Dziennik Gazeta Prawana logo

To nie wina Rosji

5 listopada 2007, 12:12
Ten tekst przeczytasz w 6 minut

Nasz dzisiejszy dwugłos poświęcony sytuacji w Gruzji i napiętym stosunkom gruzińsko-rosyjskim otwiera rozmowa z Eduardem Szewardnadze. Twierdzi on, że nie ma związku między prozachodnim kursem, który przyjęła Gruzja, i sankcjami stosowanymi wobec niej przez Rosję. Dążenie Gruzji do integracji z Zachodem stało się faktem już 10 lat temu i nie wywołało otwartego sprzeciwu Rosji. Wejście do UE i NATO jest dla Gruzinów najważniejszym zadaniem na przyszłość.

p

Mieszkańcy Gruzji są dziś - podobnie jak wtedy, gdy ja dochodziłem do władzy - niezadowoleni ze swojego życia. Wtedy mieliśmy wojnę domową, która trwała 5 lat. Dzisiaj także sytuacja jest bardzo skomplikowana. Moskwa zabroniła wwozu gruzińskich towarów: wina, wody mineralnej, owoców. Rosja kupowała większość naszego eksportu spożywczego - to duży cios.

Może uważniej sprawdzaliśmy jakość tych produktów. To w ogóle nie ma znaczenia, kto jest prezydentem. Rosja uważa po prostu, że nasze wino nie było dobrej jakości i nie można sprzedawać go na rosyjskim rynku.

Nie mogę nic powiedzieć na ten temat. Jedynym wyjściem w obecnej sytuacji jest spotkanie między prezydentami Rosji i Gruzji, wyjaśnienie wszystkiego w otwartej rozmowie. Z mojego doświadczenia wynika, że kwestie, które wydają się nie do rozwiązania, można wytłumaczyć sobie właśnie w taki sposób.

Ale większość rosyjskich instalacji wojskowych na terytorium Gruzji została już zlikwidowana. Pod Tbilisi była baza lotnicza - już jej nie ma. Rosjanie, na podstawie umów z nami, zamknęli też bazę w Batumi na granicy z Turcją. W tym wypadku sprawy idą do przodu.

Nie widzę żadnego związku. Przecież Gruzja wyraziła chęć wstąpienia do NATO już 10 lat temu, za mojej prezydentury. To przecież oczywiste, że nie staniemy się członkiem Paktu za 2 czy 4 lata. Gruzja musi czekać na swoją kolej. Generalnie NATO zgadza się na naszą akcesję. Ja sam gościłem w kwaterze głównej Paktu i usłyszałem tam, że najpierw zostanie przyjęta Bułgaria, Rumunia, nawet Ukraina, a dopiero potem Gruzja.

Mogę tylko powiedzieć, iż mam nadzieję, że będzie inaczej. Pragniemy stać się członkiem NATO, ale jeśli nie wstąpimy do Sojuszu, to zostanie tak jak teraz. Jesteśmy zaprzyjaźnieni ze Stanami Zjednoczonymi - Amerykanie wspierają Gruzję, pomagają wojsku gruzińskiemu. Nie zostaniemy zupełnymi sierotami.

Tak, upadek był nieunikniony. Nie myślałem jednak, że nastąpi tak szybko. Sądziłem, że stanie się to raczej za 10-15 lat. I tak by się pewnie stało, gdyby nie doszło do sporu między Gorbaczowem a Jelcynem. Wojna w Czeczenii i tak by wybuchła. W republikach rodziły się przecież ruchy demokratyczne, separatystyczne, ludzie pragnęli niepodległości. Tego nie można już było powstrzymać, ale rozpad nie musiał wcale nastąpić tak szybko, w sposób niekontrolowany. W ciągu tych 10-15 lat każda z republik mogłaby przygotowywać się do niepodległości, uniknęlibyśmy chaosu i rozlewu krwi.

Mamy paradoksalną sytuację: WNP nikomu nie jest potrzebna, ale i nikomu dziś nie przeszkadza. Nie stanowi też problemu ani dla Ameryki, ani dla Unii Europejskiej. Rzeczywiście, w Gruzji działa ruch na rzecz wystąpienia ze Wspólnoty, większość parlamentarzystów także uważa, iż powinniśmy ją opuścić. Czy i kiedy to nastąpi zależy od parlamentu oraz prezydenta. Ale nie należy z tym posunięciem wiązać nadziei na jakieś zmiany. WNP to tylko organ konsultacyjny. Czy Gruzja wystąpi z tej struktury, czy nie - niczego to nie zmieni. Postanowienia WNP nie są wiążące dla państw członkowskich. Nasz kraj ma inny cel - wejście do UE i NATO.

Wykluczam, by USA czy Unia Europejska miały wpływ na te zmiany, choć na przykład Soros wspierał nieprzychylny mi ruch w Gruzji. Niewątpliwie jako finansista nie powinien wtrącać się do spraw politycznych w innych krajach. Ale robi to - niekoniecznie w porozumieniu z administracją USA.

Powiem tak: ani Amerykanie, ani Rosjanie nie odegrali aż tak wielkiej roli w zażegnaniu kryzysu. To nie ich zasługa. Rozmowy z opozycją były moją inicjatywą.

Tak, poważnie o tym myślałem. Potem zmieniłem jednak decyzję, chciałem uniknąć rozlewu krwi. Nie chciałem, by Gruzini zapamiętali mnie jako przywódcę, który ma gruzińską krew na rękach. Strzelanie rozpoczęłoby wojnę domową. Po 2-3 godzinach rozważań postanowiłem, że nie wydam takiego rozkazu. Odejdę. Spotkałem się z liderami opozycji. Nie żałuję tego.

Nie było żadnych.

p

, ur. 1928, polityk gruziński, od 1985 roku jeden z najbliższych współpracowników M. Gorbaczowa - w latach 1985-91 pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych ZSRR. Odegrał istotną rolę w procesie rozmontowania sowieckiego imperium. W latach 1995-2003 był prezydentem Gruzji - odszedł ze stanowiska po "rewolucji róż", która wyniosła do władzy obecnego prezydenta Micheila Saakaszwilego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj