Dwaj filozofowie reprezentujący zupełnie odmienne opcje ideowe - Ryszard Legutko i Slavoj Zizek - zastanawiają się dziś na naszych łamach nad fenomenem komunizmu. Legutkę interesuje, dlaczego komunizm był atrakcyjny dla wielu ludzi. Wynika to jego zdaniem z faktu, że miał on charakter szeroko zakrojonego projektu modernizacyjnego. "Nie odtwarzał nowej wersji starego systemu stanowego; nie był nowym feudalizmem czy reprodukcją ustrojów autorytarnych. System biurokratyczny czy raczej ideokratyczno-biurokratyczny powstał na gruzach starego porządku - na gruzach tronu, ołtarza, rodziny, społeczeństwa obywatelskiego".
p
Komunizm potępiano jako najwyższą formę zniewolenia człowieka, ale przynajmniej równie często znajdowano dla niego usprawiedliwienie jako dla struktury, która swą dynamiką niszczy stare formy społeczne i daje przestrzeń formom nowym. Stosunek do komunizmu - pomijając okres powszechnego dla niego podziwu - bywa więc ciągle ambiwalentny (podobnie jak stosunek do rewolucji francuskiej), generując opinie dwuznaczne: tak, komunizm był systemem okrutnym i brutalnym, ale przecież wykonał on pewne zadanie historyczne, które per saldo okazało się korzystne dla społeczeństwa. Chłopi, robotnicy, szerokie rzesze społeczne miały dzięki niemu większą przestrzeń dla działania niż w poprzednich ustrojach stanowych zbudowanych na sztywnej hierarchii grup społecznych. Aleksander Zinowiew szedł tak daleko, iż był skłonny sądzić, że komunizm sprowadza społeczeństwo do czegoś w rodzaju stanu natury, w którym znika sfera społeczna i zostają wyłącznie proste odruchy. Opinia taka jest z pewnością nieco ekscentryczna, dobrze jednak pokazuje niejednoznaczność oczekiwań, jakie człowiek współczesny miał i ma nadal wobec ustroju politycznego, a tym samym uwydatnia niejednoznaczność ocen, jakie o nim wydaje.
Po upadku komunizmu rozpowszechnił się stereotyp, wedle którego historia ostatnich dziesięcioleci polegała na globalnym starciu dwóch sił: wolnego świata zachodniej liberalnej demokracji oraz sowieckiego totalitaryzmu. Jest wiele ważkich powodów pozwalających sądzić, że taki stereotyp w pewnym zakresie odpowiada rzeczywistości. Istniały wszak bloki militarne, toczono wojny, a także prowadzono kampanie propagandowo-ideologiczne. Przy bliższym oglądzie podział nie przedstawia się już jednak tak prosto. Wiele z ogólnych uzasadnień i celów ustroju komunistycznego było akceptowanych w obrębie koncepcji ideologicznych liberalnej demokracji: na przykład właśnie owo podważanie struktur stanowych, ogólna egalitaryzacja społeczeństwa, a także - przynajmniej u niektórych zwolenników liberalnej demokracji - postrzeganie historii jako areny ekonomicznych zmagań grup społecznych. Stąd zapewne bierze się fakt, iż wśród zwolenników liberalnej demokracji - i to zarówno wśród polityków, jak i teoretyków - istniała dostrzegalna skłonność do raczej miękkiego wypowiadania się na temat komunizmu. Z kolei wśród wrogów komunizmu nie znajdowali się wcale wyłącznie liberalni demokraci. Byli tam konserwatyści, narodowcy, republikanie, monarchiści, przedstawiciele rozmaitych wspólnot religijnych o nieoczywistych afiliacjach politycznych. Byli też zwykli ludzie, rzemieślnicy, urzędnicy, nauczyciele, chłopi, o różnych, niejednoznacznych preferencjach ustrojowych. Wielu z nich akceptowało zapewne pluralizm polityczny z systemem wielopartyjnym, lecz ich opór wobec komunizmu wynikał z przesłanek innych niż priorytety ustrojowe.
Pokazuje to, że problem relacji wolności negatywnej i komunizmu jest bardziej złożony, niż się powszechnie sądzi, a z pewnością znacznie bardziej złożony, niż wynikałoby to z prostego przeciwstawienia komunizmu i zachodniej demokracji liberalnej. Oczywiście brak wolności negatywnej stanowił jedną z najłatwiej dostrzegalnych cech ustroju: nie wolno było swobodnie podróżować, dysponować majątkiem, publikować, mówić publicznie. Wszystkie podstawowe swobody z kanonu wolności człowieka i obywatela zostały ludziom odebrane. Ale także można powiedzieć - choć o tym wspomina się rzadziej - że zostały ludziom odebrane inne rodzaje wolności: wolność pozytywna oraz wolność polegająca na byciu autorem własnych decyzji. Komunizm uderzał w całość ludzkiej egzystencji, w niemal wszystkie aspiracje i potencjalności pozostające w dyspozycji człowieka. Kwestią otwartą jest to, czy do całościowej degradacji człowieka doszło przede wszystkim dlatego, że odebrano mu wolność negatywną, który to brak wywołał dalsze degradacje, czy też brak wolności negatywnej był w istocie jedną z wielu konsekwencji fundamentalnego błędu antropologicznego, w jaki uwikłany był komunizm. Jest dużo racji, by uznać tę drugą ewentualność za bardziej prawdopodobną, a tym samym widzieć kwestię komunizmu inaczej, niż zakłada ów dualny schemat sowieckiego totalitaryzmu i zachodniego liberalizmu.
Mimo swojej degradującej siły komunizm posiadał także elementy atrakcyjności, przede wszystkim dlatego że był wielkim eksperymentem modernizacyjnym. Nie odtwarzał nowej wersji starego systemu stanowego; nie był nowym feudalizmem czy reprodukcją ustrojów autorytarnych. System biurokratyczny czy raczej ideokratyczno-biurokratyczny powstał na gruzach starego porządku - na gruzach tronu, ołtarza, rodziny, społeczeństwa obywatelskiego, wspólnot zawodowych, struktury stanowej. Oczywiście rozmiary tej destrukcji wyglądały różnie w różnych społeczeństwach i na różnych etapach historii państw komunistycznych. Kierunek uderzenia był jednak zawsze ten sam: "nowe" miało zniszczyć "stare". W wytworzoną pustkę wchodziły państwo oraz jego ideologia, wprowadzając nowe formy życia zbiorowego, nowe obyczaje, nowy język, a nawet nowe myślenie.
Ale nowa organizacja życia była dość szczególna. Nakładała sztywny gorset etatystyczny i ideologiczny na społeczeństwo, lecz z drugiej strony, likwidując stare formy, stwarzała poczucie permanentnej niestabilności. Żadna forma nie była ostateczna, żadne prawo niepodważalne, żadna instytucja nienaruszalna, żadne słowo wiążące. Owa niestabilność, wzmocniona dodatkowo marksistowsko-leninowską dialektyką, pozwalała wszystko podważyć i zmienić. Coś, co obowiązywało w jednym tygodniu, mogło się zmienić w następnym. Pod tym względem komunizm różnił się radykalnie od starych autorytaryzmów, które uznawały jakieś nienaruszalne prawdy. Wbrew potocznemu przekonaniu w komunizmie nie było "jedynie słusznego" rozwiązania; nie było tyranii prawdy - nawet prawdy ideologicznej - nie było trwałych rządów ideologicznego absolutu. Słowa zmieniały treść, prawo nie miało żadnej stałej wykładni, zaś ideologię dostosowywano do aktualnej sytuacji. Jeśli wolność negatywna zakładała istnienie stałych reguł oraz wyraźnych kryteriów - owych, mówiąc słowami Lorda Actona, "obiektywnych zasad słuszności, pierwotniejszych wobec wszelkiego prawa ludzkiego i wyższego od wszelkiej ludzkiej woli" - to komunizm stanowił system niemal całkowicie takich warunków pozbawiony.
Stara formuła odzyskiwania wolności w konflikcie z despotyzmem miała niewielkie zastosowanie do komunizmu. Odtworzenie stałych reguł i wyraźnych kryteriów zmuszało do zajęcia stanowiska w kwestiach fundamentalnych, wobec których koncepcja wolności negatywnej była albo bezradna, albo nieznośnie upraszczająca. Po upadku komunizmu podstawowym problemem stało się nie tyle wytworzenie przestrzeni swobody - to dokonało się niemal automatycznie - lecz raczej odbudowanie "starego", które w formach szczątkowych jeszcze przetrwało. Trzeba było na nowo sformułować lub uaktywnić podstawowe rozróżnienia, ujawnić podstawowe sensy pojęć, reaktywować obyczaj, ożywić instytucje, nawiązać zerwaną ciągłość. I ten problem właśnie spowodował wybuch największych sporów w pokomunistycznej rzeczywistości. Uzyskana wolność negatywna nie rozwiązywała problemu. Powstały rozliczne kontrowersje dotyczące tego, do jakich wątków z przeszłości należy nawiązywać, jak definiować pojęcia, jak postrzegać naturę ludzką, jak układać hierarchię celów. Dla jednych "stare" nie posiadało wartości i ci próbowali - niczym w stanie natury - tworzyć reguły od nowa; inni dążyli do dokonania selekcji dziedzictwa; jeszcze inni szukali rozwiązania w imporcie reguł. Spór komplikował się, ponieważ w przypadku Polski (a zapewne również gdzie indziej) nie było nawet zgody co do tego, jakie fragmenty rzeczywistości przetrwały destrukcję komunizmu, a jakie nie przetrwały.
Dychotomia totalitaryzm/demokracja czy despotyzm/wolność - w jakiś sposób przyjęta przez wielu również w Polsce - wprowadziła więcej zamieszania, niż pomogła w znalezieniu rozwiązań. Wprowadziła ona bowiem uproszczony obraz komunistycznych zniszczeń, a także, co naturalne, skłaniała do przyjęcia łatwych formuł odnowy. Przyjęcie perspektywy wolności negatywnej jako wartości naczelnej z oczywistych względów uniemożliwiało poważne zajęcie się kwestią odbudowy stałych reguł i kryteriów. Wprawdzie wszyscy wiedzieli, że dla dobrego funkcjonowania wolności negatywnej takie reguły i kryteria były niezbędne, lecz w sytuacji zachwiania ciągłości większość propozycji mogła być odrzucana jako z tą wolnością sprzeczna. Narażały się one bowiem natychmiast na zarzut arbitralności, zaś przeciw nim formułowano stary argument, że opierają się na historycznych anachronizmach. Praktycznie żadne reguły i kryteria wywodzące się z mocniejszych założeń filozoficznych czy moralnych nie miały szans w starciu z tak sformułowanym argumentem. W Polsce we wczesnych latach 90. toczyła się swoista wojna ideologiczna, w której po jednej stronie stanęli zwolennicy radykalnego odrzucenia dziedzictwa i metafizycznych uzasadnień jako formy przesądu, zaś po drugiej ci, którzy bez takich historycznych czy metafizycznych uzasadnień nie wyobrażali sobie organizowania wolności negatywnej. Na szczęście po kilku latach doszło do zawieszenia broni, w wyniku którego zwolennicy tej drugiej orientacji uzyskali prawomocne miejsce w debacie publicznej i podtrzymali w ten sposób problem stanowienia mocniejszych reguł i kryteriów regulujących dystrybucję wolności negatywnej. Polska zresztą jest pod względem rozłożenia sił krajem szczególnym, przede wszystkim z uwagi na rolę katolicyzmu i Kościoła w jej dziejach. Może się oczywiście wydarzyć nawrót do kolejnej odsłony wojny ideologicznej, lecz niełatwo sobie wyobrazić usunięcie poza margines debaty publicznej tych treści, które w jakiś sposób nawiązują do doświadczenia chrześcijaństwa. Zwolennicy wolności negatywnej jako kategorii nadrzędnej - w Polsce, a także poza nią - nie ograniczają się wyłącznie do abstrakcyjnego ujęcia reguł, na wzór Hobbesa czy, w innych wersjach, Rawlsa lub Gauthiera. Odwołują się oni także do argumentu historycznego, wskazując, że współczesna liberalna demokracja powstała w wyniku dokonania w przeszłości pewnej decyzji, którą była rezygnacja z mocniejszych metafizycznych uzasadnień dla zasad regulujących granice wolności negatywnej. Innymi słowy, doszło - jak się sugeruje - do zbliżenia czystego modelu wywodzącego się z myśli liberalnej oraz rzeczywistej praktyki społecznej. Społeczeństwa - mówiąc jeszcze inaczej - w wyniku procesów kulturowych wprowadziły w swoje prawa i obyczaje reguły maksymalnie odarte z założeń metafizycznych, a tym samym podobne do tych, jakie od samego początku proponowano w europejskiej tradycji oświeceniowo-liberalnej.
Czy istotnie tak jest, to problem, którego nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć, gdyż racje przeciwne także mają swoją wagę. Gdyby jednak przyjąć taką hipotezę, to wynikałyby z niej dla Polski zastanawiające konsekwencje. Trzeba byłoby, na przykład, uznać za fortunne te aspekty komunizmu, które w jakiś sposób współgrają z niektórymi aspektami modelu liberalnej demokracji: egalitaryzacja społeczeństwa, rozpad tradycyjnych struktur, akceptacja zasadniczej nieciągłości historycznej, ogólnie sceptyczny stosunek do tradycji, przekonanie o nieuchronności społecznych zmian, widzenie w dziedzictwie historycznego anachronizmu, a nie zapisu doświadczenia, ideologizacja myślenia, przekonanie o bezalternatywności przyjętego modelu, odrzucenie metafizyki i klasycznej filozofii. Trzeba byłoby także przyjąć, iż zasadniczy konflikt światopoglądowy jest w Polsce niezbędny i że musi on zostać prędzej czy później rozstrzygnięty na niekorzyść "starego", bo "stare" nie jest zgodne ani z optymalnym modelem, ani z tendencjami cywilizacyjnymi. Konflikt między "starym" a "nowym" jawiłby się zaś jako prosta dychotomia o łatwo identyfikowalnych członach. Przyjąwszy powyższe konsekwencje, doszlibyśmy do paradoksu. Musielibyśmy się zgodzić, że wprawdzie mamy wolność negatywną, która - hipotetycznie - zakłada możność kształtowania społecznego otoczenia oraz instytucji służących dobru jednostki i ogółu, a w efekcie także pozwala na formowanie reguł tę wolność dystrybuujących, ale jednocześnie należałoby przyjąć jako coś oczywistego, że obowiązuje jeden generalny system, który nie dopuszcza istotniejszych modyfikacji, zaś wszelkie korzystanie z wolności dla ich wprowadzenia jest daremne i szkodliwe.
Doświadczenie społeczeństw po komunizmie daje się faktycznie przedstawić jako stałe napięcie między dwoma procesami. Pojawia się stała tendencja odtwarzania podstaw życia społecznego, zniszczonych przez kilka dziesięcioleci tragicznie burzliwej historii, i dotarcia do podstawowych treści doświadczenia ludzkiego, lecz równocześnie daje znać o sobie tendencja druga, by pozwolić się wchłonąć systemowi, który wydaje się nosicielem historycznej konieczności i optymalnym harmonizatorem ludzkiej wolności. Te tendencje niełatwe są do pogodzenia. Refleksja nad dziedzictwem nastawia nieufnie wobec systemu rzekomo nieodpartego, zaś wierze w możliwość systemu stawiającego jako generalny cel harmonizację wolności negatywnych jednostek i grup towarzyszy rosnąca niechęć do ciężaru dziedzictwa, w którym upatruje się jedną z głównych przeszkód osiągnięcia upragnionej harmonii.
Tekst pochodzi z książki "Traktat o wolności", która ukaże się w maju nakładem wydawnictwa słowo/obraz terytoria.
p
, ur. 1949, filozof polityczny, publicysta, profesor UJ. W latach 1983-1991 był redaktorem kwartalnika "Arka". Jest prezesem krakowskiego Ośrodka Myśli Politycznej. Pełni funkcję wicemarszałka Senatu z ramienia PiS. Opublikował m.in.: "Krytykę demokracji w filozofii politycznej Platona" (1990), "Spory o kapitalizm" (1994), "Bez gniewu i uprzedzenia" (1989), "Etykę absolutną i społeczeństwo otwarte" (1994). Ostatnio wydał "Raj przywrócony" (2005). Wielokrotnie gościł na łamach "Europy".