Proszę posłuchać ulicy, jak ludzie rozmawiają w tramwaju i sklepie. Mnożą się żarciki. "Ja też bym się nadawał do tej komisji, bo składałem samolociki", "umiem budować, bo z dzieckiem budowałem z klocków lego". Kiedy to słyszę, łzy mi się kręcą w oczach. Jestem bezsilna. Ze śmierci mojego ojca i 95 innych osób robi się uliczne żarty i do tego doprowadziła ta komisja  - powiedziała Izabella Sariusz-Skąpska w Radiu ZET. 

Dodała, że II Konferencja Smoleńska wywołała w niej takie emocje, że chciało jej się krzyczeć. Przypomniała, że w czasie konferencji pokazywano zdjęcia zmasakrowanych ciał.

Ja jestem naukowcem, tylko doktorem i to nauk humanistycznych, ale jak widzę tytuły profesorów dodawane do tego, co widzę, co wydaje mi się, że coś jest nie tak. Jak widzę, że dowodem jest rozbita pięścią puszka Red Bulla to mam sobie wymyślić, że co to jest? To jest samolot czy czyjeś zmasakrowane zwłoki? - pytała Sariusz-Skąpska. 

Prezes Federacji Rodzin Katyńskich odniosła się także do kilku szczegółów prezentowanych podczas II Konferencji Smoleńskiej.

Słyszę informację, że nie było śniegu. Chciałabym powiedzieć temu panu i wszystkim tym, którzy przyjęli do wiadomości, że były jakieś tajemnicze plandeki, że 7 kwietnia, trzy dni wcześniej, na uroczystości w Katyniu trzeba było tonami wywozić śnieg. Tam w kwietniu śnieg leży zawsze - przypomniała. Dodała przy tym, że wielokrotnie oglądała smoleńską brzozę i ona rzeczywiście jest nadpalona: ale nie od nie wiadomo jakich wybuchów, tylko paliły się tam świece.

Wczoraj się zmusiłam i obejrzałam fragment relacji. Prezenter, bo nie mogę tego nazwać prezentacją profesorską, mówi "nie znam tego programu dobrze. Tak sobie pewne rzeczy tutaj przy państwu próbuję". Może w przedszkolu tak się uczy, na pewno nie na wyższych uczelniach - skomentowała Sariusz-Skąpska.