Dziennik Gazeta Prawana logo

Islam kontra papież

5 listopada 2007, 12:10
Ten tekst przeczytasz w 27 minut

publicysta

Czy islamizm przybrał nowe, antychrześcijańskie oblicze? Fali protestów po przemówieniu papieża w Ratyzbonie trudno było nie dostrzec. Warto przypomnieć ideologiczne podłoże, na jakim wyrosły.

Islam jest starą religią, lecz islamizm - polityczna ideologia - jest czymś nowym; opiera swoją doktrynę na nowoczesnych pojęciach. Paranoja i apokaliptyczne wizje są jego cechami charakterystycznymi. W radykalnej islamistycznej wizji występuje boży lud, wielka muzułmańska wspólnota - "umma". W dawnych czasach umma była potężna i pełna cnót. Stała się jednak celem podstępnego ataku zdrajców i przemożnych wrogich sił z zewnątrz. Według radykalnych islamistów te wewnętrzne i zewnętrzne ataki grożą umniejszeniem, ujarzmieniem i ostatecznie zniszczeniem islamu. Muzułmanie powinni się zatem bronić, a najlepszą formą obrony jest odbudowa kalifatu w formie, jaką miał w swej złotej epoce, VII wieku naszej ery.

Kim są ci wrogowie islamu mający złowieszcze i zakrojone na szeroką skalę plany? Bardziej radykalne odmiany islamistycznej doktryny nie pozostawiają wątpliwości: wrogiem są siły liberalnej kultury i polityki. Wrogiem są Stany Zjednoczone i ich sojusznicy. Wrogiem są syjoniści i Żydzi, którzy w typowy dla siebie, podstępny sposób spiskowali przeciw islamowi już w czasach pobytu Mahometa w Medynie. Wrogiem są chrześcijanie, którzy muszą walczyć z islamem, bo jeśli walki tej zaniechają, stanie się jasne, że to islam jest prawdziwą religią i chrześcijaństwo zniknie. Wrogiem są masoni. A najstraszniejszym ze wszystkich wrogów są muzułmańscy "hipokryci", którzy - zmanipulowani lub skorumpowani przez obce siły - aktywnie opowiedzieli się po stronie tych, których islamiści uważają za wrogów islamu. Krótko mówiąc, wrogowie czają się wszędzie. W bardziej radykalnych interpretacjach są nimi prawie wszyscy: zarówno muzułmanie, jak i niemuzułmanie.

Paranoiczna wizja wielkiego spisku przeciw islamowi wyjaśnia, dlaczego tak błahe wydarzenia jak wydanie w roku 1988 "Szatańskich wersetów" Salmana Rushdiego czy publikacja kilka miesięcy temu paru karykatur w duńskiej gazecie, a nawet - nie tak błahe - ostatnie uwagi papieża nabierają w oczach ludzi, którzy znaleźli się pod wpływem islamistów, apokaliptycznego wymiaru. Islamiści wszędzie dopatrują się oznak wszechświatowego spisku, a jakakolwiek oznaka krytycyzmu czy satyrycznego spojrzenia, jak również rozumne filozoficzne refleksje mogą zostać uznane za bezsporny dowód na jego istnienie. A wszelkie dowody wzmacniają poczucie poniżenia, strachu i gniewu.

Paranoiczne postrzeganie świata stanowi przyczynę nieproporcjonalnie gwałtownej w stosunku do rangi wydarzenia reakcji muzułmanów. Od wielu lat w Iraku (a także w Pakistanie i innych miejscach) radykalni sunniccy islamiści mordują, na przykład podczas modlitw w meczetach, przypadkowych szyitów. Kampania ta została rozpoczęta w imię ochrony czystości islamu (według sunnitów szyizm jest herezją), więc nie powoduje oburzenia islamistów - nie pasuje do spiskowej wizji rzeczywistości. Również masowe mordy muzułmanów w Sudanie i innych zakątkach globu - których winowajcami często są islamiści - umykają uwadze osób wyznających teorię spiskową.

Jedyne morderstwa muzułmanów, które wywołują gniew na całym świecie, to te, które popełniane są przez Izraelczyków i - ostatnio - Amerykanów (mimo iż ci ostatni dopuszczają się ich, broniąc muzułmańskich społeczności w takich miejscach jak Irak i Afganistan).

Dziwaczny obraz świata z islamistycznych wizji nie powinien stanowić zaskoczenia dla tych z nas, którzy pamiętają XX-wieczne totalitaryzmy. Wszystkie opierały się na paranoicznej wierze w nadchodzącą apokalipsę. Islamizm nie jest tu wyjątkiem - wprost przeciwnie, wykazuje wiele podobieństw z nazizmem i innymi totalitaryzmami. Naziści wierzyli na przykład we wszechświatową konspirację, której celem miało być zniszczenie potężnej rasy niemieckiej. Powinniśmy dostrzec, że stoimy dziś wobec nowej wersji starego koszmaru - triumfu paranoicznej i apokaliptycznej doktryny, która sprawia, że jej zwolennicy postrzegają świat w wypaczony sposób, a bardziej radykalni biorą udział w zbiorowych mordach.

Chrześcijanie wiele wycierpieli wskutek przeprowadzonych przez islamistów ataków - więcej niż się zwykle przyznaje. Nie jest to jednak nic nowego, agresja wobec chrześcijan nie jest reakcją na wypowiedź papieża i jego działania. W ostatnich latach miliony arabskich chrześcijan musiały opuścić kraje swoich przodków z powodu islamskiej furii. Prześladowania chrześcijan trwają w dalszym ciągu w Iraku, na terytoriach palestyńskich i w wielu innych miejscach. Exodus wyznawców chrześcijaństwa z tych obszarów zaczyna przypominać ucieczkę Żydów ze świata arabskiego i niektórych innych krajów muzułmańskich w okresie od lat 40. do 80. XX wieku. O ile celem tamtej ucieczki był przede wszystkim Izrael, o tyle ta ma o wiele bardziej rozproszony charakter, co czyni ją mniej widoczną. Jest ona jednak jednym z tragicznych zjawisk naszych czasów.

Powinniśmy jednak pamiętać, że najbardziej na działaniach islamistów ucierpieli sami muzułmanie. To przede wszystkim oni byli mordowani i wypędzani ze swoich domów w imię islamistycznej paranoi i apokaliptycznych wizji. To dlatego stawianie oporu radykalnemu islamizmowi i terrorystom w imię obrony tylko jednej grupy, czyli chrześcijan, byłoby wielkim błędem. Opór przeciw islamizmowi winien być budowany w imię tolerancji dla wszystkich, w imię praw człowieka, w imię racjonalności i swobody myślenia. Opór powinien być budowany w imię cywilizacji, która pozwoli rozkwitać wszystkim - chrześcijanom, żydom, ateistom, muzułmanom, bahaistom i wszystkim innym - zarówno na Zachodzie, jak i poza nim.

p



filozof

Fala protestów, z jaką mieliśmy do czynienia po wykładzie Benedykta XVI w Ratyzbonie, ujawniła siłę nowego rodzaju mobilizacji społecznej we współczesnym świecie. W wielu krajach społeczeństwo tradycyjne chyli się ku upadkowi, a jego możliwości integrowania wspólnoty za pomocą tradycyjnych form autorytetu są coraz mniejsze. Arabia Saudyjska czy inne państwa Zatoki Perskiej zachowują jeszcze co prawda stare zwyczaje, jednakże w większości miejsc na świecie tradycja została zastąpiona przez inne rodzaje mobilizacji społecznej. Pozwalają one jednostkom budować nową tożsamość, a także wyznaczają wspólne cele. Zwraca tu uwagę przede wszystkim nacjonalizm, szeroko rozpowszechniony zarówno w świecie zachodnim, jak i arabskim. W tym ostatnim nacjonalizm może mieć dwa oblicza: albo jest to mobilizacja wokół świeckich organizacji, takich jak socjalistyczna partia Baas w Iraku, albo ściśle religijna, zbudowana na ideologii nakazującej fundamentalistyczny powrót do korzeni islamu. Protesty antychrześcijańskie, jakie w tej chwili obserwujemy, wskazują, że ów drugi rodzaj mobilizacji społecznej staje się coraz silniejszy.

Naturalnie, ta atmosfera nie rodzi się sama. Istnieją konkretne mniejszości, organizacje takie jak Al-Kaida, ale także wiele innych, które starają się czerpać korzyść z negatywnych nastrojów społecznych. Protesty pokazują, że mniejszości te dążą do silnego zderzenia cywilizacji, a jednocześnie starają się przekonać jak największą liczbę ludzi, że mają silny wpływ na społeczeństwo arabskie. Próbują udowodnić, że muzułmanie są nieustannie atakowani i zastraszani.

Nazwałbym tę działalność perwersją zła. Jej sedno tkwi w uczynieniu destrukcji samym sercem wiary lub ideologii. Coś, co jest w sposób oczywisty złe, zaprezentowane zostaje jako dobre. Ten rodzaj perwersji zwykle rozpoczynany jest w imię Boga, jednak na końcu okazuje się, że Bóg jest tożsamy z totalnym zniszczeniem. Zaznaczmy, że działanie takie nie jest nowe: podobne ideologie istniały przez cały wiek XX. Wymienić można choćby europejski komunizm, maoizm czy nazizm. To, co czyni Al-Kaida, jest współczesnym przykładem takiej samej działalności. Nie jest ona skoncentrowana na Kościele katolickim, ale na całym społeczeństwie zachodnim, które jest postrzegane jako złożone bądź z krzyżowców, bądź z Żydów.

Decyzja papieża, by zacytować Manuela II Paleologa była wysoce naiwna i nieodpowiedzialna. To prawda - cytat sam w sobie nie był prowokujący. Gdyby Joseph Ratzinger użył go podczas wykładu jako profesor w Ratyzbonie wobec swoich studentów, nikt nie zwróciłby nań uwagi. Fundamentalna różnica wynika ze stanowiska, które Ratzinger teraz piastuje. Będąc papieżem, musi sobie zdawać sprawę z tego, że reprezentuje nie tylko katolików europejskich, ale także Kościół, który jest dziś organizacją o światowym zasięgu. Musi być również świadom tego, że żyjemy w świecie, w którym funkcjonują nowoczesne media. W ich naturze leży to, że zawsze wybierają najbardziej kontrowersyjne stwierdzenia z czyjejś wypowiedzi i przedstawiają je bez koniecznego do ich zrozumienia kontekstu. W przeciwieństwie do papieża Jana Pawła II Benedykt XVI niezupełnie rozumie, co to może oznaczać.

p



teolog

Papież Benedykt XVI jest człowiekiem obdarzonym wielką delikatnością i rozwagą, a także przykłada ogromną wagę do tego, by jego słowa wyrażały zawsze dokładnie to, co ma na myśli. Jego decyzja, by zacytować bizantyjskiego cesarza Manuela II Paleologa nie była przypadkowa. Manuel był przedostatnim władcą Bizancjum, którego panowanie przypadło na lata drastycznego osłabienia cesarstwa wschodniorzymskiego, co wiązało się z rosnącym zagrożeniem podbojem przez islam. Był on także jednym z wielu cesarzy, którym nie udało się przekonać zachodnioeuropejskich chrześcijan o konieczności wsparcia jego upadającego imperium.

W przeciwieństwie do tego, co twierdzili autorzy licznych komentarzy, papież nie przeprosił ani nie wycofał użytych przez siebie argumentów po wykładzie. Wyraził natomiast głębokie ubolewanie, iż wielu muzułmanów zareagowało na jego słowa w tak gwałtowny sposób. Należy podkreślić, że reakcja świata muzułmańskiego - a raczej jego znacznej części, która wyznaje ideologię dżihadu - potwierdziła jedynie myśl, jaką wyraził papież, dotyczącą związku między przemocą a religią zarówno w przeszłym, jak i teraźniejszym charakterze islamu.

Zaryzykowałbym twierdzenie, iż wykład wygłoszony w Ratyzbonie zostanie wkrótce uznany za jedną z najważniejszych deklaracji światowego przywódcy po 11 września 2001 roku. Oczywiście nie wszyscy muzułmanie są islamistami, niezależnie od tego, czy mówimy o tych żyjących na Bliskim Wschodzie, czy w reszcie świata. Jednak musimy pamiętać, że sensem islamizmu, ideologii zbudowanej wokół zasad religii muzułmańskiej, jest użycie wszelkich środków, by zniszczyć świat zachodni, a także by wymóc jego posłuszeństwo wobec islamu. W tym sensie ideologia ta jest dla nas poważnym zagrożeniem.

Islamizm nie jest jednak jedynym obliczem współczesnej religii muzułmańskiej. Zderzenie cywilizacji opisywane przez Samuela Huntingtona nie jest nieuniknione.

Można odnaleźć w islamie środowiska, które szczerze pragną uniknąć brutalnego konfliktu cywilizacji. Jednak znajdują się one pod ogromną presją, a także w wielu przypadkach wysuwane są pod ich adresem groźby. Przywódcy muzułmańscy muszą wykazać odwagę i zacząć myśleć racjonalnie - to racjonalność jest niezbędna w dialogu chrześcijańsko-muzułmańskim.

Można oczywiście wątpić w to, że muzułmanie rzeczywiście uważają dialog z chrześcijanami za swój cel, jednak nie zwalnia to nas z podejmowania prób na rzecz porozumienia. Wciąż jeszcze jest za wcześnie, by stwierdzić, że dialog jest w ogóle niemożliwy. Musimy wierzyć, że pośród ogromnej różnorodności, którą charakteryzuje się islam, istnieją pokojowe i twórcze alternatywy dla islamizmu. Jednak takie propozycje muszą narodzić się wewnątrz religii muzułmańskiej. Nie wolno nam ich narzucać. Możemy jedynie pomagać, dodawać odwagi, wspierać racjonalne działania, pamiętając, że ostatecznie na pytanie, czy dążymy do gwałtownego zderzenia, jak przewidywał Samuel Huntington, czy nie - odpowiedzą siły wewnątrz świata islamskiego.

Niezależnie od tego wszystkiego chciałbym podkreślić, że papież oddał wielką przysługę tak Kościołowi, jak i Europie, wzywając ludzi do uważniejszej refleksji nad tym, iż niemożliwy jest byt cywilizacji bez obecności moralnej i religijnej prawdy.

Większa część Europy cierpi z powodu historycznej i kulturowej amnezji, a może nawet rozmyślnej negacji prawd, na których cywilizacja europejska została zbudowana. Musi się to zmienić albo Europa w dalszym ciągu będzie tracić tożsamość, a w konsekwencji rację bytu. Papież wykazał się ogromną odwagą i szczerością, wskazując na problem, który mieszkańcy Zachodu lekceważą. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że jesteśmy spadkobiercami tradycji, która łączy wiarę i rozum, a przez to wyklucza użycie siły w celu narzucania religijnych przekonań.

p


politolog, islamolog

Wygłoszony w trakcie pielgrzymki do rodzinnej Bawarii ratyzboński wykład papieża był błędem. Benedykt XVI zapomniał, że jest nie tylko teologiem i przywódcą religijnym, lecz także ważną postacią światowej polityki. Ten błąd był tym poważniejszy, że zamiast kaznodziei czy teologa papież zacytował postać ze świata polityki, bizantyńskiego cesarza. Wybor źródła cytatu został szczególnie źle przyjęty w Turcji, gdzie w nieco przesadny sposób odebrano go jako przejaw dążenia do uczynienia Stambułu na powrót Konstantynopolem.

Benedykt XVI wpisał się - celowo lub nie - w silny ostatnio w Europie nurt antytureckich wypowiedzi i przyczynił się tym samym do niebezpiecznego rozwoju sytuacji w Turcji. Im jaśniej europejscy politycy dają do zrozumienia, że nie chcą, by Turcja stała się członkiem UE, tym większe poparcie nad Bosforem zyskują nacjonaliści i ugrupowania wobec Europy jawnie wrogie. Turecka opinia publiczna jest głęboko przekonana, że papież jest przeciwnikiem tureckiego członkostwa w Unii i uważa, że Europa i chrześcijaństwo są tożsame. Ta opinia wydaje się być zresztą trafna, bo podobnie jak jego poprzednik Benedykt XVI dąży do odbudowy chrześcijańskiego charakteru Europy. Istnieje poważne ryzyko, że jedyną rzeczą, jaką w ten sposób osiągnie, będzie pogorszenie stosunków między Europą a światem islamu. Szanse na powrót religii do europejskiej polityki są bowiem znikome - rozbieżności między chrześcijaństwem a mocno zsekularyzowanym życiem publicznym są zbyt zasadnicze i zbyt głębokie, by mogło się to udać. Kwestia Turcji jest jednak w kontekście reakcji na ratyzboński wykład problemem pobocznym - to nie papież i nie ci z tureckich polityków, którzy chcieliby go aresztować za bluźnierstwo, decydować będą o rozszerzeniu Unii, a negocjacje akcesyjne potrwają tak długo, że cała sprawa zostanie zapomniana.

Nie jest też tak, że nieopatrzne słowa papieża uczyniły chrześcijan nowym celem ataków radykalnych islamistów. Antychrześcijańskie nastawienie Al-Kaidy i innych fundamentalistów nie jest niczym nowym. Benedykt XVI dostarczył jedynie jeszcze jednego argumentu ludziom, którzy palą chrześcijańskie wioski w Nigerii, mordują zakonnice w Somalii czy organizują ataki na koptyjskich księży w Turcji. W relacjach z tą częścią świata islamu to, co mówi lub czego nie mówi głowa Kościoła katolickiego, niewiele zmienia - chrześcijanie byli, są i będą celem ataków.

Cytat z Manuela II Paleologa w paradoksalny sposób legitymizuje ekstremistów. Jeśli islam, jak twierdził cesarz i jak powtórzył papież, nie jest religią pokoju, to terroryści mogą być dobrymi muzułmanami. To właśnie to pośrednie utrwalenie zbitki "muzułmanin-terrorysta" było głównym powodem złej reakcji na słowa papieża w świecie islamu - podobnie jak miało to miejsce podczas afery z duńskimi karykaturami, które również przedstawiały muzułmanów jako terrorystów.

To właśnie pogorszenie stosunków między chrześcijanami a umiarkowanymi muzułmanami jest najpoważniejszą negatywną konsekwencją ratyzbońskiego wykładu. W tych kręgach - na przykład wśród ludzi związanych z Organizacją Konferencji Islamskiej - papieskie przemówienie wywołało głęboki zawód. Do tej pory Watykan uważany był w świecie islamskim za siłę neutralną, zachowującą się fair wobec muzułmanów. W czasach poprzedniego papieża Kościół brał w obronę Palestyńczyków, a sam Jan Paweł II potępił amerykańską akcję militarną w Iraku. Nieoficjalna dyplomacja watykańska odgrywała ważną rolę w rozwiązywaniu kryzysu bliskowschodniego - mediując, pomagając ludziom z obydwu stron nawiązać kontakty, promując pewne pomysły na współistnienie. Nawet jeśli umiarkowani przywódcy muzułmańscy nie uważali Watykanu za swojego sprzymierzeńca, to postrzegali go jako źródło wyważonych poglądów i miejsce, gdzie rozumie się ich problemy.

Benedykt XVI dość nierozważnie posłużył się drażliwym przykładem w teologicznych rozważaniach nad relacjami między wiarą a przymusem i w ten sposób, jeśli nawet nie przekreślił, to bardzo poważnie ograniczył szanse Kościoła na odgrywanie mediacyjnej roli w światowej polityce.

p



filozof

To, że stosunki między muzułmanami a chrześcijanami są dziś bardzo napięte, nie zwalnia nas z obowiązku ciągłych prób zrozumienia drugiej strony. Myślę, że świat zachodni wykonuje dziś bardzo niewielki wysiłek, by słuchać i starać się rozumieć to, co muzułmanie próbują wyrazić. Należy tu odróżnić empatię od współczucia. Empatia to próba zrozumienia punktu widzenia drugiej strony, nawet jeśli zdecydowanie się z nią nie zgadzamy. Druga sprawa to współczucie - pytamy wtedy siebie, jak czulibyśmy się na miejscu naszych adwersarzy. Jest to trudniejsze. W obecnej sytuacji należy zacząć od empatii. Papież powinien dawać tutaj przykład jako jeden z najważniejszych światowych przywódców. Powinien kształtować atmosferę dialogu. Jan Paweł II umiejętnie budował taką atmosferę.

Tymczasem Benedykt XVI wydaje się być osobą chłodną i kalkulującą, co sprawia, że muzułmanie czują się zagrożeni. Papieski cytat z Manuela II Paleologa jest przykładem oskarżeń pod adresem islamu, których historia sięga średniowiecza. Już wtedy przekonywano, że islam jest religią używającą miecza zamiast argumentów.

Przeczytałem dokładnie tekst przemówienia papieża i uważam, że nie sam cytat był problematyczny, ale treść, która za nim stała. Według Benedykta XVI jedynie chrześcijaństwo jest religią, która łączy wiarę z rozumem. W przeciwieństwie do niego islam jest religią przemocy. W wykładzie w Ratyzbonie przywołany został co prawda fragment Koranu, w którym napisane jest, że nie wolno używać przymusu, by kogokolwiek przekonać do islamu. Podkreślenie tego zdania było jak najbardziej na miejscu, jednak Benedykt XVI nie ograniczył się do tego - dodał również, że owo przekonanie jest swoistą aberracją wobec religii muzumańskiej, a tekst był pisany, kiedy Mahomet nie miał jeszcze dużej władzy i potem to nastawienie zanikło. Wychwalanie jednej religii jako oświeconej i tolerancyjnej, przy jednoczesnym określaniu innej jako ciemnej i agresywnej nie jest sprawiedliwe.

U kogoś takiego jak Joseph Ratzinger, który jest człowiekiem z wielkim doświadczeniem, obdarzonym niezmierną inteligencją, nieświadomość tego, jak słowa w Ratyzbonie mogą być zrozumiane, jest zadziwiająca. Papież nie powinien nadawać współczesnej polityce oblicza krucjaty. I choć jestem przekonany, że nie chciał być tak widziany, to jednak jego słowa tak właśnie odebrano.

Benedykt XVI przeprosił. Były to jednak przeprosiny z jednej strony zbyt daleko posunięte, a z drugiej - niewystarczające. Okazał zbyt dużą skruchę za zacytowanie Manuela II, ale zupełnie nie zdystansował się wobec tego, jaką treść w ten sposób wyraził.

Sytuacja, którą obserwujemy dzisiaj między muzułmanami a chrześcijanami, jest bardzo niebezpieczna. Ekstremiści wykorzystują takie potknięcia jak papieski wykład w Ratyzbonie czy choćby sprawa karykatur Mahometa. Jednak należy pamiętać, że islamizm jest bardzo złożonym zjawiskiem. W jego ramach można umieścić zarówno Al-Kaidę, jak i islamistyczną Partię Dobrobytu Necmettina Erbakana w Turcji. Elektorat tej partii, która dąży przecież do przyłączenia Turcji do Unii Europejskiej, czuje się teraz odrzucony przez papieża, który, jak uważają ci ludzie - chce budować Europę wyłącznie chrześcijańską.

Zachód powinien wspomagać tego rodzaju islamizm, jaki reprezentuje Partia Dobrobytu. To, co uczynił papież, nie jest temu w żaden sposób bliskie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj