Wieczny emigrant. Urodził się w 1948 r. w Saratowie na Ukrainie. Żył na Zabajkalu i Zakarpaciu. Absolwent wydziału filologii romańsko-germańskiej uniwersytetu w Czerniowcach. W 1978 roku emigrował na Zachód. Pracował w Radiu BBC, a następnie w Radiu Swoboda, w którym prowadził program "Ponad barierami". Swoje wiersze i prozę publikował w wielu pismach rosyjskich i zagranicznych. Jest autorem kilku książek poetyckich i prozatorskich, m.in. "Dlaczego ważki?", "Ci, co trzymali nas za ręce, umarli". Obecnie prawdopodobnie mieszka w Pradze.
Jego twórczość poetycka jest zjawiskiem łatwo rozpoznawalnym. Przede wszystkim należy on do wąskiego grona tych poetów rosyjskich, którzy uprawiają wiersz wolny. Posługuje się językiem potocznym, lubi epatować paradoksem. Swoista mieszanina sarkazmu i liryzmu przypomina niekiedy poezję innego rosyjskiego emigranta, Władysława Chodasiewicza. Dla polskiego czytelnika bardziej oczywiste może być jednak skojarzenie z wierszami Andrzeja Bursy, i to zarówno pod względem formy, jak i treści.
p
* * *
Sam w pokoju:
włączam muzykę
i tańczę
wspaniale,
myśląc o zmarłych najbliższych.
Nie rozumiem,
dlaczego uchodzę
za kiepskiego tancerza.
* * *
Późnym wieczorem
w delikatesach
zobaczyłem ich wszystkich
naraz i pojedynczo.
Okrutne światło elektryczne
omijało mięśnie, wodniste oczy,
twarze zdrowo napracowanych zabójców.
Obok, kołysząc się, jak wodorosty,
stały na chudych nogach
ich na wpół senne dzieci;
ich brzydkie żony
w maskach z pudru i szminki
biły ekspedientki.
Kiedy któryś z nich
przekraczał granicę światła
moje serce się ściskało
i wyrywało w ciemność,
i rozumiałem,
że nie kochać ich jest po prostu niemożliwe.
* * *
Lubię twoje "s" - to w tobie
poświstuje wietrzyk.
Lubię,
jak przez szyby trolejbusu
posyłasz mi
swobodnie i sprężyście,
niczym mistrzyni świata w tenisie stołowym,
ręką całusa.
Lubię,
jak mój przyjaciel,
lingwista o twarzy rabbiego,
na moich oczach zamienia się
w twojego narzeczonego...
* * *
Z takimi losami
w tej niemieckiej głuszy
poranni alkoholicy,
znajomi z kawiarni "Aelita".
Jakże podobni.
Jakże podobni do poetów.
Ta sama żarliwość i kokieteria,
podrygi swobody, artyzm
i niedogolenie.
Siedzą na skrzynkach
w pobliżu boisk
o prestiżu dzielnicowym.
Gdyby był kobietą,
to tylko kogoś takiego.
Gdyby żył,
to tylko tak.
* * *
Oto komu w dzieciństwie
współczuł:
tym, co nie dożyli do rewolucji.
Jack London (1916 r.)
Teraz ucieszył się z powodu Chodasiewicza* (1939 r.)
Kretyn.
Co za poza:
był mądrzejszym od życia.
Czyżby ktoś
także o mnie?
* Władysław Chodasiewicz, wybitny poeta rosyjski polskiego pochodzenia.
Emigrował w 1922, zmarł w Paryżu.
* * *
Teraz sam będzie musiał
chodzić na targ,
przecierać okulary,
włączać telewizor,
drapać się w piętę.
Jakie to jednak świństwo:
znieść niewolnictwo!