie stoi za wyczerpaniem się możliwości krytycznej teorii ideologii - starcza jej niejako na to, by pokazać reguły gry i przystosować się, ale już nie by je zmienić. Władza Nadzorców rozpościera się nad nami tak niezagrożona nie dlatego, że nie jesteśmy nieoświeceni, ale paradoksalnie dlatego, że tak wiele wiemy. Wobec tego - twierdzi Sloterdijk - krytyka okazuje się bardziej naiwna od świadomości, którą chce na wskroś przeniknąć i pouczać.
Zauważyliśmy już, że książka Michalskiego posiada zaskakujący u autora kojarzonego przez czytelniczą publiczność z konserwatyzmem ładunek krytyczny. "Wzrok cynika przenika do głębi" - wyjaśnia Sloterdijk. Michalski gorliwie stara się nas przekonać, że wszyscy jesteśmy winni i każdy jest w coś umoczony. Opowiadania Michalskiego są kolejnymi sesjami terapii cynika, podczas których dokonuje on samooskarżenia i samoobnażenia, by poprzez swego rodzaju patos ofiary własnych iluzji uciec od śmieszności.
A gdy zajmujemy się łapaniem Michalskiego, umyka nam coś znacznie ważniejszego. Otóż przyjęcie przez cynika roli ofiary zaświadczającej o niereformowalności systemu (zwyczajowo zajmują się tym Nadzorcy) przydaje mu wyjątkowej wiarygodności. Ale przede wszystkim przydaje wiarygodności władzy. Cynik mówi przecież prawdę, której nie można zarzucić, że została wypowiedziana we własnym interesie. Przyjęcie takiej postawy daje mu szansę wydostania się z Celi Śmiechu. Za jaką cenę? Za cenę kolaboracji z Nadzorcami oczywiście. Cynik jest ich bardzo użytecznym pomocnikiem, bo dyskutując z nim wpadamy w pułapkę. Dajemy się łatwo skorumpować, bo na pozór staje on po stronie słabszego, skoro posługuje się krytycznym obrazem świata, faktycznie zaś służy systemowi, bo przekonuje o jego pełnym zdeterminowaniu. Michalski sprytnie omija fundamentalny dylemat lewicy, która, chcąc stanąć po stronie słabszego, ląduje w Celi Śmiechu albo ulega Doktrynie Wolności.
Cynicy wiedzą, co czynią. Postępują tak a nie inaczej, bo dają posłuch dyktatowi panującego stanu rzeczy oraz krótkowzrocznej kalkulacji szans na przetrwanie. Dyktat ten płynie ze świetnie znanego cynikom języka realizmu, stwierdzającego, że to, co jest obecnie, być musi i będzie. Przy czym cynik znajduje jeszcze jeden klucz do uprawomocnienia własnej postawy - uważa, że gdyby na posterunkach zabrakło cyników, inni, zapewne jeszcze gorsi, natychmiast by ich zastąpili. I w końcu sprawa fundamentalna i jakże wiele reminiscencji z naszego świata przynosząca: "W dzisiejszym cynizmie - zauważa Sloterdijk - często rozbrzmiewa pogłos aż nadto uzasadnionej świadomości jednoczesnego wymuszania ofiar na innych i bycia samemu ofiarą. (...) Można by rzec, iż cynikowi dolega smutna tęsknota za utraconą niewinnością. Zarazem tęsknota ta jest jego największą bronią - dzięki niej może się sam oskarżać i wytrącać oręż swym krytykom". Cynik kwili więc przy kawiarnianym stoliku. Czasem także w trakcie przeprosin po tym, jak zdarzy mu się zbyt duży dać upust swoim frustracjom w rozmowie ze starym kolegą, który pozostał w Celi Śmiechu. Innym razem sublimuje swoją świadomość nieszczęśliwą, tworząc literaturę... Wówczas można odnieść wrażenie, że zachowuje się jak ze znanego z psychologii kryminalnej syndromu winnego, który uciekając, zostawia ślady tropiącym, bo podświadomie chce być złapany. Ale czy rzeczywiście można złapać cynika za rękę? Cynik wydaje się bezpieczny, bo przecież zabezpieczył się przed demaskacją. Od Sloterdijka wiemy, że doskonale usytuowana, a zarazem pożałowania godna świadomość cyniczna wymyka się najgłębiej nawet sięgającej krytyce ideologii. Z założenia przecież, zanim została skrytykowana, sama refleksyjnie pojęła swój fałsz. Czy cynik, mający pełną świadomość niesprawiedliwości dzisiejszego świata, rzeczywiście jest pewien, że kwestie praktyczne eliminują szanse na jakąkolwiek zmianę? Nie, bo skąd wobec tego ten tłumiony płacz? Cynik pewien jest nie tego, że zmiana jest nieosiągalna albo niepożądana (tym właśnie się różni od zwykłego konserwatysty), tylko że konieczny do tego trud i znój znacznie go przerastają. Cynik poddaje nie świat, ale samego siebie. W Kafkowskim sporze między sobą a światem woli sekundować sobie. Cynik będzie bezpieczny, dopóki działanie na przekór dostępnej, lepszej wiedzy będzie we współczesnym świecie prawem powszechnym. Na razie jedno jest pewne: "Albo rządzi się samemu, albo jest się rządzonym, nie ma trzeciej drogi, nigdy jej nie było. A tak się składa, że teraz rządzimy my" ("Zmarnowany czakram").
Wszystkie cytaty, przy których nie podano źródeł, pochodzą z opowiadania "Cela śmiechu".
p
ur. 1979, socjolog, założyciel i redaktor naczelny kwartalnika "Krytyka Polityczna". Inicjator listu otwartego do europejskiej opinii publicznej "Chcemy innej Europy" (2003). Publikuje w "Dzienniku", "Rzeczpospolitej", "Polityce", "Gazecie Wyborczej" i innych mediach. W "Europie" nr 34 z 26 sierpnia br. opublikowaliśmy debatę z jego udziałem "Kto był grabarzem polskiej lewicy?".