IZABELA MARCZAK: Co się może stać, gdy "Manhunt 2" trafi w ręce dziecka?
BARBARA STAWARZ: Wiele badań pokazuje, że programy telewizyjne, które propagują agresję, mają negatywny wpływ na psychikę dziecka. Z grami komputerowymi jest znacznie gorzej,
ponieważ pobudzają u młodego człowieka proces identyfikacji z bohaterem. Poprzez identyfikację dziecko uczy się sposobów odreagowywania problemów, radzenia sobie z trudnymi sytuacjami.
Dodatkowo w tej konkretnej grze bohater, w którego wciela się gracz, jest zarówno naukowcem, czyli osobą społecznie darzoną estymą, zaufaniem, jak też psychopatą, osobą chorą
psychicznie.
Czyli moralne rozdwojenie?
Dokładnie. Dziecko ma mętlik w głowie. Rodzice mu mówią: ucz się, ucz, daleko zajdziesz. Ale ono widzi naukowca, którego zamknięto w zakładzie psychiatrycznym. Ten naukowiec nie kieruje się
żadnymi zasadami, zachowuje się, jakby normy moralne go nie obowiązywały. A jednocześnie postępując według swojej chorej logiki, agresywnie i okrutnie osiąga zamierzony cel. Co będzie,
jeśli dziecko uzna, że tak należy postępować?
Czy dorosłym taka gra też może namieszać w głowie?
Oczywiście, im starszy człowiek, tym łatwiej może sobie powiedzieć, że to tylko gra, taka umowa, i że to, co dzieje się na ekranie, ma się nijak do rzeczywistości. Ale przecież każdy
rozwija się indywidualnie. To, że ktoś ma 30 lat, nie znaczy, że nie ma potrzeby identyfikacji. Każdy dorosły ma jakieś zaburzenia i nie wiadomo, na jaki grunt trafi treść tej gry.
Zastanawiam się, jaka jest różnica między tą grą a np. grami strategicznymi, wojennymi.
Jest różnica. Gra strategiczna kieruje się pewną rozsądną logiką, a decyzje podejmowane przez gracza mają określone konsekwencje. A tu zabija się dla zabijania.
A jednak są zwolennicy dopuszczenia gry do sprzedaży. Argumentują, że zakaz to ograniczanie wolności konsumenta. Może mają rację? W końcu zakazany owoc...
... bardziej kusi. To prawda. I z pewnością będzie tak, że jeśli zakażą tej gry w Polsce, to młodzież będzie jej intensywniej poszukiwać. Bo młodzi w fazie dojrzewania alergicznie
reagują na zakazy. Niestety, trzeba liczyć się z takimi konsekwencjami.
To może nie ograniczać im dostępu?
Ograniczać! Młodzi często mówią mi, że szukają w internecie drastycznych scen np. egzekucji, podrzynania gardła porwanym w Iraku. W
wieku dojrzewania istnieje potrzeba podniesionego poziomu wrażeń. Ale takie sceny z Iraku mają inny kontekst niż gra.
W grze granica norm etycznych się przesuwa, świat wirtualny jest bardziej wciągający niż realny, jest w nim więcej siły, możliwości, niż człowiek ma w rzeczywistości i to tworzy błędne przekonanie, że w realu też tak może być. Jeśli nie będziemy ograniczać dostępu do takich gier, statystycznie dotrą one do większej liczby ludzi. Zapewne nie zlikwidujemy całkowicie problemu rozpowszechniania propagujących przemoc treści, ale możemy przecież boleśnie utrudnić ich twórcom i propagatorom kontynuowanie procederu.
Barbara Stawarz, psycholog, wykładowca Międzywydziałowego Studium Kształcenia Pedagogicznego Uniwersytetu Szczecińskiego