Sławomir Cichy: Prosi pan o eutanazję. Dla wielu osób to szok. Jak można prosić o śmierć?
Janusz Świtaj: Ja nie proszę o eutanazję, ja proszę o zaprzestanie uporczywego podtrzymywania mnie przy życiu. Tu chodzi nie o śmiertelny zastrzyk, ale o sprawdzenie, czy dam radę żyć bez respiratora.

A może pan żyć bez tej maszynerii?
Nie.

Czyli odłączenie jest równoznaczne z pana śmiercią. Nikt w Polsce nie podejmie takiej decyzji.
Ale muszę próbować. Pierwszy raz poprosiłem o to anestezjologa w dwa tygodnie po wypadku, kiedy skończyłem 18 lat. Obraził się na mnie. Potem prosiłem rodziców, każdego, kto mnie odwiedzał. Odmawiali. W ostatnim roku wysyłałem pisma do ówczesnego premiera Marcinkiewicza, ministra Religi, NFZ, rzecznika praw pacjenta. Wszyscy mnie zbyli. Wreszcie trzy tygodnie temu napisałem do Sądu Rejonowego w Jastrzębiu. Muszą odpowiedzieć.

Zdaje pan sobie sprawę, że będą mogli jedynie wysłać pismo z informacją, że nie ma przepisu, który pozwoliłby wykonać pana wolę?
Ktoś jednak będzie musiał mi pomóc. Jestem sparaliżowany od szyi w dół. Rokowania są jednoznaczne. Nie mam szans wrócić do zdrowia.

Co mówią rodzice?
Są przeciwni mojej decyzji. Przecież jestem ich synem. Ale jednocześnie ciężarem. Mama w ostatnich dwóch latach bardzo podupadła na zdrowiu. Jak poradziłby sobie ze mną ojciec, gdyby został sam? Przecież to nieludzkie tak ich męczyć.

Czym jest ból? Cierpienie? Na pewno pan o tym myśli. Czy może być tak wielki, że chce się umrzeć?
Ból ma wiele wymiarów. I nie chodzi o ten fizyczny, to najmniejszy problem. Można go uśmierzyć farmakologicznie. Raczej noszę w sobie ból niemocy, ból uciążliwości dla najbliższych, ból rozpaczy, zniechęcenia. Jestem w pełni świadomy swojego stanu i wiem, że nie ma nikogo na świecie, kto mógłby mi pomóc. To prawdziwa tortura psychiczna. Trudno nawet opisać, co czuje człowiek, którego umysł jest uwięziony w nieruchomym od 14 lat ciele.

Prowadzi pan stronę internetową: www.switaj.eu. Tam aż roi się od motocykli, kasków, nowości związanych z motorami. To przecież na takiej maszynie doznał pan urazu.
Dwa kółka to moja miłość. Już nigdy nie poprowadzę takiej maszyny, ale nikt nie zabroni mi o tym marzyć.

Ta strona to również specyficzne forum. Powtarzają się na nim słowa: pacjent nie ma żadnych praw. Naprawdę pan tak myśli?
Kiedy umierał papież Jan Paweł II, był w pełni świadomy. Znane są jego słowa: "Pozwólcie mi odejść do domu Ojca mego". Nie chciał, by podłączali go do aparatury i jego wola została spełniona. Ja na salę operacyjną z wypadku zostałem przewieziony nieprzytomny. Nie mogłem wyrazić swojej woli. Gdyby było inaczej, zakazałbym ratowania mnie, skoro efektem tego może być przykucie do łóżka i aparatury do końca życia. Bo kiedy pacjent już zostanie podłączony, traci wszystkie prawa. Nie może poprosić o odłączenie.

Rozumie pan, że lekarze nie mogą złamać przysięgi Hipokratesa. Ich zadaniem jest leczyć chorego, walczyć o jego życie.
Nie mam do nich żalu, że zrobili wszystko, by mnie uratować. Ale kiedy powrót do zdrowia okazał się niemożliwy, powinienem mieć prawo wyboru.

Eutanazja to nie jest prosta sprawa. Nie może podlegać takim decyzjom, jak wybór kanału w telewizorze.
Powtarzam. Ja nie chcę eutanazji, ale zaprzestania uporczywego utrzymywania mnie przy życiu. Poza tym naprawdę nie jest łatwo zmienić kanał w TV, jeśli się jest sparaliżowanym tak jak ja. Być może jestem jedyną osobą w Polsce w takim stanie i jednocześnie w pełni władz umysłowych. Należy mi się należyty szacunek i prawo wyboru. Choćby miał być zrobiony wyjątek.

*Janusz Świtaj napisał do sądu o prawo do odłączenia go od respiratora