Decyzję podjęło szefostwo "Jedynki". "Od roku trwały prace nad poprawieniem formuły. Niestety, nie przyniosły oczekiwanych efektów. Ze względu na wyniki oglądalności podjęłam decyzję o niekontynuowaniu tego cyklu" - tłumaczy Małgorzata Raczyńska, dyrektor TVP 1.

Mimo odświeżenia konwencji (program podzielono na trzy pasma - dla pięcio-, dziesięcio- i piętnastolatków), nie udało się zatrzymać widzów. Oglądalność systematycznie spadała. W tym roku "Studio 5-10-15" oglądało 780 tys. widzów, rok temu wiosną program gromadził przed telewizorem 460 tys. osób więcej (dane AGB Nielsen Media Research).

"5-10-15" spotyka ten sam los, co wcześniej teleturniej "Wielka Gra" w TVP 2. Oba zyskały w latach 80. miano kultowych, ale z roku na rok miały coraz mniej widzów. Wojciech Mann, którego głos "występował" w "5-10-15" w latach 80., nie bez żalu przyznaje, że decyzja TVP była nieunikniona. "W kategoriach sentymentalnych człowiek chciałby, aby wszystko trwało wiecznie, ale telewizja rządzi się bezlitosnymi prawami" - mówi Mann. "Dla dzisiejszej młodzieży mającej dostęp do setek kanałów telewizji kablowej, internetu i gier komputerowych, <5-10-15> musiało wydawać się po prostu anachroniczne".

Jednak wielu dzisiejszych 20- i 30-latków nie wyobrażało sobie kiedyś sobotniego przedpołudnia bez tego programu. Każdy znał piosenkę Kombi "Bez ograniczeń" rozpoczynającą program. "Pora <5-10-15> była święta. Nie było takiej możliwości, żeby go nie oglądać. Ten program ma tyle lat co ja, jest mi strasznie przykro, że znika" - mówi Izabela Kamińska, absolwentka UMCS w Lublinie.

W programie zaczynali swoją karierę znani dziennikarze, a także osoby związane dzisiaj z show-biznesem. "5-10-15" powstawał pod redakcją Bożeny Walter, żony założyciela TVN Mariusza Waltera. Pojawili si w nim, m.in. Justyna Pochanke, Krzysztof Ibisz, znany fotograf mody Marcin Tyszka czy aktorka Maria Niklińska, córka prezenterki telewizyjnej Jolanty Fajkowskiej. Każde z nich z rozrzewnieniem wspomina swoje początki.

"Bożenę Walter poznałem na kursie angielskiego i któregoś dnia wspomniałem jej, że bardzo chciałbym pracować w telewizji. <To coś wymyśl> - powiedziała mi tylko. No i wymyśliłem. Felietony w <5-10-15> i quizy do <Klubu Yuppies> nadawanego w TVP 2" - opowiada Ibisz. "A potem zastąpiłem Wojciecha Manna w roli Głosu. To było dla mnie wielkie wyróżnienie. W <5-10-15> zdobyłem pierwsze doświadczenia redakcyjne. Dziś już takich programów nie ma, a szkoda, bo chciałbym, żeby moi synowie je oglądali" - dodaje.

"To było bardzo wygodne, siedziałem w dziupli i mówiłem. Złośliwcy nagrali mnie nawet kiedyś, jak w niej zasnąłem, znużony jakąś dłuższą przerwą" - żartuje Wojciech Mann. Ten okres bardzo miło wspomina także Marcin Tyszka. "To była najlepsza szkoła dziennikarstwa, sześć lat w programie dało mi więcej niż studia dziennikarskie. Poza tym otworzyło mi wiele drzwi. Wiele kontaktów utrzymuję do dziś, bo ekipa programu była jak jedna wielka rodzina. W końcu spędzaliśmy razem kilkanaście godzin w tygodniu, razem z programem dorastaliśmy. Tworzyliśmy zgraną paczkę" - opowiada Tyszka.

"Byłem tam chyba pierwszą osobą spoza tego <światka>. Do programu dostałem się po tym, jak wysłałem list do redakcji. Zaproszono mnie na nagranie, miałem prowadzić program z 5-latkami - grać z nimi w karty. Nie było łatwo, po nagraniu byłem spocony jak mysz, bo jedno z dzieci zjadło kartę, drugie podarło, a trzecie niemal weszło mi na głowę. O dziwo, spodobałem się i zostałem przyjęty" - wspomina swoje początki Tyszka.

Wciąż nie wiadomo, jaki program zastąpi "5-10-15". "Autorka została poproszona o złożenie nowych propozycji, atrakcyjniejszych dla młodej widowni TVP 1" - informuje Małgorzata Raczyńska. Na razie młodzi widzowie jesienią będą oglądać amerykański serial "Siódme niebo".