Dziennik Gazeta Prawana logo

ZUS zrujnował mi firmę

5 listopada 2007, 23:11
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Od ponad 20 lat prowadzę firmę budowlano-usługową w Dynowie na Podkarpaciu. Jeszcze do niedawna zatrudniałem w niej ok. 70 osób rocznie; były to przeważnie kobiety, w tym również wiele matek z małymi dziećmi - pisze w DZIENNIKU przedsiębiorca Józef Sówka. To kolejny głos w akcji Matka Polka Pracująca.
Byłem paniom zawsze bardzo przychylny, nigdy nie myślałem o nich jako o kłopotliwych pracownikach. Niestety, za takie podejście zostałem surowo ukarany.

Mój dramat zaczął się w 2002 r., gdy do firmy wkroczyła kontrola Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Urzędnicy szczegółowo skontrolowali każdego pracownika i oświadczyli, że 56 moich pracownic, które w ciągu ostatnich 5 lat urodziły dzieci, chorowały, były w ciąży, brały urlopy wychowawcze albo dostały premie - że wszystkie one tak naprawdę były zatrudnione fikcyjnie! Oskarżono mnie, że dałem pracę tym kobietom tylko dlatego, żeby naciągnąć ZUS na wypłatę świadczeń.

Jak urzędnicy uzasadniali swoje orzeczenia? Po prostu wysyłali jedną formułkę, twierdząc, że zatrudniałem pracownice w celu wyłudzenia z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych pieniędzy. I nikt nigdy nie chciał i nie umiał mi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ja nie mam prawa odmówić nikomu urlopu wychowawczego, a teraz sam muszę ponosić koszty? Urzędnicy ZUS nie musieli mi udowadniać żadnego oszustwa, to ja musiałem im udowodnić, że jestem niewinny.

Zaczęły się procesy. Każda sprawa była dzielona: szła najpierw do sądu rejonowego, okręgowego... W każdej instancji zapadały wyroki. W sumie miałem 300 procesów, z których wiele ciągnie się aż do dziś. To jest prawdziwa droga przez mękę; od kilku lat zajmuję się niemal wyłącznie chodzeniem po sądach i studiowaniem prawa.

Sprawy w sądzie miały również moje pracownice. Do niektórych jeżdżono i przesłuchiwano je, w sprawach innych od razu stwierdzono, że ja - ich pracodawca - jestem winny. 26 procesów zakończyło się wygraną. To oznacza, że te 26 osób przeszło piekło, ale w końcu okazało się, że oskarżano je niesłusznie.

Ja ucierpiałem najbardziej. ZUS kazał mi zwrócić wszystkie wypłacone pracownicom świadczenia, także te za urlopy wychowawcze. Musiałem oddać w sumie 600 tys. zł. Teraz kłócę się z urzędnikami ZUS o kolejne 400 tys. zł. Chwała Bogu, że firma była i jest wypłacalna, ale to był dla mnie potworny cios finansowy.

Po tych wszystkich przejściach z ZUS zatrudniam u siebie znacznie mniej osób. I kiedy przyjmuję nową pracownicę, to zawsze zastanawiam się, czy ona może zajść w ciążę. Jestem też ostrożny, gdy któraś prosi mnie o urlop wychowawczy. Wcześniej nigdy nie robiłem żadnej kobiecie trudności, jednak teraz wiem, że gdybym od początku działał przezornie i nie zatrudniał kobiet w ciąży i matek z dziećmi, to nie miałbym problemów. A tak zostałem sam z tym wielkim kłopotem.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj