W Polsce na jedną osobę, która wykupiła dostęp do płatnych kanałów telewizyjnych, przypada nawet pięć, które oglądają te same treści z nielegalnych źródeł – wynika z szacunków Stowarzyszenia Dystrybutorów Programów Telewizyjnych „Sygnał”. 2,5 mln internautów płaci za dostęp do filmów i sportu w serwisach, które nie mają praw do ich dystrybucji. Największy piracki serwis Weeb.tv ma 100 tys. stałych użytkowników, a odwiedza go prawie 1,8 mln osób miesięcznie. Płacąc 20 zł, mają dostęp do wszystkich kanałów, za które korzystając z legalnych źródeł, zapłaciliby co najmniej pięć razy więcej. Łatwo obliczyć, że straty operatorów z tytułu działalności tylko tego jednego serwisu sięgają nawet 10 mln zł miesięcznie. To jest bardzo duży problem. Mamy do czynienia z kradzieżą na masową skalę. Taki serwis nie płaci ani twórcom, ani producentom, ani dystrybutorom treści - mówi Jarosław Mojsiejuk, prezes stowarzyszenia „Sygnał” oraz dyrektor ds. bezpieczeństwa w Cyfrowym Polsacie. Dodaje, że kradzione są przede wszystkim transmisje sportowe i filmy.

Jak działa taki serwis? Piraci w sposób ciągły nadają przez internet ponad 100 kanałów. Wśród nich znajdują się wszystkie mutacje HBO, Canal+, 10 kanałów TVP, 6 Discovery, AXN i wiele innych. Programy można oglądać nawet w jakości HD w czasie rzeczywistym, czyli tak jakbyśmy wykupili abonament NC+ czy Cyfrowego Polsatu. Wystarczy komputer i przeglądarka internetowa. – Kiedyś było to bardziej skomplikowane. Teraz wystarczy zwykły dostęp do internetu. Za treści płaci się SMS-ami i przelewami. Część serwisów po prostu żyje z reklam – tłumaczy Mojsiejuk. Piracki sygnał jest rozpowszechniany przez legalnie działające firmy internetowe znajdujące się w Amsterdamie, Londynie, Paryżu czy Waszyngtonie.

Można zatem ustalić, skąd pochodzi źródło streamingu, ale nie można go zablokować. Całym procederem zarządza spółka Minalena Limited zarejestrowana na Cyprze. Jej właścicielem jest Polak, który już raz był oskarżony o łamanie praw autorskich. Teraz nadawcy ponownie zawiadomili organy ścigania. Ta sprawa to jest skandal. Prokuratura umorzyła śledztwo z powodu niewykrycia sprawcy, ale zaskarżyliśmy to postanowienie. Inna prokuratura prowadzi postępowanie z zawiadomienia Canal+, ale tu z kolei organy ścigania nie potrafią ustalić, gdzie mieszka właściciel serwisu - mówi Mojsiejuk. Dodaje, że nadawcy zamierzają pomóc prokuraturze uzyskać dane o właścicielach strony. Serwis ma swój fan page na Facebooku, reklamy na jego stronach sprzedaje firma AdTaily, a płatności SMS-owe obsługuje Centrum Technologii Mobilnych Mobiltek. Ponadto piraci sprzedają kody dostępu do serwisu przez konta na Allegro - wyjaśnia Mojsiejuk.

Jeszcze przed świętami próbowaliśmy się skontaktować z właścicielem spółki Minalena Limited, wysyłając e-mail na adres wskazany w serwisie Weeb.tv. Do tej pory nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Legalni nadawcy i dystrybutorzy treści inwestują w technologie, które mogą pomóc w walce z piractwem. Wprowadzają do sieci treści przez platformy, które mają lepsze zabezpieczenia niż zwykła telewizja. Cyfrowy Polsat udostępnia filmy i seriale przez serwis Ipla, a UPC zapowiada w 2014 r. uruchomienie podobnej platformy pod nazwą Horizon. Możliwość sprzedawania treści w sieci analizuje też NC+.