Dziennik Gazeta Prawana logo

Umysł Wyzwolony

5 listopada 2007, 12:12
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Dużo pisaliśmy w "Europie" i w "Dzienniku" o Zizku. O powodach, dla których zaprosiliśmy go do Warszawy, o jego poglądach, o intelektualnej prowokacji, jaką jest jego książka "Rewolucja u bram". Dziś warto więc wspomnieć o jego partnerze w dyskusji "Europy" - Andrzeju Walickim. Jednej z najciekawszych, a zarazem najdziwniejszych postaci polskiego życia umysłowego.

Walicki jako pisarz polityczny jest rycerzem jednej sprawy - separacji życia uniwersyteckiego od zaangażowań politycznych. A wszystko dlatego, że przyszło mu studiować w wyjątkowym miejscu i czasie - na Wydziale Filozofii UW w samym środku stalinizmu. Tam, obserwując swoich kolegów - Kołakowskiego, Baczkę, Krońskiego - dwudziestokilkuletni Walicki zobaczył, czym jest oddanie umysłu na usługi polityce. Sam nie uległ ukąszeniu, odwrotnie, nabawił się na nie zdumiewająco ostrej alergii. Odwilż potraktował więc szerzej - nie jako odejście od komunizmu, ale jako wyzwolenie od polityki. W przeciwieństwie do warszawskiej inteligencji za skandal uznał nie odejście władz od Października, ale powrót jajogłowych do polityki. Dla Walickiego działalność opozycyjna była kolejnym ukąszeniem. Wszystko, z czego polska inteligencja była tak dumna - Latające Uniwersytety, Klub Krzywego Koła, KOR - dla Walickiego było następnym zniewoleniem umysłu.

Walicki nie krył swoich pretensji. W tekstach krytykował stadność myślenia opozycji, jej oddanie sprawie, histeryczność, skłonność do egzaltacji, wymuszanie na sobie i innych lojalności dla sprawy. Zaś opozycja miała to mu coraz bardziej za złe. A Walicki, jakby na przekór, aby wzmocnić swe tezy, zaczął idealizować przeciwnika. PZPR w jego tekstach stawała się ostoją politycznego chłodu, realizmu, odpowiedzialności. Antykomunista, który krytykuje opozycję i wybiela PZPR... W tamtych gorących czasach nie mogło się to nikomu spodobać. Walicki, wypisawszy się z emocji swojej wspólnoty, sam coraz bardziej zirytowany i coraz bardziej innych irytujący, zdecydował się na wyjazd do Australii. W 1981 roku. Jako chyba jedyny uciekał zarówno przed komunistami, jak też ich przeciwnikami.

Dopiero po 1989 roku okazało się, że miał on wiele racji. Kiedy doszło do wojny na górze, kiedy politycy dawnej opozycji rzucili się sobie do gardeł, kiedy intelektualiści zaczęli się niszczyć dokładnie z tym samym zapałem, z jakim walczyli z komunizmem, teksty Walickiego okazały się najlepszą anatomią solidarnościowej mentalności.

Drugim wielkim osiągnięciem Walickiego, do dziś jednak niedocenionym, okazał się ukończony w połowie lat 90. opis upadku komunizmu. "Marksizm i skok do królestwa wolności" to zawrotna konstrukcja, w której upadek komunizmu przedstawiony został jako konsekwencja jednego tylko czynnika - malejącej wiary w jego słuszność. Zdaniem Walickiego komunizm upadł w głowach. Obalił go nie wyścig zbrojeń, nie kryzys gospodarczy, nie opozycja. Upadł, bo sam w siebie przestał wierzyć. Dokładnie w duchu sławnej polemiki Webera z Marksem Walicki dowodził, że najważniejsze wydarzenie XX wieku - narodziny i upadek komunizmu - miały dynamikę czysto intelektualną. Że idee wyrzeźbiły realia.

Walicki ma dziwną konstrukcję umysłową. Ten wzorowy historyk, zdolny do empatii wobec najdziwaczniejszych formacji umysłowych dawnej Rosji i Polski, od mesjanistów po dekabrystów, od romantyków po endeków, zupełnie nie rozumiał emocji społeczeństwa, w którym przyszło mu żyć. Dostrzegał tylko fanatyzm, egzaltację i konformizm, ignorując drugą stronę medalu. Słuszność społecznego gniewu i wszystkie ograniczenia opozycji, które stwarzała jej polityczna słabość. Wobec ciąganych po więzieniach kolegów stawał się nieprzyjemnie wyniosły, przybierając pozę profesora logiki, który strofuje studentów, że nie potrafią ograniczyć swojego języka do zimnych sylogizmów i precyzyjnych kwantyfikatorów.

Nie będąc nikomu politycznie bliski, Walicki nie odegrał roli, na którą zasługiwał. A jest jednym z najwybitniejszych polskich uczonych. Jego traktat o upadku komunizmu to dzieło równie wielkie jak "Główne nurty marksizmu" czy "Zniewolony umysł". A "Trzy patriotyzmy" to rozprawa polityczna, której znaczenie dla dwudziestowiecznej myśli politycznej w Polsce da się porównać jedynie z "Myślami nowoczesnego Polaka" Dmowskiego i "Listem do trzydziestolatków" Łagowskiego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj