To mogłaby być opowieść rodem z amerykańskiego snu. O tysiącach bezrobotnych, którzy dzięki pracowitości i szansie, jaką dała im duża firma, odmienili swój los. Historia może nie od pucybuta do milionera, ale przynajmniej do drobnego, przedsiębiorcy. Zamiast tego jest opowieścią o wekslach in blanco, o całych rodzinach je żyrujących, o tajemniczo rosnącym z miesiąca na miesiąc zadłużeniu podobno dobrze prosperujących sklepów i wreszcie o zamykaniu działalności z dziesiątkami tysięcy złotych zadłużenia. Nieporadni życiowo nieudacznicy bez umiejętności i powołania do prowadzenia własnego biznesu? Czy pracowici ludzie wykorzystani i wypluci przez korporację, w której nawet nie byli pracownikami?
Jedno jest pewne: ich los właściwie nikogo nie interesuje. Choć jak podaje nam sama sieć, przez Żabki przewinęło się już ok. 8 tys. ajentów. Dla urzędników są przedsiębiorcami, więc inspekcja pracy i związki zawodowe nie dla nich. Dla organizacji pracodawców nie są interesujący, bo to drobnica zatrudniająca po jednej, dwie osoby. Dla prawników historie ich zatargów z siecią są nazbyt skomplikowane, by zawracać sobie nimi głowę, a i zarobek jest niepewny.
Zaś dla samej Żabki ci, którym nie wyszło, oficjalnie są niewielką grupą wśród rzeszy szczęśliwych kontrahentów z udanymi biznesami.
Dla ilu ajentów tej sieci przygoda z własnym biznesem skończyła się mniejszym lub większym dramatem - nie wiadomo. I nie ma szansy się dowiedzieć, bo Żabka odmawia podania informacji, ilu kończy działalność z długami wobec firmy czy jaka jest średnia długość prowadzenia sklepu przez ajenta. Jedyna informacja, jaką się dzieli, to że co czwarty z obecnych kierowników swój sklep ma od ponad 5 lat.
Ś jak Świtalski, Ż jak Żabka
Żabkowy biznes wymyślił 18 lat temu Mariusz Świtalski, kontrowersyjny potentat polskiego handlu. To on jest twórcą Biedronki i to jemu raczej mało korzystnej sławy przysporzyła na początku lat 90. afera Elektromisu. Pomysł Świtalskiego był prosty: stworzyć spółkę, która na skalę masową zajmie się drobnym handlem. Dzięki zakupom produktów w hurcie będzie można proponować je tanio, niemal tak tanio jak robią to markety czy dyskonty, ale sprzedaż będzie rozsiana w całym kraju, gdzie działać będą setki, a potem tysiące drobnych sklepikarzy. Sklepiki Żabki łatwo rozpoznać: charakterystyczne logo, raczej nie za duży metraż, w którym znajdziemy wszystko od mydła do powidła. Specjaliści od handlu nazywają to "convenience store", potocznie mówi się "sklepik osiedlowy".
"Historia Żabki to nie tylko historia sieci sklepów, w których klienci już od kilkunastu lat robią codzienne zakupy, to także istotny etap w rozwoju polskiego rynku FMCG. Wszystko rozpoczęło się w 1998 r. Pod koniec 2014 r. spółka posiada blisko 4 tys. placówek (obok Żabek też Freshmarkety (ich właścicielem jest również Żabka Polska - red.) w całej Polsce. W tym samym roku firma rozwija system logistyczny i rozpoczyna budowę czwartego Centrum Logistycznego w Pruszczu Gdańskim". Tak spółka Żabka Polska chwali się na swojej stronie. I tempo wzrostów ma rzeczywiście imponujące. W 1998 r. to było ledwie siedem sklepów. W dwa lata później - już 400. W 2013 r. powstawał średnio jeden sklep każdego dnia. Podobnie rosną też przychody firmy - w 2006 r. to było niespełna 1,5 mld zł, w dwa lata później już prawie 2 mld zł, po następnych dwóch latach odnotowany wzrost o kolejne pół miliarda.
W 2007 r. Świtalski za prawie pół miliarda złotych sprzedał Żabkę Pencie, czeskiemu funduszowi inwestycyjnemu. Czesi sprawnie podciągnęli wyniki i za prawie 2 mld zł sprzedali firmę funduszowi Mid Europa Partners, który jeszcze poprawił wyniki. I tak w 2013 r. sieć wypracowała 4,1 mld zł przychodów, czyli sporo więcej niż w 2012 r., kiedy to wyniosły 3,3 mld zł. Rok 2014 zamknęła już z przychodami o wysokości ponad 5 mld zł. Ale rosnące przychody nie oznaczają wzrostu zysków. Wręcz przeciwnie, rok 2013 to prawie 59 mln zł na minusie.
Rynek spekulował, że właśnie to było powodem niespodziewanej wymiany na stanowisku prezesa sieci. Po 9 latach kierowania firmą Jacka Roszyka zastąpił Krzysztof Andrzejewski, dotychczasowy wiceprezes ds. finansowych spółki, w samej sieci będący dopiero od dwóch lat.
Ale Żabka i tak jest potęgą. Małpka Express należąca do Grupy Czerwona Torebka (to także twór Świtalskiego) miała mieć wprawdzie do końca 2014 r. 400 oddziałów, jednak ostatecznie sklepików było jedynie ok. 300. Lewiatan i ABC, które są znacznie bardziej rozbudowane (ta pierwsza sieć to już ok. 7 tys. placówek, a druga blisko 3 tys.), to jednak nie jest system ajencki, ale franczyza.
- tłumaczy nam Andrzej Faliński, dyrektor Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji, i dodaje, że najbliższe Żabce pod względem działania są więc takie sieci jak kioski Ruchu i Kolportera, a Lewiatan czy ABC funkcjonują jednak już inaczej. - dodaje.
A jak ajent, A jak AOS
tłumaczy socjolog Joanna Jurkowska, autorka książki "Dekada ajentów. System agencyjny spółki Żabka Polska" napisanej na podstawie jej pracy magisterskiej sprzed czterech lat. Do pracy przepytała kilkudziesięciu ajentów z całej Polski. Książka ukazuje się dopiero teraz - w przedsprzedaży będzie za kilka dni - gdy zebrała na to fundusze. - - opowiada. - dodaje Jurkowska.
Ajent to ktoś pomiędzy kierownikiem a franczyzobiorcą, odpowiedzialny nie tylko za szefowanie sklepowi, czyli zamawianie, rozliczanie i sprzedaż produktów, lecz także prowadzący własną działalność i zatrudniający sklepowych pracowników, płacący im pensje i ZUS. W teorii podział zadań w sieci wydaje się więc prosty. Żabka zapewnia lokale, ich wyposażenie, logo i całe handlowe know-how, w tym dostawy większości produktów po odpowiednio niskich - bo przecież są kupowane masowo - cenach. Ajent opłaca stałe rachunki za sklep, zatrudnia sprzedawców, pilnuje biznesu, stara się sprzedawać jak najwięcej i rzetelnie rozlicza się z obrotów.
- pięćdziesięciokilkulatka Anna, współzałożycielka grupy na Facebooku Anty Żabka łączącego ponad 2,7 tys. osób, o początkach bycia ajentką dla Żabki opowiada z nieukrywanym entuzjazmem. - - dodaje Anna.
Siedzimy w jej mieszkaniu na jednym z gdyńskich osiedli. Z okien widać Stocznię, ścianom mieszkania przydałoby się już odmalowanie, na regale zbiór małych alkoholi w fikuśnych buteleczkach, a w środku pokoju ogromny płaski telewizor, kupiony w czasach żabkowej prosperity. Razem z Anną siedzi jej synowa Marysia, która u teściowej w Żabce pracowała na kasie, i dwie inne ajentki, także z Gdyni. To Marysia prowadzi Anty Żabkę. - opowiada kobieta. Jej mąż wyjechał do pracy do Wielkiej Brytanii, sama, jak zapewnia, do niego niedługo dołączy, bo "jakoś na długi po Żabce trzeba zarobić". - - dodaje, gorzko się uśmiechając.
Byłe ajentki wprowadzają w szczegóły umowy z siecią. Ta okazuje się dosyć specyficzna. Ajent w rzeczywistości nie jest pracownikiem sieci, tylko samodzielnym podmiotem gospodarczym i kontrahentem spółki Żabka Polska. Jako samozatrudniony może zarabiać jednak tylko na swojej pracy dla sieci. A podstawą tego zarobku są AOS-y, czyli Arkusz Oceny Sklepu. - - opowiada Dorota, która w Gdyni swoją Żabkę prowadziła przez dwa lata. - - dodaje Dorota.
I tak punkty traci się np. za niewywieszenie plakatów promocyjnych w odpowiedniej kolejności, za brudną półkę, za źle oznaczone wielosztuki (o tym nieco dalej), za brak żabkowej koszulki podczas obsługi klientów. - wylicza Sylwia z Rabki. - opowiada Katarzyna z Trójmiasta.
Czasem AOS przychodzi co miesiąc na czas, czasem jednak są z tym problemy. - - mówi Aneta z Warszawy.
Dziś AOS-ów już nie ma. Od jakiegoś czasu zastąpiły je ŻOK-i, czyli Żabkę Ocenia Klient, działają właściwie niemal tak samo. Zmieniła się tylko nazwa.
K jak Kiekrz, P jak partner
Ajent nie bierze się znikąd. Adam i jego żona Joanna z Rudy Śląskiej na pomysł z Żabką wpadli wiosną 2012 r. - - opowiada mężczyzna.
Annę z Gdyni, podobnie jak jej znajome Katarzynę i Dorotę, zachęciły koleżanki prowadzące Żabki. Wcześniej wszystkie pracowały w handlu jako kasjerki, sprzedawczynie, Anna zaliczyła kilka miesięcy bezrobocia. Sylwia była kasjerką w Biedronce i marzyło jej się zostanie szefową. Wojtek pracował trochę w handlu, imał się innych dorywczych prac i chciał się usamodzielnić. Anecie zmarł mąż i potrzebowała absorbującej pracy, która pozwoliłaby jej nie myśleć o samotnym życiu. Wszyscy o Żabkach słyszeli i dobre, i złe rzeczy. Wszystkim wydawało się, że kto jak kto, ale oni to dadzą radę. Szczególnie że sieć obiecuje pomoc, i to już od samego początku, od szkoleń dla chętnych.
Szkolenia dla wszystkich kandydatów na ajenta odbywają się w Kiekrzu pod Poznaniem. - - zachwala Sylwia.
- żali się Sylwia.
Ajenci opowiadają też o tym, że nawet niezdany po kursie egzamin wcale nie zamyka drogi do Żabki. Można go po kilku dniach poprawić. Pomocą ajentom na początkowym etapie działalności mają być też specjalni ajenci trenerzy z uprawnieniami do szkolenia początkujących. Ale, jak twierdzą sami ajenci, niewiele z tego wynika - co najwyżej, że trenerzy mają na kilka dni bezpłatną siłę roboczą.
Prezes Krzysztof Andrzejewski zapewnia nas jednak, że przesiew po kursach jest. - mówi Andrzejewski.
-
- opowiada Andrzejewski.
W teorii cała struktura sieci jest tak ułożona, by centrala mogła ajentów wspierać. Nad nimi w formie pomocy i zarazem łącznika z centralą działają partnerzy ds. sprzedaży. Jest ich na cały kraj ok. 200 osób, czyli na każdego przypada ok. 20 ajentów. Mają im doradzać, pomagać we wszelkich problemach, i to w trybie 24/7.
- wzdycha Anna.
- opowiada Sylwia.
mówi Aneta.
wspomina Marek z Rabki. - - rozkłada ręce mężczyzna.
I jak indeksy, M jak marża, R jak "regionałki"
Drugą część zarobku ajenta, obok dawnego AOS, to - jak to w handlu - marże. Marża na towar "żabkowy" - dostarczany przez sieć, jak mówią ajenci "w dobrych czasach", czyli gdy spółka należała do Świtalskiego - wynosiła ok. 9-10 proc. Po sprzedażach sieci kolejnym funduszom marże zaczęły spadać do 5-6 proc. Tak przynajmniej się ajentom wydaje. Wojtek z Wrocławia, który swoją Żabkę zaczął prowadzić jako 24-latek w 2013 r., nie potrafi dokładnie odpowiedzieć, jaki był poziom zarobków na poszczególnych towarach.
- dodaje mężczyzna.
- tłumaczy.
Przytakują mu inni ajenci. - dodaje.
- stwierdza Adam z Rudy Śląskiej. - tłumaczy.
dodaje Sylwia. "Regionałki" to produkty regionalne. Ajenci mogą we własnym zakresie z lokalnych, regionalnych źródeł zamawiać warzywa, owoce, część nabiału, pieczywo. I na tych produktach, jak przekonują, mieli po kilkanaście, nawet 20 proc. zarobku. Takiego, który łatwiej im też kontrolować, bo nie przechodzi w całości przez sieciowy system.
W opowieściach ajentów powtarza się jednak, że gdy centrala spółki zauważa rosnący popyt na niektóre "regionałki", to sieć przejmuje je jako swój towar. wymieniają.
Po połączeniu zysków z produktów "żabkowych" i "regionałek", jak wyliczają nam ajenci ze sklepu, który osiąga, powiedzmy, 100 tys. miesięcznego obrotu (to przeciętna wartość), zyskiem ajenta powinno być ok. 6-7 tys. zł. Po doliczeniu AOS/ŻOK powinno więc wystarczyć i na opłacenie rachunków, i na pensje dla jednego czy dwóch pracowników, i jeszcze zostać na skromny, ale jednak, zarobek dla ajenta.
- opowiada Anna, która w swoim sklepie obroty podniosła z 80 do 120-130 tys. zł miesięcznie.
- wzdycha Marek z Rabki. - opowiada Wojciech. - wzdycha.
-- Dorota z Gdyni tłumaczy: – dodaje ajentka.
W jak WWA, W jak weksle
Ajent wchodzi do sieci nie tylko z prawami (np. do szkoleń, pełnego wyposażenia sklepu), lecz przede wszystkim z obowiązkami. Obok obowiązku otwarcia sklepu od 6 do 23, pracy także w święta, sprzedaży wielosztuk zgodnie z planogramem (czyli przedstawianym dzień wcześniej planem, ile i jakie towary wchodzą w promocje) i sprzedaży towarów z żabkowego asortymentu, najważniejszymi obowiązkami są: podpisanie weksla in blanco, wpłacanie codziennie do banku sieci pieniędzy zgodnie z WWA i opłacanie co miesiąc stałych opłat dla sieci oraz ubezpieczenia sklepu u wybranego przez sieć ubezpieczyciela.
WWA to Wskaźnik Wpłat Ajenta - tajemniczy system komputerowy wyliczający na koniec dnia pracy, ile ajent z kasy ma wpłacić sieci, a ile zostaje w jego kieszeni. Na koniec miesiąca podaje też, ile ajent ma zapłacić za lokal, telefon, internet. I ile odprowadzić dla firmy Żabka Polska na poczet ewentualnych strat: kradzieży, zaginięcia towaru, jego zniszczenia. U jednego ajenta ta ostatnia opłata to 0,5 proc. obrotu, u innego 1 proc., u jeszcze innego 2,5 proc. - opowiada Aneta z Warszawy.
Ajenci powszechnie skarżą się na system obliczający ich zobowiązania wobec Żabki. - denerwuje się Anna z Gdyni. - - mówi Wojtek z Wrocławia.
- oburza się Adam z Rudy Śląskiej. - wzdycha.
Jedni ajenci straty widzieli niemal od razu, u innych trwało to miesiącami, zanim docierało do nich, że do sieci wpłacają więcej, niż zarabiają. Do niektórych krach przychodzi nagle. denerwuje się Sylwia. -- opowiada i coraz bardziej drży jej głos. Ostatecznie sklep zamknęła blisko rok temu. Inwentaryzacja była, ale do tej pory nie wie, jaki jest jej wynik. -
Adam z żoną na zakończenie działalności dostali wyliczenie: 35 tys. zł do zapłaty. Aneta z Warszawy: 78 tys. Anna z Gdyni dostała rachunek na 30 tys., Dorota na 75 tys., ale po jej reklamacjach zmniejszono go o połowę, Katarzyna jeszcze nie ma wyliczenia, ale z ubiegłorocznej inwentaryzacji wyszło jej, że zalega Żabce 20 tys., Marek z Rumi 22 tys., Wojtek miał inwentaryzację pod koniec lutego, ale nie upomniał się o jej wynik, podobnie jak Sylwia.
Ajent na wskazanie błędu w rozliczeniu po inwentaryzacji ma kilkanaście dni. Jedni wykazują, walczą, zbierają wszystkie możliwe dowody wpłat, inni poddają się, zapożyczają, wyjeżdżają za granicę, byle rozliczyć ostateczną inwentaryzację.
- podkreśla prezes Andrzejewski. - - zapewnia i dodaje: – wymienia prezes sieci.
- dodaje i zapewnia: - dodaje.
- kończy swój wywód prezes sieci.
Nie wiadomo, ilu spośród ajentów Żabek ma zyski i ilu z nich, rezygnując z prowadzenia sklepu, kończy działalność bez wyliczenia strat na koszt sieci. Wiadomo za to, jak ajenci oszczędzają. Zatrudniają kasjerki na czarno, na pół etatu, choć pracują na całym, albo nie zatrudniają nikogo, za to w ramach pomocy pracują u nich małżonkowie, dzieci, teściowie, rodzeństwo. Byleby jakoś dalej to ciągnąć, bo jeżeli biznes padnie, to przyjdzie przecież narastające długi spłacić.
A od spłaty nie będzie się jak wykręcić, bo każdy ajent na początku współpracy z Żabką podpisuje weksel in blanco na poczet ewentualnych strat, jakie sieć mogłaby ponieść.
- nie mogę się nadziwić naiwności eksajentów.
- broni się Anna.
Ajenci Żabki nie tylko podpisują puste weksle, lecz także często żyrują im je całe rodziny. - wzdycha Anna.
mówi Katarzyna.
- rozkłada ręce Wojtek.
Dla byłych ajentów sytuacja dziś jest jasna: zostali oszukani i wykorzystani. Sieci nie zależało na ich pracy, tylko na tym, by z nich ściągnąć jak największe pieniądze na koniec działalności. - uważa socjolog Joanna Jurkowska.
Zamiast bajki smutna rzeczywistość.
PS
Na potrzeby tekstu rozmawialiśmy z 13 byłymi ajentami sieci Żabka i z 12 obecnymi w prowadzonych przez nich sklepach. Nie używamy nazwisk bohaterów na ich wyraźne życzenie (w przypadku administratorów profilu Anty Żabka zmieniliśmy też imiona) i nie cytujemy wszystkich rozmówców, bo ich opowieści był bardzo zbieżne.
Nasi bohaterowie prowadzenie Żabki zakończyli od dwóch lat do dwóch miesięcy temu.
Dziś: Anna z Gdyni szykuje się do podjęcia pracy kasjerki, Dorota otworzy za kilka dni własny minipunkt ze sprzedażą jajek na bazarze. Katarzynie na razie pomagają rodzice i myśli o wyjeździe do Wielkiej Brytanii, Sylwia jest bezrobotna, na utrzymaniu męża. Żona Adama z Rudy Śląskiej kończy szkolenie na kierowniczkę zmiany w Biedronce, a on sam pracuje jako księgowy w małej firmie. Aneta z Warszawy za kilka tygodni wraca do swojej starej pracy: będzie pracowała w sklepie mięsnym jako sprzedawczyni. Wojtek z Wrocławia nie ma żadnego stałego zatrudnienia, ale pomaga koledze w prowadzeniu sklepu. Marek z Rabki właśnie się pakuje, jedzie pracować na budowie w Niemczech.