Rozstanie Glucksmanna z lewicowym radykalizmem następowało etapami. Uczestnik wydarzeń paryskiego Maja '68 (które do dziś zresztą wspomina z sentymentem) jeszcze w 1972 roku pisał na łamach lewicowego periodyku "Les Temps Modernes", że Francja jest "faszystowską dyktaturą". Na fali kryzysu marksizmu w latach 70. zaczął zajmować coraz bardziej krytyczne stanowisko wobec swego ideologicznego credo. W wydanej w 1975 roku książce "La cuisinie`re et le mangeur d'hommes" ("Kucharka i ludożerca") porównywał komunizm do nazizmu i piętnował sowieckie zbrodnie. W latach 80. wbrew tradycyjnemu wśród francuskiej lewicowej inteligencji antyamerykanizmowi popierał amerykańską politykę wobec ZSRR. W 1999 roku poparł interwencję NATO w Kosowie, a później amerykańskie działania w Iraku, co wywołało falę krytyki i zjadliwych komentarzy. Zyskał wtedy miano jednego z "nowych reakcjonistów" - obok m.in. wspomnianego już Finkielkrauta i Michela Houellebecqa.
Po zamachach 11 września szczególnego znaczenia w twórczości Glucksmanna nabrał wątek walki między demokracją a "nihilizmem", przez który rozumie on politykę zniszczenia i masowych zbrodni, która służy jedynie umacnianiu autorytarnej władzy. Do swego rodzaju nihilistycznej międzynarodówki zaliczył nie tylko arabskich terrorystów, ale także prezydenta Rosji Władimira Putina, który stał się jednym z głównych celów jego publicystycznych ataków. Glucksmann oskarża go o przeprowadzanie planowego ludobójstwa w Czeczenii i próby reaktywowania sowieckiego totalitaryzmu. Jednocześnie surowo osądza Zachód, który jego zdaniem cynicznie przymyka oczy na zbrodnie i tłamszenie wszelkiej opozycji w zamian za korzystniejsze kontrakty na dostawy ropy i gazu. Tego rodzaju Realpolitik jest wedle Glucksmanna naiwna i krótkowzroczna - ten, kto usiłuje obłaskawiać autokratów, zawsze kończy jako ich zakładnik. Francuski filozof w oskarżycielskich tekstach (publikowanych także w "Europie") przypomina zachodnim politykom o takich ofiarach rosyjskiej władzy jak Anna Politkowska, zamordowana w tajemniczych okolicznościach niezależna rosyjska dziennikarka, która relacjonowała wydarzenia w Czeczenii. Sam Glucksmann przebywał tam nielegalnie przez kilka tygodni w 2000 roku.
Bierność Zachodu wobec takich przejawów "nihilizmu" jest jego zdaniem nie tylko śmiertelnym zagrożeniem dla demokracji, ale oznacza także zdradę najważniejszych dla zachodniej tradycji ideałów: wolności i poszanowania godności ludzkiej. Glucksmanna szczególnie oburza to, że tego zagrożenia i zdrady nie dostrzegają przedstawiciele lewicy, która hasła ochrony godności ma wypisane na sztandarach. Stąd jego poparcie dla Sarkozy'ego, z którym nie zgadza się w wielu kwestiach, ale którego uznaje zarazem za jednego z nielicznych zachodnich polityków biorących jeszcze europejską tradycję i europejskie ideały na poważnie. Stąd też surowa krytyka pod adresem wyborczej kandydatki lewicy, Ségole`ne Royal, która wedle Glucksmanna kompletnie nie rozumie, jak niebezpieczna jest ta bierna i cyniczna zarazem postawa Zachodu oraz chęć zawarcia przezeń kompromisu za wszelką cenę.
Po pewnymi względami nie sposób odmówić Glucksmannowi konsekwencji. Jego antytotalitarne przekonania nie osłabły po zniknięciu największego totalitarnego zagrożenia dla demokracji, czyli sowieckiego imperium. W poglądach, które głosi, cały czas obecny jest ów najpierwotniejszy element lewicowej postawy - współczucie dla niewinnie cierpiących ofiar i protest przeciw krzywdzie, która jest im wyrządzana przez wszechmocną władzę.