Dziennik Gazeta Prawana logo

Oto ofiara doktora mordercy

12 października 2007, 15:44
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Fakt" dotarł do rodziny, którą skrzywdził Mirosław G. - lekarz łapówkarz, aresztowany wczoraj przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Dzieci Jerzego Gołębia nie miały na łapówkę, więc G. kazał odłączyć aparaturę podtrzymującą życie ich ojca.

Rodzina Jerzego Gołębia jest uboga, bez ziemi, bez maszyn do sprzedania. Nie miała więc pieniędzy na łapówkę dla lekarza. "Nie zapłaciliśmy, więc ojciec nie żyje" -opowiada "Faktowi" syn Jerzego Gołębia, Wiktor.

Pan Jerzy na serce chorował od 15 lat. "Miewał duszności. Najpierw lekarz stwierdził, że to zapalenie płuc. Następna diagnoza brzmiała już jak wyrok - to serce" - opowiada syn zmarłego.

5 grudnia 2006 roku karetka zabrała chorego mężczyznę z domu we wsi Ostrów pod Sieradzem do szpitala w Warszawie. "Siostra zdążyła tylko krzyknąć: tato, gdzie cię wywożą? A on się do nas uśmiechnął i powiedział, żebyśmy się o niego nie martwili. Wierzył, że wszystko będzie dobrze. Wiedział, że jedzie na przeszczep, który miał mu przecież uratować życie" - opowiada Wiktor Gołąb. - "Teraz jestem już pewien, że gdybyśmy zapłacili, to teraz tatko byłby tu z nami" - dodaje.

Gdy Gołębiowie przyjechali do kliniki MSWiA na warszawskim Mokotowie, byli zaskoczeni. Chcieli się zobaczyć z ojcem, ale lekarze oświadczyli, że to niemożliwe. Sporadycznie informowali tylko, że stan zdrowia pana Jerzego się pogarsza. Ale nic więcej.

"Zabronili nam wszelkich kontaktów z tatą. Nawet przez szybę" - opowiada córka pana Jerzego, Aneta Piasecka. To właśnie wtedy pierwszy raz spotkali doktora Mirosława G.

"Siedzieliśmy u niego w gabinecie. Powiedział, że jeżeli chcemy dobrej opieki dla taty, to powinniśmy wyprowadzić krowę z obory i sprzedać" - relacjonuje syn zmarłego. - "To był dla nas szok. Nawet nie mieliśmy siły wytłumaczyć mu, że od dawna nie prowadzimy gospodarstwa. Gdzieś tam leżał chory ojciec, a tu ktoś nam krowę każe sprzedawać".

Po czterech dniach rodzina dowiedziała się, że pan Jerzy nie żyje. "Podobno nerki odmówiły mu posłuszeństwa. Ale on nigdy na nerki nie cierpiał" - płacze pani Aneta.

Z ordynatorem Mirosławem G. rodzina Gołębiów widziała się jeszcze raz. Gdy odbierali ciało ojca. "Ten lekarz miał taką dziwną minę, jakby się śmiał" - wspomina Wiktor Gołąb. "Potem w medycznym żargonie poinformował nas tylko, na co zmarł tata. I szybko się ulotnił" - dodaje.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj