Nożownik, który wczoraj wieczorem na warszawskim przystanku zabił 29-latka, siedzi już w areszcie. Chwilę przed tragedią obaj pokłócili się i jeden dźgnął drugiego. Ranny w szyję i pierś mężczyzna zmarł.
Zaczęło się od drobnej sprzeczki w autobusie. Potem posypały się obelgi, krzyki. Awantura przeniosła się na przystanek na warszawskiej Woli.
Tragedia rozegrała się w kilka sekund. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, napastnik kilka razy dźgnął ofiarę. Ale nie zdążył uciec. Na zabójcę rzucili się ludzie stojący na przystanku. Wyrwali mu nóż, obezwładnili.
31-letni morderca czeka teraz w policyjnym areszcie na zarzut. Wciąż trwają przesłuchania świadków. Ale nie można mieć wątpliwości - nożownik dostanie zarzut zabójstwa. I to jeszcze dziś - twierdzą policjanci.
Bandyta był już notowany w kartotekach. Za tę zbrodnię grozi mu dożywocie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|