Gdy dziennikarze "Rzeczpospolitej" zapytali Irvinga, czy nadal uważa, że komory gazowe w obozie Auschwitz zostały wybudowane już po opuszczeniu obozu przez Niemców, odpowiedział: "Nie mogę się na ten temat wypowiedzieć ze względu na obowiązujące w Polsce prawo. Nie chcę znowu trafić do więzienia".

Irving doskonale wie, że jego poglądy - antyżydowskie i antypolskie - mogłyby mu sprowadzić na głowę kłopoty. Już raz trafił do więzienia - w ubiegłym roku sąd w Wiedniu skazał go na trzy lata więzienia za negowanie Holokaustu. Austriackie prawo - podobnie jak Polskie - przewiduje karanie za kłamstwo oświęcimskie.

Irving nie chciał też powiedzieć "Rzeczpospolitej", co myśli o Polakach. "O tym również nie mogę mówić na terytorium tego kraju, ale proszę zajrzeć na moją stronę internetową" - odesłał kontrowersyjny historyk. A tam znaleźć można m.in. pamiętnik z jego pierwszej wizyty w Polsce. "Przypominam sobie to, co napisał marszałek polowy Wilhelm Keitel, gdy wraz z Adolfem Hitlerem po raz pierwszy odwiedził ten kraj - brudne, zabite dechami dziury, rozczochrani Żydzi, rozpadające się wioski. Zastanawiałem się, na ile się tam zmieniło" - cytuje wpis historyka "Rzeczpospolita".

Wczoraj Irving miał wygłosić odczyt w czasie warszawskich Międzynarodowych Targów Książki. Jednak w ostatniej chwili - po interwencji kierownictwa muzeum Auschwitz - organizatorzy wyprosili go z targów. "Myślałem, że w Polsce jest demokracja i wolność słowa. Spotykam się z czytelnikami na całym świecie. Powiem krótko: to wielka hańba dla Polski" - rzucił historyk. Trudno powiedzieć, co by się stało, gdyby zdążył przemówić.