Waldemar S., dopiero co zdążył opuścić więzienną celę, w której siedział za drobne oszustwa, a już wziął się z powrotem do "pracy". 56-letni mieszkaniec Suwałk przyjechał na Śląsk niespełna tydzień temu.
Bez trudu przekonał księży z dwóch miejscowych parafii, że również jest kapłanem. Mieszkał więc na plebanii. Zgodnie z przyjętym zwyczajem, w odwiedzanych parafiach odprawiał msze i spowiadał.
Fałszywy ksiądz trafi w końcu do zabrzańskiego centrum edukacji. Dyrekcji powiedział, że chce nakręcić film o zmarłym niedawno księdzu Jerzym Zawadzkim - znanym kapłanie i społeczniku z Suwałk, który słynął z pomocy najuboższym i potrzebującym. Oszust chciał zorganizować w szkole casting dla 60 osób. Najlepsi mieli jesienią pojechać na zdjęcia do Rzymu.
Młodzieży nie poprosił jednak wprost o pieniądze. Kilkadziesiąt osób miało przynieść po 40 złotych na ubezpieczenie wyjazdu. "Młodzież miała też wypełnić druki z Narodowego Funduszu Zdrowia, co przecież nie jest potrzebne do wyjazdu zagranicznego. To wzbudziło moją ciekawość" - opowiada "Faktowi" Marian Kitel, dyrektor centrum.
Gdy fałszywy ksiądz pojawił się w centrum, na polecenie dyrektora portier zamknął go w jednym z pokoi i wezwał policję. Waldemar S. próbował przekonywać policjantów, ale wszystko na nic. Figurował w policyjnej bazie danych jako oszust. Poszukiwano go dwoma listami gończymi... Złoczyńca znów trafił za kratki - sąd go aresztował.
Tymczasem wierni zastanawiają się co z sakramentami, których udzielał im oszust? "Wierni ponownie muszą iść do spowiedzi. Te sakramenty są nieważne" - tłumaczy ks. Jarosław Kwiecień, rzecznik diecezji sosnowieckiej.