– wynika ze słów ministra administracji i cyfryzacji Rafała Trzaskowskiego wypowiedzianych na forum sejmowej komisji innowacyjności.
Minister przedstawił plan w zaledwie kilku zdaniach, jak jednak wynika z naszych informacji, szanse na jego rychłą realizację są wysokie. Chcą tego wszyscy najwyżsi rangą politycy w rządzie, z premierem włącznie. – – mówi nam polityk, który brał udział w rozmowach o utworzeniu agencji. Kadencyjność stanowiska dawałaby Platformie Obywatelskiej szansę na zachowanie wpływów nad informatyzacją, nawet gdyby przegrała przyszłoroczne wybory, co wróżą jej obecne sondaże. Jednocześnie jej szef kontrolowałby ogromny budżet.
Istnieje też czysto merytoryczne uzasadnienie powołania jednolitej struktury. CAI przejęłaby zadania osławionego przez aferę korupcyjną Centrum Projektów Informatycznych, czyli realizowałaby wszelkie zamówienia administracji na projekty informatyczne: od pisania specyfikacji przez przetargi po utrzymanie systemów. Centralny Ośrodek Informatyki (COI) podlegający obecnie Bartłomiejowi Sienkiewiczowi, miałby się skupić na tworzeniu systemów informatycznych (niedawno zdobył pierwsze zamówienia – od nadzorującego go MSW, co budzi prawne wątpliwości).
przyznaje minister Trzaskowski.
Umowy o łącznej wartości ponad 120 mln zł nie chciał przygotować dyrektor pionu prawnego w MSW Andrzej Rudlicki. Wówczas poprzednik Sienkiewicza, a obecnie szef kancelarii premiera Jacek Cichocki pozbawił go stanowiska.
– mówi nasz rozmówca. Jego zdaniem to pokazuje zagrożenia, jakie niesie powołanie jednej dużej agencji odpowiadającej za informatyzację. Zdobyłaby ona przewagę nad podmiotami wolnego rynku, starającymi się o zamówienia publicznie. Jednocześnie trudno byłoby weryfikować, jaki jest realny koszt tworzenia przez taki podmiot systemów informatycznych i ich późniejszego utrzymania.