Zależność między skutecznością policji a zagrożeniem dla życia i zdrowia przeciętnych obywateli jest prosta. Im mniejsza sprawność policji w wykrywaniu przestępców rożnego rodzaju i wszelkich specjalności, tym większe niebezpieczeństwo, że ktoś z nas padnie ofiarą jakiegoś złodziejaszka, bandyty czy przestępcy szaleńca, który mając w ręku broń, staje się aniołem zagłady.
Tak jak ten szczeciński snajper. Uciekinier z więzienia. Na szczęście dla kilku ofiar, które przypadkiem stanęły na jego drodze, jego strzały mimo lasera nie były celne. Boję się myśleć o morzu krwi, które w każdej chwili może się rozlać i tragedii, jaką może spowodować. Nie tak dawno wytykałem sądowi, prokuraturze, więziennictwu i policji lekceważenie zagrożeń, jakie często stanowią kryminaliści wychodzący na wolność z więzienia – na przepustki, po odbyciu kary, a przede wszystkim uciekinierzy. Niedbalstwo i brak należytej współpracy organów państwa, których fundamentalnym obowiązkiem jest zapewnienie bezpieczeństwa, sprawia, że już nie tylko na ulicy, ale nawet we własnym domu możemy zostać napadnięci, skatowani, postrzeleni. I to dalej pokutuje.
Sprawa szczecińskiego snajpera po raz kolejny obnaża słabość naszej policji, jej kompletne nieprzygotowanie do wykrywania przestępstw odbiegających od rutynowych przypadków. Policja daje sobie świetnie radę, kiedy pijany sprawca zasypia na miejscu przestępstwa. Ale nie ma co liczyć na to, że złapie złodziei, którzy okradli nasze mieszkanie, włamali się do samochodu, ograbili hurtownię.
Policja nie powinna sobie na to pozwolić, aby przez blisko rok wymykał jej się uciekinier z więzienia. Najbardziej niebezpieczny, jaki może być: bandyta napadający z bronią w ręku. Zdaję sobie sprawę, że jego złapanie nie jest łatwe, ale mimo wszystko wierzę, że policja zmyje z siebie dotychczasową plamę i zrobi wszystko, aby niedopuścić do następnych ofiar.