W mijającym roku doszło do rekordowej liczby 42 prób obrabowania bankomatów, z których jedenaście się powiodło - wynika z danych Komendy Głównej Policji. Przestępcy atakowali bankomaty dwukrotnie częściej niż w 2012 r. Szybko spada za to liczba napadów na placówki bankowe. Noc z 23 na 24 grudnia. Mieszkańców ulicy Jagiellońskiej w Olsztynie ze snu wyrywa huk eksplozji. Nim oficer dyżurny miejscowej policji odbierze pierwszy alarmujący telefon, złodziei nie ma już na miejscu. Policjantom pozostaje zrobić zdjęcia roztrzaskanego bankomatu, pozbawionego kasetki z gotówką. W podobny sposób złodzieje atakowali w listopadzie bankomaty w Kielcach.

Reklama

Problem jest na tyle poważny, że stał się jednym z głównych tematów narad na grudniowej odprawie kierownictwa policji. Tym bardziej że policjanci nie mają się czym pochwalić. Podinspektor Piotr Bieniak z KGP mówi, że zarzuty udało się przedstawić sprawcom zaledwie ośmiu włamań. Przynajmniej jedna z grup przestępczych opracowała skuteczną metodę włamania. Kilka innych wciąż jej poszukuje – uważa doświadczony oficer pionu kryminalnego

Bankomaty stały się złodziejskim hitem z kilku przyczyn. Na polskich ulicach jest ich coraz więcej, łatwiej więc znaleźć te znajdujące się w dyskretnych miejscach. Co ważniejsze zaś, gdy policjantom uda się już zatrzymać sprawców, nie grozi im tak surowy wyrok, jak w przypadku napadów na banki. Także dlatego tych jest coraz mniej. W 2013 r. odnotowaliśmy 153 napady na placówki bankowe, z czego w przypadku ok. 50 ustaliliśmy sprawców - mówi w rozmowie z DGP podkomisarz Piotr Bieniak. Tymczasem jeszcze w pierwszej połowie 2010 r. takich napadów było 160. Podobne przestępstwa to często robota samotnych wilków, osób bez przeszłości kryminalnej, które sięgają po taką metodę zdesperowane sytuacją finansową. Stąd niezbyt imponująca wykrywalność - tłumaczy nam oficer.