Coraz więcej pań decyduje się na robienie kariery w wojskowości. O ile jeszcze w 1999 r. było ich w całej armii nieco ponad 200, to już w 2008 r. liczba ta przekroczyła 1,1 tys. Tylko w ubiegłym roku kobiet żołnierzy przybyło 700, a obecnie służy ich 2706, czyli 2,9 proc. wszystkich członków armii. Mimo to wciąż jest to jeden z najniższych wskaźników spośród państw NATO.

Czym zajmuje się płeć piękna w wojsku? Najwięcej kobiet, bo ponad 450, służy w korpusie medycznym, gdzie stanowią przeszło 20 proc. wszystkich żołnierzy. W dalszej kolejności są służba logistyczna, wojska lądowe oraz korpus informatyczno-łącznościowy. Duży odsetek funkcji (prawie 15 proc.) pełnią także w stosunkowo mało licznej działce sprawiedliwości i obsługi prawnej. Co ciekawe, 27 kobiet służy w wojskach specjalnych. Od 2003 r. panie mogą także pełnić funkcję szeregowych.

Sprawdzają się bardzo dobrze i często są dużo bardziej zmotywowane niż mężczyźni - mówi kmdr Bożena Szubińska, pełnomocnik MON ds. wojskowej służby kobiet. - Kobiety w wojsku bardzo często mają wykształcenie wyższe, a jako szeregowe są szkolone przez doświadczonych żołnierzy, którzy czasem go nie mają. To bywa przyczyną spięć - przyznaje pani komandor.

Mimo tych zmian, jeśli chodzi o odsetek kobiet wśród żołnierzy, wśród 28 państw NATO Polska jest na szarym końcu. Wyprzedziliśmy tylko Turcję, gdzie w półmilionowej armii służy nieco ponad tysiąc kobiet. Akurat w tym wypadku dosyć łatwo o wyjaśnienie - jest to kraj muzułmański, gdzie rolę kobiety postrzega się inaczej niż w krajach kultury chrześcijańskiej. Ale już w Albanii, gdzie 2/3 ludności także stanowią wyznawcy islamu, kobiet wśród żołnierzy jest prawie 8 proc.

A jeśli spojrzymy na rekordzistów Łotyszy, to w ich armii kobiety stanowią ponad 16 proc. Niewiele mniej jest kobiet w armiach bułgarskiej, francuskiej i kanadyjskiej. Z kolei w siłach zbrojnych USA jest ponad 200 tys. kobiet (14 proc.), czyli dwa razy więcej niż liczebność całej polskiej armii. Czy można mówić o polskiej niechęci do pań w mundurach? - To nie jest niechęć. Po prostu służbę kobiet umożliwiono, gdy cała armia się kurczyła. Trudno było zwalniać mężczyzn po to, by zatrudniać kobiety - tłumaczy kmdr Szubińska.

Bardziej krytyczna jest Danuta Waniek, w latach 90. pierwsza kobieta na stanowisku podsekretarza stanu w MON. - Wojsko, które prawnie nie może zapewnić, by kobiet w szeregach było więcej, nie jest na to w pełni przygotowane. One muszą np. walczyć o zauważenie macierzyństwa. Przychylność dla kobiet w armii powinna być większa - mówi polityk SLD. - Demokratyzacja armii polega m.in. na tym, że kobiety mogą w niej zajmować najrozmaitsze stanowiska, niekoniecznie pełniąc funkcje bojowe - dodaje.

Kilkanaście dni temu minister obrony Tomasz Siemoniak zadeklarował, że kobiety w armii powinny stanowić 5 proc. Patrząc na powyższe liczby, cel ten wydaje się na razie bardzo odległy.