Wszystko rozstrzygnie się jeszcze przed świętami. Jak dowiedział się dziennik.pl, w przyszłym tygodniu mają się odbyć rozmowy ostatniej szansy między związkowcami a nowym prezesem ZUS.

Szef związku twierdzi, że słabo opłacani urzędnicy "są już na wyczerpaniu swoich dobrych intencji” i rozważają nawet strajk. "Najprościej się oflagować, zrobić włoski strajk. Kolejki będą dłuższe. Można sobie wyobrazić, aby wstrzymać jeden termin płatności. Ale by nas tutaj emeryci czapkami zabili" - przyznaje szef związkowców.

Co będzie, jeśli nie dojdzie do porozumienia z władzami ZUS? "Chcemy rozmawiać, ale każdy ma czym straszyć. Zaczniemy najpierw od łagodnych form. Ale nawet najlepiej ułożony pies ugryzie, jeśli zagoni się go do kąta” - odpowiada Nowakowski.

Dziennik.pl dowiedział się nieoficjalnie, że gdyby rzeczywiście doszło do protestu, część emerytów i rencistów mogłaby w lutym nie dostać pieniędzy.

Tadeusz Nowakowski tłumaczy, że 60 procent urzędników ZUS zarabia między 1600 a 2100 złotych brutto. "To licho opłacany przedział. Są oczywiście grupy, które zawyżają średnią, na przykład pracownicy centrali. Trzeba jasno powiedzieć: pałace w ZUS nie są dla pracowników. Na przykład w Płocku - na zewnątrz marmury, a sześć osób w pokoju. Jak ten szósty chce wyjść, to reszta musi wstać. Jakby miał rozwolnienie, to podejrzewam, że nie zdążyłby do łazienki. Takie są warunki” - narzeka szef związku.

I domaga się zdecydowanych działań od nowego prezesa ZUS. "Pracodawcą jest prezes, który właściwie nic nie może. Ale to jego sprawa. Niech idzie na kolanach do ministra finansów, czy premiera i coś robi” - podpowiada Nowakowski.

"Wiem, że pracownicy ZUS mało zarabiają, i wiem, że nastroje nie są najlepsze. Będę starał się coś z tym zrobić, ale nie chcę rozmawiać ze związkami poprzez media" - mówi dziennikowi.pl prezes ZUS, Sylwester Rypiński. I zapewnia, że emeryci i renciści na pewno swoje pieniądze dostaną w terminie.

W ZUS pracuje prawie 50 tysięcy ludzi. Zakład ma 42 oddziały w całym kraju. Wypłaca świadczenia ponad 7,3 miliona emerytów i rencistów.

Jak dotąd ZUS strajkował tylko raz - w 1981 roku. Był to strajk włoski, czyli skrupulatne rozpatrywanie każdej sprawy i drobiazgowe wypełnianie dokumentów. Wtedy także chodziło o podwyżki.