"Nie zdążyłem nawet udzielić im rozgrzeszenia. Jedyne, co mogłem zrobić, to pomodlić się za dusze tych chłopców" - mówi kapelan strażaków diecezji bydgoskiej Roman Michalski. Duchowny wraz z ratownikami pojawił się w miejscu straszliwej tragedii na trasie Poznań-Bydgoszcz. 20-letni kierowca volkswagena zjechał tam ze swojego pasa ruchu i wjechał wprost pod pędzącą wywrotkę. On i jego pasażer zginęli na miejscu.
Zanim ratownicy wydobyli ciała dwóch 20-latków z Cekcyna koło Tucholi, duchowny odmówił cichą modlitwę przy zmiażdżonym wozie - pisze "Fakt".
A nieczęsto się zdarza, aby na miejscu wypadku ksiądz pojawiał się razem ze strażakami. Roman Michalski stara się być jednak na każdej interwencji. "To jest mój obowiązek" - mówi. "Muszę nieść wsparcie duchowe i ofiarom, i tym młodym chłopakom, którzy ratują i patrzą na wiele potworności" - dodaje ksiądz.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|