Dziennik Gazeta Prawana logo

Wojna coraz bliżej

5 listopada 2007, 12:12
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Joschka Fischer komentuje niebezpiecznie rozwijającą się sytuację na Bliskim Wschodzie. Podczas gdy w Waszyngtonie coraz głośniej mówi się o ewentualnym ataku na Iran, Europa wciąż nie jest w stanie wypracować spójnej strategii reagowania na irański kryzys. Tymczasem wedle Fischera to właśnie od Europy "zależy sukces próby zapobieżenia dwóm najgorszym scenariuszom w Iranie: wojnie i zdobyciu przez Iran broni nuklearnej. A zatem Europa - na czele z Niemcami, które przewodniczą obecnie Unii - powinna natychmiast zacząć działać".

p

W stolicy Ameryki znów głośno o wojnie - mówi się nie tylko o najnowszej "strategii na rzecz zwycięstwa w Iraku", ale także o działaniach wojennych przeciw Iranowi. Im trudniej dostrzec jakąkolwiek racjonalność w działaniu administracji Busha, tym głośniej pracuje plotkarski magiel. Czy Bush nakaże lotnictwu i siłom specjalnym zaatakować Iran?

Od wygłoszenia przez amerykańskiego prezydenta pod koniec stycznia orędzia o stanie państwa nawet jeden dzień nie minął bez jakichś wydarzeń związanych z Iranem albo bez kolejnego zaostrzenia retoryki przez administrację Busha. Najwyraźniej Stany Zjednoczone prą ku atakowi lotniczemu (zaangażowanie militarne na większą skalę jest niemal niemożliwe, uwzględniając obecne rozproszenie amerykańskich sił lądowych). Faktycznie zaostrza się konfrontacja z Irańczykami w Iraku, a gdzie indziej także może stać się bardziej intensywna. Wymierzona w irańską Gwardię Rewolucyjną bomba wybuchła niedawno na granicy Iranu z Afganistanem. Amerykanie podejmują oczywiście kolejne próby uzyskania "dowodów" zagrożenia ze strony Iranu, które mogłyby usprawiedliwić atak.

Czy to wszystko blef? Świat mógłby spokojnie poczekać na odpowiedź, gdyby nie to, że irański program nuklearny rozwija się, a kadencja prezydenta Busha niebawem się kończy, co samo w sobie może tworzyć nieprzewidywalną dynamikę wydarzeń. Tak jak w przypadku Iraku, Ameryce może wystarczyć sił, żeby rozpocząć wojnę, ale nie żeby ją wygrać. Konsekwencje wojennej przygody w Iranie byłyby jednak znacznie poważniejsze niż konsekwencje wojny w Iraku. "Połowiczne sukcesy" na Bliskim Wschodzie to najgorsza opcja z możliwych - szkodliwa dla regionu i dla jego sąsiadów. Spośród owych sąsiadów jako pierwsza ucierpi Europa.

Jak zareagowała ona na te wydarzenia? Brytyjski premier Tony Blair już zdążył się przystosować do nowej konfrontacyjnej retoryki amerykańskiej administracji. Prezydent Francji Jacques Chirac nieostrożnie spekulował, że Iran ze swoimi dwiema bombami atomowymi nie stanowi być może poważnego zagrożenia w wypadku odwetu nuklearnego - jego nieroztropność tak zaskoczyła francuskich urzędników, że postanowili szybko się wtrącić i skorygować komentarz prezydenta. Kanclerz Niemiec Angela Merkel na konferencjach dotyczących bezpieczeństwa wygłasza mowy, które podobają się w Ameryce, ale poza tym Niemcy wolą stać z boku. W całej Europie unikanie ryzyka wydaje się być na porządku dziennym - strategia ta jest przyjmowana nawet kosztem wspólnych interesów i solidarności w obrębie NATO. Niemiecka marynarka broni wybrzeża Libanu przed Hezbollahem, podczas gdy inne państwa europejskie wzięły na siebie ciężar ustanowienia ładu w tym kraju. W Afganistanie potężne niemieckie siły na północy ignorowały wołanie o pomoc kanadyjskich sprzymierzeńców walczących z talibami na południu. Niemcy planują obecnie wysłanie kilku odrzutowców Tornado dla celów zwiadowczych - lepsze to niż nic, ale to nadal za mało.

Jeśli chodzi o politykę bezpieczeństwa, Europa stoi w miejscu, a może nawet jest w odwrocie, i to właśnie w momencie, gdy jedność jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. Europejska Wielka Trójka - a szczególnie Niemcy, które obecnie przewodniczą Unii Europejskiej - musi znaleźć sposób na wspólne działanie w sprawach bezpieczeństwa strategicznego. Jeżeli im się to nie uda, Europa w dużym stopniu utraci wpływ na sytuację, kiedy ta zacznie się zaogniać. A w Iranie i Zatoce Perskiej powoli zaczyna zaogniać się już teraz.

Jeśli Iran zostanie w tym roku zaatakowany, konsekwencje będzie ponosić przede wszystkim region, ale również Europa jako najbliższy zachodni sąsiad Bliskiego Wschodu - i będą one odczuwane przez dłuższy czas. Europa będzie musiała również ponosić konsekwencje, jeżeli Iran zwycięży i stanie się potęgą jądrową. Tak więc Stary Kontynent ma wiele do stracenia. Dokładniej, ryzyko dotyczy dwóch spraw ważkich dla bezpieczeństwa UE - unikania wojny z Iranem i zapobiegania temu, by Iran stał się potęgą jądrową. Te dwa cele, które wydają się nie do pogodzenia, mogą jednak zostać połączone we wspólnej strategii dzięki zastosowaniu podejścia opartego na trzech elementach: efektywnej izolacji, efektywnym powstrzymywaniu i bezpośrednich negocjacjach.

Europejczycy dowodzeni przez Merkel, Blaira i Chiraca powinni - poprzez podjęcie zdecydowanych działań wzmacniających sankcje nałożone na Iran - wspólnie zagwarantować USA, że Europa jest gotowa zapłacić wysoką, może nawet bardzo wysoką ekonomiczną cenę. Ale powinni to obwarować koniecznością spełnienia dwóch warunków wstępnych: wariant wojenny zostanie wykluczony, a wszystkie zainteresowane strony - w tym USA - rozpoczną bezpośrednie negocjacje z Iranem. Polityka izolacji powiązana z bezpośrednimi negocjacjami mogłaby ulec dalszemu wzmocnieniu dzięki przyjęciu wspólnej strategii wobec Syrii, której celem byłaby nie "zmiana reżimu", ale "zmiana koalicji" - czyli wyrwanie Syrii z objęć Iranu.

Istotna i słuszna była zgoda Rady Ministrów Spraw Zagranicznych UE na sankcje wobec Iranu. W obliczu zagrożenia sankcjami finansowymi elity polityczne Iranu coraz lepiej uświadamiają sobie, jak bardzo kosztowna może się okazać strategia konfrontacyjna. Sprawą najwyższej wagi jest zdecydowane wspomaganie tego procesu, przy odrzuceniu wojennego awanturnictwa. To od Europy - od tego, czy państwa europejskie będą w stanie działać zgodnie i z pełną determinacją - zależy sukces próby zapobieżenia dwóm najgorszym scenariuszom w Iranie: wojnie i zdobyciu przez Iran broni nuklearnej. Ryzyko dotyczy ważkich interesów europejskich i transatlantyckich. A zatem Europa - na czele z Niemcami, które przewodniczą obecnie Unii - powinna natychmiast zacząć działać.

p

, ur. 1948, niemiecki polityk, w latach 1998-2005 wicekanclerz i minister spraw zagranicznych. Od roku 1967 zaangażowany w radykalny ruch studencki, od którego zaczął dystansować się po fali lewicowego terroru w drugiej połowie lat 70. W tym samym okresie związał się z powstającą Partią Zielonych. W roku 1985 został jej pierwszym przedstawicielem w administracji rządowej - ministrem ochrony środowiska w rządzie krajowym Hesji. W latach 1994-98 był współprzewodniczącym frakcji Zielonych w Bundestagu. W maju 2000 w wykładzie na Uniwersytecie Humboldta zgłosił pomysł stworzenia europejskiej konstytucji, co półtora roku później zaowocowało powstaniem Konwentu Europejskiego. Fischer jest autorem licznych książek, m. in.: "Risiko Deutschland. Krise und Zukunft der deutschen Politik" (1995), "Für einen neuen Gesellschaftsvertrag. Eine politische Antwort auf die globale Revolution" (2002), "Die Rückkehr der Geschichte" (2006). W numerze 121 z 26 lipca ub.r. opublikowaliśmy jego tekst "Odblokować modernizację".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj