W poniedziałek zrywa się bladym świtem, żeby zdążyć na 8.00 do szkoły. We wtorek śpi do 11.00, bo lekcje zaczynają się dopiero w południe. A w środę wraca ze szkoły tuż przed 20.00. Polski uczeń może się pomylić, czy to szkoła, czy praca w fabryce na trzy zmiany...
Ale koniec z tym! Rozkładom zajęć bardzo wnikliwie przyjrzą się inspektorzy sanepidu. Tam, gdzie zatruwają one dzieciom życie, będą musiały się zmienić.
Mało tego, kontrole będą sprawdzać też, czy na pierwszej i ostatniej lekcji dyrektorzy szkół nie wymagają od dzieci zbyt wiele. Na tych godzinach nie powinno być trudnych zajęć, bo rano umysł nie od razu wchodzi na wysokie obroty, a na koniec dnia, po kilku bardzo męczących godzinach nauki, jest jeszcze gorzej.
I na nic zdadzą się tłumaczenia dyrektorów, że sal za mało, że uczniów za dużo... Dzieci nie mogą przecież z tego powodu siedzieć w szkole do wieczora, a potem jeszcze w domu odrabiać zadania do północy.