Czy można rozwiązać najważniejszy dziś problem zjednoczonej Europy, problem jej wspólnej tożsamości? Tak - odpowiada George Soros - łatwo odnaleźć wspólny mianownik dla wszystkich europejskich narodów. To społeczeństwo otwarte. Unia od samego początku była jego modelowym przykładem, jedynie obecny kryzys i spowodowane nim zatrzymanie procesu dalszej integracji kontynentu przesłoniły tę oczywistą prawdę. Europa powinna wrócić do swoich korzeni i przez to dać impuls do stworzenia globalnego społeczeństwa otwartego. "Moim pragnieniem jest, by narody Europy zainspirowały się ideą Unii Europejskiej jako ucieleśnienia ideału społeczeństwa otwartego i spiritus movens globalnego społeczeństwa otwartego. Unia Europejska może dać światu pozytywny przykład współpracy międzynarodowej - w obrębie swoich granic i poza nimi".
p
Europa poszukuje swojej tożsamości. Moim zdaniem nie musi szukać daleko. Dla mnie Unia Europejska ucieleśnia zasady społeczeństwa otwartego i powinna służyć jako model oraz spiritus movens globalnego społeczeństwa otwartego. Pojęcie społeczeństwa otwartego wprowadził francuski filozof Henri Bergson w opublikowanej w 1932 roku książce "Dwa źródła moralności i religii". Jedno źródło jest plemienne i prowadzi do społeczeństwa zamkniętego, którego członkowie poczuwają się do bliskich więzi ze sobą - inne plemiona budzą w nich strach i wrogość. Drugie źródło jest uniwersalne i rodzi społeczeństwo otwarte, w którym obowiązują powszechne prawa człowieka. Społeczeństwo to chroni i propaguje wolność jednostki.
Wzorzec ten został zmodyfikowany przez urodzonego w Austrii filozofa brytyjskiego Karla Poppera w fundamentalnym dziele "Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie" z 1944 roku. Popper zwrócił uwagę, że społeczeństwu otwartemu mogą zagrażać abstrakcyjne, uniwersalistyczne ideologie takie jak komunizm i faszyzm, które roszczą sobie tytuł do posiadania prawdy absolutnej. Popper, który był filozofem nauki, dowodził, że prawda absolutna pozostaje poza zasięgiem ludzkiego umysłu. Nawet teorii naukowych nie można całkowicie zweryfikować. Podlegają tylko falsyfikacji i wyłącznie teorie falsyfikowalne mogą pretendować do miana naukowych. Nie możemy opierać naszych decyzji na samej wiedzy i ta niedoskonałość naszego poznania wprowadza do naszego świata element niepewności, z którym bardzo trudno jest się pogodzić. Ideologie takie jak komunizm i faszyzm dążą do wyeliminowania niepewności, ale są obarczone zasadniczą wadą: muszą być fałszywe i zwodnicze właśnie z racji tego, że roszczą sobie tytuł do wyrażania prawdy absolutnej. Ideologie te można społeczeństwu narzucić tylko przy użyciu różnych form represji. Z kolei społeczeństwo otwarte akceptuje niepewność wynikającą z niedoskonałego charakteru naszego poznania (bądź omylności) i dąży do stworzenia takich praw i instytucji, które pozwoliłyby ludziom o odmiennych poglądach i interesach żyć ze sobą w pokoju. Wyróżnikiem tych praw i instytucji jest to, że strzegą wolności jednostki.
II wojna światowa zakończyła się porażką reżimu nazistowskiego i jego ideologii. Europa powstała z ruin z wydatną pomocą Stanów Zjednoczonych. Po kilku latach uruchomiono proces, który doprowadził do powstania Unii Europejskiej. UE stała się podręcznikowym przykładem społeczeństwa otwartego. W jej skład wchodzi szereg państw i narodowości, przy czym żadne z tych państw nie zajmuje dominującej pozycji, a wszystkie zobowiązały się do wspierania instytucji demokratycznych oraz ochrony swobód jednostki i praw człowieka. Ogólny charakter tych zobowiązań jest zgodny z ideą społeczeństwa otwartego, ponieważ - jak dowodził Karl Popper - ze względu na niedoskonałość naszego poznania nie da się stworzyć trwałych i obowiązujących po wsze czasy definicji stosunków społecznych. Stosunki te muszą odzwierciedlać wolę ludzi, którzy w nich uczestniczą oraz podlegać modyfikacjom i usprawnieniom. Dlatego też Popper odmówił ścisłego zdefiniowania społeczeństwa otwartego.
Unia Europejska powstała w sposób, który za Karlem Popperem można określić mianem inżynierii cząstkowej: reforma polega na wymianie zużytych części mechanizmu i stopniowym usprawnianiu całości, bez zatrzymywania maszyny. Procesem tym kierowała dalekowzroczna i świadoma swoich celów elita, która zdawała sobie sprawę, że doskonałość jest nieosiągalna. Działała ona krok po kroku, formułując ograniczone cele w ograniczonej perspektywie czasowej, z pełną świadomością, że każdy krok okaże się niewystarczający i będzie wymagał następnego. Procesowi integracji europejskiej sprzyjało najpierw zagrożenie ze strony Związku Radzieckiego, a później globalizacja gospodarki generalnie faworyzująca większe podmioty ekonomiczne.
Proces budowania Unii Europejskiej stanął w miejscu. Konstytucja europejska została odrzucona w referendach we Francji i Holandii. Niewykluczone, że była ona krokiem nadmiernie ambitnym. Teraz jednak Unia znajduje się w sytuacji, która jest na dłuższą metę nie do utrzymania: powiększona do 27 członków, funkcjonuje w strukturze ustrojowej przewidzianej dla 6 państw, która jako tako działała jeszcze wtedy, gdy było ich 15. Polityczna wola podtrzymania procesu integracji osłabła. Dawne wojny zatarły się w pamięci, a zagrożenie sowieckie zniknęło.
Obecny porządek instytucjonalny jest zbyt niewydolny i jeśli nie powróci impet prointegracyjny, niezadowolenie z obecnego stanu rzeczy może skierować UE w przeciwnym kierunku. Już teraz można obserwować to zjawisko. Uczucia nacjonalistyczne, ksenofobiczne i antymuzułmańskie nasilają się prawie wszędzie, a brak polityki asymilacyjnej wobec społeczności imigranckich sprawia, że problem ulega dalszemu zaostrzeniu.
Sytuacja jest tym bardziej niepokojąca, że chaosowi w Unii Europejskiej towarzyszy rozkład porządku światowego. Stany Zjednoczone były niegdyś siłą dominującą, ustalającą "program" światowych wydarzeń, jednak po zamachach terrorystycznych z 11 września prezydent Bush proklamował wojnę z terrorem, czyli zły program, który jest źle realizowany. W rezultacie USA w zawrotnym tempie tracą władzę i wpływy, przez co nie są już w stanie wyznaczać żadnego programu dla świata. Nie są również w stanie skutecznie interweniować militarnie w dowolnej części świata, inaczej niż gdy prezydent Bush ogłaszał doktrynę nazwaną później jego imieniem i doprowadził do znacznej destabilizacji porządku światowego jeszcze parę lat temu. Właściwą rolą dla Stanów Zjednoczonych jest przewodzenie grupie współpracujących państw, która mogłaby rozwiązywać problemy ludzkości wymagające wspólnego wysiłku międzynarodowego - takie jak zagrożenie ze strony bandyckich reżimów, załamanie się układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej, zmiana klimatu czy potrzeba utrzymania stabilności globalnego systemu gospodarczego i zmniejszenia obszarów nędzy.
W przeszłości Stany Zjednoczone wywiązywały się ze swojej roli przywódcy wolnego świata. Po II wojnie światowej Ameryka wykorzystała swoją potęgę i wpływy do stworzenia Organizacji Narodów Zjednoczonych i konsensusu z Breton Woods oraz do przeprowadzenia planu Marshalla. Temu zawdzięczała swoją wielkość. Doktryna Busha i wojna z terrorem oznaczały radykalne zerwanie z tradycją amerykańską. Świat został pozbawiony przywódcy i stoczył się w chaos.
Unia Europejska musi zacząć odgrywać aktywniejszą niż dotąd rolę w świecie. UE przyzwyczaiła się do reagowania na posunięcia USA - czasem pozytywnie, czasem negatywnie. Zasadniczo akceptuje porządek światowy jako dany. To się musi zmienić, a zmiany tej nie dokonają poszczególne kraje działając w pojedynkę. Unia Europejska nie jest w stanie zająć miejsca USA jako przywódcy światowego, ale może dać światu pozytywny przykład współpracy międzynarodowej - w obrębie swoich granic i poza nimi. De facto już ten przykład daje. Państwa członkowskie zrezygnowały z niektórych aspektów swojej suwerenności celem stworzenia wspólnego rynku i otworzyły perspektywę członkostwa dla innych krajów. Jest to niezwykle skuteczne narzędzie, dzięki któremu państwa kandydujące do UE stają się społeczeństwami otwartymi.
Moim pragnieniem jest, by narody Europy zainspirowały się ideą Unii Europejskiej jako ucieleśnienia ideału społeczeństwa otwartego i spiritus movens globalnego społeczeństwa otwartego. Co to oznacza w praktyce? Na przykład to, że debatę o konstytucji trzeba moim zdaniem odłożyć ad acta. Ludzie nie są tym zainteresowani. Abstrahując od powodów, konstytucja nie została zaakceptowana w dwóch krajach. Próba jej narzucenia wywołałaby opór. Być może ludziom dano naraz za dużo do przełknięcia. Zawarte w traktacie konstytucyjnym propozycje trzeba podzielić i przedstawiać stopniowo. Byłoby to zgodne z metodą inżynierii cząstkowej, która okazała się tak skuteczna w przeszłości.
Najcenniejszym i najbardziej potrzebnym elementem jest wspólna polityka zagraniczna, która jednocześnie kształtowałaby wspólną politykę obronną. Wspólna polityka zagraniczna powinna być priorytetem i nie wymagałaby zatwierdzenia w referendum. Dostrzegam wagę Karty Praw, ale jest to sprawa mniej pilna, ponieważ już teraz obowiązuje wiele innych deklaracji. Jeśli nadanie Karcie mocy prawnej wymaga referendów, to może lepiej będzie zaczekać, aż Europa odzyska integracyjny impet. Uproszczenie procesu decyzyjnego jest pilniejsze, ale państwa członkowskie powinny to ze sobą wynegocjować w ramach rewizji traktatu nicejskiego - ogółu społeczeństwa zagadnienie to raczej nie zainteresuje. Wszyscy są natomiast zainteresowani tym, by społeczności imigrantów lepiej się asymilowały. Taki jest zarys praktycznego programu, który pozwoliłby Unii Europejskiej znów ruszyć naprzód. Brak reform instytucjonalnych nie powinien być wykorzystywany jako pretekst do bezczynności.
Unia Europejska już teraz posiada zasoby pozwalające wpływać na kształt sytuacji światowej - jest największym rynkiem na świecie, zatrudnia 45 tys. dyplomatów i niemal 100 tys. uczestników misji pokojowych. Rozdaje połowę światowej pomocy rozwojowej. Handel, pomoc rozwojowa i nagroda w postaci członkostwa mogą być wykorzystane jako bodźce dla państw sąsiednich, by stały się społeczeństwami otwartymi.
Niestety UE nie wykorzystuje w pełni własnego potencjału. Europa poczyniła niewielkie postępy w formułowaniu wspólnej polityki energetycznej. W rezultacie jest coraz bardziej zależna od Rosji, która bez skrupułów wyzyskuje swoją pozycję przetargową. UE nie udzieliła odpowiedniego poparcia Gruzji ani nie obłożyła Uzbekistanu dostatecznymi sankcjami za masakrę w Andiżanie. Europejska Polityka Sąsiedztwa jest w gruncie rzeczy martwa, a sposób traktowania przez UE Turcji popycha ważnego sojusznika w złym kierunku.
Nie trzeba chyba mówić, że wspólna polityka zagraniczna Unii Europejskiej nie powinna być antyamerykańska. Tego rodzaju strategia jeszcze bardziej pogłębiłaby podziały w społeczności międzynarodowej spowodowane przez administrację Busha. Unia Europejska powinna dać przykład współpracy międzynarodowej, w którą Stany Zjednoczone pod innym przywództwem - już zmierzającym po władzę - chciałyby się włączyć. Warto zaznaczyć, że globalne społeczeństwo otwarte absolutnie nie oznacza rządu światowego. Rząd nieuchronnie ingeruje w wolność jednostki. Rząd globalny nie uniknąłby represyjności, nawet gdyby był ufundowany na liberalnych zasadach. Globalne społeczeństwo otwarte nie mogłoby być równie ściśle zintegrowane jak Unia Europejska, ponieważ różnice kulturowe między państwami członkowskimi byłyby większe.
Globalne społeczeństwo otwarte oznacza rządy prawa na skalę międzynarodową. Według neokonserwatystów, którzy wywierają tak szkodliwy wpływ na politykę administracji Busha, stosunki międzynarodowe są oparte na sile, a nie na prawie. Prawo międzynarodowe jedynie zatwierdza stan osiągnięty drogą militarną. W jakimś stopniu dzisiaj tak rzeczywiście jest - na przykład Organizacja Narodów Zjednoczonych zatwierdziła nielegalną okupację Iraku. Ale nie powinno tak być jutro. Stosunki międzynarodowe, w tym użycie siły wojskowej, powinny być skuteczniej niż dzisiaj podporządkowane prawu międzynarodowemu.
Europa jako pierwowzór globalnego społeczeństwa otwartego to abstrakcyjna idea. Dopiero się okaże, czy jest dostatecznie nośna i przekonująca, by posłużyć za jednoczącą siłę, która popchnie Unię Europejską do przodu. Jedno jest pewne: proces, który kierował rozwojem UE do czasu odrzucenia traktatu konstytucyjnego, nie może być przywrócony w dawnej formie. Proces ten kształtowały elity, natomiast ogół ludności stał z boku. Dłużej tak być nie może, choćby z powodu coraz częściej organizowanych referendów. Referendum wyraża wolę ludu w surowej, kapryśnej formie, niezapośredniczonej przez elity. Jeśli zatem Unia Europejska ma się odrodzić, musi do tego dojść z woli ogółu. W ten czy inny sposób należy zmobilizować społeczeństwo obywatelskie. Elita ma do odegrania swoją rolę, ale rolą tą jest kształtowanie opinii publicznej.
Mogę tu mówić tylko za siebie. Uważam ideę Europy jako pierwowzoru globalnego społeczeństwa otwartego za bardzo inspirującą. Nie jestem obywatelem europejskim, ale jestem wyznawcą społeczeństwa otwartego. Założyłem sieć fundacji - w UE i poza nią - propagujących tę ideę. Jestem gotów poprzeć Inicjatywę Społeczeństwa Otwartego dla Europy, która zmobilizowałaby społeczeństwo obywatelskie wokół idei Europy jako modelu i spiritus movens globalnego społeczeństwa otwartego. Świat rozpaczliwie potrzebuje bardziej zjednoczonej Europy oddanej zasadom społeczeństwa otwartego i mam nadzieję, że Europa sprosta temu wyzwaniu.
p
, ur. 1930, amerykański finansista i filantrop. Urodził się na Węgrzech. W 1946 roku uciekł na Zachód. Od roku 1947 przebywał w Anglii, gdzie w 1952 ukończył studia na London School of Economics. W 1956 roku przeniósł się do Stanów Zjednoczonych. Początkowo zajął się spekulacją na giełdzie, by móc poświęcić się karierze pisarskiej, ostatecznie jednak operacje finansowe stały się jego podstawowym zajęciem. Dziś jest jednym z największych potentatów finansowych świata. Działalnością filantropijną zajmuje się od 1979 roku. Jest znany ze swego niechętnego stosunku do obecnych władz USA. Opublikował kilka książek na temat finansów i polityki światowej - w Polsce wydano m.in. "Bańkę amerykańskiej supremacji" (2004 - fragment tej książki opublikowaliśmy w "Europie" nr 8 z 26 maja 2004 roku).