Rodzina Jerzego Gołębia jest uboga, bez ziemi, bez maszyn do sprzedania. Nie miała więc pieniędzy na łapówkę dla lekarza. "Nie zapłaciliśmy, więc ojciec nie żyje" -opowiada "Faktowi" syn Jerzego Gołębia, Wiktor.
Pan Jerzy na serce chorował od 15 lat. "Miewał duszności. Najpierw lekarz stwierdził, że to zapalenie płuc. Następna diagnoza brzmiała już jak wyrok - to serce" - opowiada syn zmarłego.
5 grudnia 2006 roku karetka zabrała chorego mężczyznę z domu we wsi Ostrów pod Sieradzem do szpitala w Warszawie. "Siostra zdążyła tylko krzyknąć: tato, gdzie cię wywożą? A on się do nas uśmiechnął i powiedział, żebyśmy się o niego nie martwili. Wierzył, że wszystko będzie dobrze. Wiedział, że jedzie na przeszczep, który miał mu przecież uratować życie" - opowiada Wiktor Gołąb. - "Teraz jestem już pewien, że gdybyśmy zapłacili, to teraz tatko byłby tu z nami" - dodaje.
Gdy Gołębiowie przyjechali do kliniki MSWiA na warszawskim Mokotowie, byli zaskoczeni. Chcieli się zobaczyć z ojcem, ale lekarze oświadczyli, że to niemożliwe. Sporadycznie informowali tylko, że stan zdrowia pana Jerzego się pogarsza. Ale nic więcej.
"Zabronili nam wszelkich kontaktów z tatą. Nawet przez szybę" - opowiada córka pana Jerzego, Aneta Piasecka. To właśnie wtedy pierwszy raz spotkali doktora Mirosława G.
"Siedzieliśmy u niego w gabinecie. Powiedział, że jeżeli chcemy dobrej opieki dla taty, to powinniśmy wyprowadzić krowę z obory i sprzedać" - relacjonuje syn zmarłego. - "To był dla nas szok. Nawet nie mieliśmy siły wytłumaczyć mu, że od dawna nie prowadzimy gospodarstwa. Gdzieś tam leżał chory ojciec, a tu ktoś nam krowę każe sprzedawać".
Po czterech dniach rodzina dowiedziała się, że pan Jerzy nie żyje. "Podobno nerki odmówiły mu posłuszeństwa. Ale on nigdy na nerki nie cierpiał" - płacze pani Aneta.
Z ordynatorem Mirosławem G. rodzina Gołębiów widziała się jeszcze raz. Gdy odbierali ciało ojca. "Ten lekarz miał taką dziwną minę, jakby się śmiał" - wspomina Wiktor Gołąb. "Potem w medycznym żargonie poinformował nas tylko, na co zmarł tata. I szybko się ulotnił" - dodaje.