Biznes przeniesie się do sici, jednocześnie będzie toczył walkę w sądach o unieważnienie decyzji o zamknięciu stacjonarnych sklepów – mówi „DGP” oficer Komendy Głównej Policji, który od kilku miesięcy analizuje problem dopalaczy.

Reklama

Mimo nalotu na sklepy wczoraj można było zamówić dowolny z kilkuset dopalaczy przez internet. Według ostrożnych szacunków około połowy obrotu sprzedawcy dopalaczy i tak robili za pomocą e-sprzedaży.

– Dla klienta to wygodne, bo nie musi się ruszać z domu. Dla mnie też, bo mam niższe koszty. Zapas dopalaczy trzymam w domu, nie wynajmuję żadnych pomieszczeń – wyjaśnia sprzedawca z Warszawy.

Według informacji „DGP” Komenda Główna Policji już od kilku miesięcy analizowała problem dopalaczy. Powodem były liczne sygnały o przerzucaniu się na nie młodzieży z „klasycznych” narkotyków.

– To, co powiem, nie jest żartem. Dwaj handlarze amfetaminą, których rozpracowywałem, pół roku temu musieli poszukać legalnej pracy. Pierwszej w życiu. Ich interes umarł, bo nie wytrzymał konfrontacji z legalnymi dopalaczami sprzedawanymi przez internet – wyjaśnia oficer pionu antynarkotykowego.

Dlatego już podczas prac nad nową ustawą hazardową resort spraw wewnętrznych chciał, aby stworzyć na bieżąco aktualizowany indeks stron zakazanych.

– Pomysł polegał na blokowaniu dostępu w Polsce do konkretnych stron, np. z kasynami online, ale również treściami faszystowskimi czy właśnie sklepami z dopalaczami – wyjaśnia urzędnik resortu spraw wewnętrznych.

Jednak pod naciskiem opinii publicznej premier Donald Tusk oraz ministerstwa: Finansów i Spraw Wewnętrznych w lutym br. wycofali się z pomysłu „Rejestru Internetowych Stron i Usług Niedozwolonych”.

Dlatego weekendowa operacja sanepidu i policji dotyczyła wyłącznie stacjonarnych sklepów.

Problem zE sprzedażą w internecie mają rozwiązać planowane zmiany w prawie wymierzone właśnie w dopalacze, m.in wprowadzenie dla nich 18-miesięcznej „poczekalni” przed zezwoleniem na wprowadzenie do obrotu.

Trudna walka prawna ze środkami odurzającymi

● Gotowy jest projekt resortu zdrowia wprowadzający tzw. poczekalnię dla dopalaczy. Zakłada, że przed zgodą na sprzedaż każdy specyfik będzie badany do 18 miesięcy. Gdy ekspertyzy wykażą, iż stanowi zagrożenie dla konsumentów, zostanie wycofany z obrotu. Jeśli ekspertyza będzie brzmieć pozytywnie, trafi na półki „smartshopów”.

Ta nowelizacja wprowadzi definicję dopalaczy. Zostaną objęte definicją tzw. środków zastępczych. W świetle ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii to trucizna używana jako psychotrop lub substancja odurzająca.

30 września zakończone zostały konsultacje społeczne, teraz zgodnie ze ścieżką legislacyjną projektem zajmie się Rada Ministrów.

● Przyjęte przez rząd nowe przepisy o przeciwdziałaniu narkomanii pozwalają z kolei na posiadanie tzw. nieznacznej ilości narkotyków na własny użytek. Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski podkreśla, iż w takiej sytuacji muszą jednocześnie wystąpić trzy przesłanki – dawka musi być nieznaczna, substancja przeznaczona na własny użytek, a szkodliwość społeczna czynu niewielka. Według twórców taka zmiana w prawie jest niezbędna, bo chore osoby trzeba leczyć, nie karać. Do tej pory najczęściej do więzienia trafiały osoby uzależnione, a nie handlarze.

Reklama

● Według poselskiego projektu lewicy to samorządy będą decydować, czy chcą mieć u siebie „smartshopy”. Proces uzyskiwania koncesji przypominałby regulacje dotyczące sprzedaży alkoholu. Swój projekt zapowiada również PiS.