"Jestem dyrektorem banku. Mamy awarię komputerową, dlatego trzeba natychmiast podjąć pieniądze z konta. Inaczej przepadną" - taki lub podobny tekst może usłyszeć w słuchawce telefonu potencjalna ofiara. Ale uwaga! To nie dyrektor z banku, ale naciągacz.

Ofiarą złodziei są głównie ludzie starsi, którzy jeszcze wierzą w solidność bankowców. Dlatego podają "dyrektorowi" wszystkie istotne informacje - przekonani, że to rzeczywiste weryfikowanie danych.

Ostatnio za ofiarę oszuści upatrzyli sobie 78-letnią mieszkankę warszawskiego Żoliborza. Rzekomy dyrektor banku pytał m.in., w którym oddziale banku ma konto i ile jest na nim pieniędzy. Polecił też, że z powodu awarii musi je natychmiast wypłacić, gdyż inaczej może je stracić.

Złodziej zapewnił przy tym, że dla jej bezpieczeństwa pracownicy banku będą ją "dyskretnie" obserwować. 78-latka musiała dokładnie opisać, skąd będzie jechała do banku, jak wygląda i w co będzie ubrana. "Dyrektor" kategorycznie też oświadczył, że kobieta musi przyjechać do banku sama, a o rozmowie nikt nie może wiedzieć.

Na szczęście kobieta opowiedziała wszystko zięciowi, a ten natychmiast powiadomił policję. Okazuje się, że to już kolejny taki przypadek. Dlatego policjanci apelują - bądźmy ostrożni i przez telefon nigdy i nikomu nie przekazujmy żadnych informacji o naszym koncie. Prawdziwi bankowcy działają inaczej.