Pierwsze dwa znicze zapalono zaraz po samobójstwie 30-letniej Anety G. "Fakt" dokładnie opisał tę tragedię. Kobieta stanęła na parapecie, trzymając na rękach czteromiesięcznego Maksymilianka. Nie pomogły błagania sąsiadów, aby się cofnęła. Spadła z 25 metrów prosto na betonowy chodnik.
Sąsiedzi jeszcze nie otrząsnęli się po tej tragedii, gdy sześć godzin później rozległy się krzyki mordowanego 65-letniego Ryszarda Zioło.
Do mieszkania na 10. piętrze zapukał 25-letni Rafał M. Był pijany i agresywny. Szukał swojej narzeczonej Edyty. Podejrzewał, że dziewczyna jest u swoich dziadków, Ryszarda i Krystyny Zioło - pisze "Fakt".
"Już od progu wykrzykiwał wobec nas straszne obelgi. Potem rzucił się na mnie i zaczął okładać mnie pięściami. Walił, gdzie popadnie, potem zaczął kopać. Upadłam na posadzkę. Rozbiłam głowę i złamałam rękę w łokciu. Mąż rzucił się na Rafała w mojej obronie" - powiedziała gazecie pani Krystyna.
25-letni bandyta skopał dziadka narzeczonej. Starszy mężczyzna upadł. Zmarł, zanim na miejsce dotarło pogotowie i policja. Skuty kajdankami zabójca został przewieziony do izby
wytrzeźwień. Nie potrafi wyjaśnić, dlaczego skatował starszego człowieka.