Przedmiotem cywilnego procesu przed Sądem Okręgowym w Warszawie o ochronę dóbr osobistych są sformułowania Sikorskiego z wywiadu-rzeki pt. "Strefa zdekomunizowana". Szef MSZ nazwał szefa organizacji polonijnej w Ameryce Płd. "antysemitą i typem spod ciemnej gwiazdy"; podkreślał, że pion śledczy IPN rozważał postawienie Kobylańskiemu zarzutu o szmalcownictwo w czasie II wojny światowej.

Reklama

88-letni Kobylański, szef Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej (USOPAŁ) i konsul honorowy RP w Urugwaju z lat 1991-2000, żąda od Sikorskiego przeprosin w "Rzeczpospolitej", "Gazecie Wyborczej" i "Naszym Dzienniku" oraz wpłaty 20 tys. zł na Ruch Obrony Życia im. ks. Jerzego Popiełuszki. "Zmuszony jestem podtrzymać słowa, które zapisałem w książce. Będę czekał na proces i postaram się tę tezę udowodnić" - mówił w 2009 r. szef MSZ na wiadomość o pozwie. Proces ruszył latem 2010 r.

O oddalenie pozwu wnosi adwokat pozwanego mec. Łukasz Rędziniak, który uznaje inkryminowane słowa za zasadne i nie naruszające dóbr powoda. Przypominał wypowiedź ministra sprawiedliwości w rządzie SLD Andrzeja Kalwasa, który mówił o możliwości ekstradycji Kobylańskiego w związku z badanym wtedy przez IPN jego domniemanym wydaniem podczas II wojny światowej ukrywających się Żydów w ręce Niemców. Sprawę IPN umorzył tylko z powodów formalnych - podkreślił Rędziniak. "Jeśli wobec kogoś były takie zarzuty, to można go nazwać +typem spod ciemnej gwiazdy+" - dodał.

We wtorek Gugała, zeznając jako świadek Sikorskiego, powiedział, że gdy był ambasadorem w latach 1999-2003, poznał Kobylańskiego jako ówczesnego konsula honorowego RP w Urugwaju (został odwołany w 2000 r. m.in. za antysemickie wypowiedzi przez ówczesnego szefa MSZ Władysława Bartoszewskiego). "Przyczyną odwołania były działania godzące w polską rację stanu oraz obraźliwe i antysemickie wypowiedzi o polskich władzach; także połowa Episkopatu i Lech Wałęsa to dla niego Żydzi" - dodał Gugała (dziś dziennikarz telewizyjny). "Sprzeciwiałem się wyrażaniu przez niego takich opinii; moja placówka była z nim w stałym konflikcie" - zeznał. Dodał, że przez kilka lat władze RP tolerowały tę szkodliwą działalność.



Gugała, który określił Kobylańskiego mianem "człowieka niewykształconego" zeznał, że jako ambasador był dla niego "szpiegiem KGB szkolonym na Kubie", choć gdy zaczynał swą misję w Urugwaju, Kobylański mówił mu, że "nic na niego nie ma". "Dla miejscowego establishmentu jest to postać podejrzana; to człowiek o niewyjaśnionej przeszłości" - dodał Gugała, podkreślając związki Kobylańskiego z Alfredo Stroessnerem, b. dyktatorem Paragwaju. Zeznał, że Kobylański miał zakaz wjazdu do USA. Dodał, że wyjaśnianie szmalcownictwa Kobylańskiego "utknęło w martwym punkcie".

Sąd uchylił decyzję o karze 500 zł dla Gugały za nieusprawiedliwioną nieobecność na poprzedniej rozprawie (świadek przedstawił usprawiedliwienie). Strona powodowa zapowiedziała kolejne wnioski dowodowe. Proces odroczono do 2 lutego 2012 r.

Przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Mokotowa kończy się proces kilkunastu polskich dyplomatów (m.in. Gugały) i ludzi mediów, których Kobylański oskarżył w prywatnym procesie karnym o zniesławienie. Chce on też, by każdy z podsądnych wpłacił 100 tys. zł na cel charytatywny. Podsądni przywołują na obronę jego słowa, np. że "jedna trzecia polskich biskupów to Żydzi"; "Żydzi zawsze będą nienawidzić Polaków", bo mają "parszywe geny". Kolejny termin tej sprawy - 28 października.

Kobylański to milioner, m.in. sponsor Radia Maryja. W 2004 r. "Gazeta Wyborcza" podała, że według jednej z wersji jego życiorysu, w 1942 r. trafił na Pawiak i do obozów koncentracyjnych. Po wojnie znalazł się w Austrii, potem we Włoszech; dorobił się wielkich pieniędzy, a w 1952 r. wyjechał do Paragwaju; wiele wskazuje na to, że za pomocą siatki Odessa wspomagającej ucieczkę z Europy nazistów i ich współpracowników - twierdziła "GW". Według niej, nazwiska Kobylańskiego nie ma w obozowych dokumentacjach. "GW" sugerowała, że rola Kobylańskiego w obozach koncentracyjnych mogła nie być jednoznaczna, co miało być głównym powodem jego wyjazdu do Ameryki Łacińskiej.

Reklama

Sam Kobylański twierdzi, że wszystkie informacje polskich mediów na jego temat są nieprawdziwe i obliczone na skompromitowanie go jako działacza polonijnego w Ameryce Płd.