Ratownicy wciąż przewietrzają korytarz kilometr pod ziemią, by mogła tam zjechać specjalna komisja. Ma zbadać szczegóły wtorkowego wypadku. Ale są już pierwsze ustalenia.
Eksplozja gazu pociągnęła za sobą kolejną. Gdy wybuchł pył węglowy, powietrze w korytarzu wypełnił śmiertelny tlenek węgla. Wystarczyło, że górnicy wciągnęli go do płuc. Nie mieli szans na przeżycie.
Komisję do zbadania wypadku powołał szef Wyższego Urzędu Górniczego. Sprawdza ona, dlaczego wybuchł metan. Czy czujniki, które miały ostrzegać o niebezpiecznym stężeniu gazu, były sprawne? A może sprytnie je oszukiwano, o czym głośno mówią górnicy pracujący w "Halembie"? Sprawę badają najwięksi w Polsce specjaliści od górnictwa.
Eksperci sprawdzają też, jak przestrzegane w kopalni były przepisy bezpieczeństwa. Szczególnie jeśli chodzi o zagrożenie wybuchem metanu i pyłu węglowego. Nie obejdzie się bez zjechania pod ziemię, tam gdzie doszło do katastrofy. Na razie jednak warunki pod ziemią nie pozwalają na bezpieczny zjazd.
Swoje śledztwo prowadzi też już Prokuratura Okręgowa w Gliwicach. Będzie korzystać z ustaleń komisji Wyższego Urzędu Górniczego.