Dziennik Gazeta Prawana logo

Jak kamień w wodę. Każdego roku znika jedno małe miasto

29 października 2016, 11:46
Ten tekst przeczytasz w 13 minut
Załamany mężczyzna
Załamany mężczyzna/Shutterstock
Na wpół wypalony papieros, ślad po szmince na szklance z wodą, wilgotny ręcznik. To ostatnie, co po nich zostaje, zanim rozpłyną się we mgle. Nie chcą, żeby ich szukać.

Każdego roku znika jedno małe miasto. Ponad 20 tys. osób przepada jak kamień w wodę. Część popełnia samobójstwa, część pada ofiarą przestępstw. Jednak coraz więcej osób znika świadomie. Żeby zostawić za sobą kłótnie małżeńskie, niewdzięczne dzieci, kredyty we frankach szwajcarskich i zaległości podatkowe. Żeby rozpocząć nowe życie. Wychodzą z domu po papierosy, gazetę, masło. Z dokumentami, w cieplejszej kurtce albo w domowym dresie, z drobnymi w kieszeni.

Rodziny szukają ich latami. I chociaż wiele wskazuje na to, że zaginieni celowo odcięli się od poprzedniego życia, to ci, którzy zostali, wciąż się łudzą. Że tamci się odnajdą. Mogli przecież zachorować, stracić pamięć. Cokolwiek. Bo lepiej myśleć, że mimo wszystko gdzieś są. Cali i zdrowi. – – opowiada mi jeden z policjantów zajmujących się sprawami zaginięć.

Już nie chcę z wami być

Paweł od dawna chciał zniknąć. Bardzo chciał. Zawsze mówił, że ma już dość. Bo dla rodziny wciąż za mało zarabiał, kupował za mało fajne rzeczy i coraz mniej fajnie wyglądał. No to – mówił – skoro wam ze mną tak źle, to wyjadę i już nie wrócę. I wtedy się przekonacie, jak wam będzie beze mnie.

– dodaje jeden z policjantów. –

Ale w końcu to nie Paweł zniknął z ich życia. Tylko Magda. Jego żona. Ostatnie, co do nich powiedziała na sobotnim obiedzie:. Trzasnęła drzwiami i wyszła z domu. Myśleli, że to zwykłe babskie paplanie. Wszystkie przecież tak mówią po złości. Straszą i wygrażają. Ale godziny mijały, a Magda nie wracała. – – opowiada Paweł.

Ale rano Magda nie wróciła. Ani w południe, ani wieczorem. – dodaje.

Ustalono jedynie, że Magda po wyjściu użyła karty. W bankomacie przy ich osiedlu. Pobrała w sumie 5 tys. zł. Czyli niemal wszystko, co miała na koncie. Chociaż wyszła tylko w samej kurtce, okazało się, że w domu nie ma też jej dokumentów, paszportu ani ulubionej biżuterii. – dodaje Paweł.

Przez cały ten czas był strach. On przeszedł załamanie nerwowe, syn o mało nie został wyrzucony ze szkoły, bo wagarował. Niewiedza była najgorsza. Bo mogło wydarzyć się wszystko. – – mówi dziś Paweł. Kilka miesięcy po zaginięciu dostał wezwanie na komendę. Tam dowiedział się, że Magda żyje. Że nic jej nie jest, ale nie chce mieć już nic wspólnego z dawnym życiem. Że chce rozwodu. Woli myśleć, że zostawiła ich dla kogoś. Że się zakochała, wpadła po uszy. Tak jest choć trochę łatwiej.

Rzeczy Magdy oddał do PCK. Rozwód ustanowiono zaocznie, tak samo jak powierzenie mu wyłącznych praw rodzicielskich. Magda nigdy w sądzie się nie pojawiła. Paweł przeprowadził się z synem na drugi koniec Polski. Zaczęli od nowa.

Nie szukajcie mnie

Tylko ułamek z takich świadomych uciekinierów potwierdza, że żyje, lecz już nie chce mieć kontaktu z poprzednim życiem. Niewielu stać na anonimowy sygnał, że jest OK. Tylko żeby ich nie szukać. – przyznaje anonimowo jeden z policjantów z Małopolski.

Większość zaginionych figuruje więc w bazie zaginionych latami. A policjanci i rodziny ich szukają. – A wystarczy potwierdzić swoją tożsamość i podpisać oświadczenie, że taka osoba uważana za zaginioną nie życzy sobie dalszych poszukiwań przez rodzinę. Policja czy inne służby weryfikujące oświadczenie mają obowiązek zachować w tajemnicy obecne miejsce pobytu – wyjaśnia podkomisarz Konrad Gajda z Centrum Poszukiwań Osób Zaginionych Komendy Głównej Policji. –

Także eksperci z Fundacji Itaka od lat zajmującej się poszukiwaniem osób zaginionych podkreślają, że znak życia odbierają od zaginionych rzadko. A przecież można przesłać informację za pomocą formularza internetowego lub telefonu na infolinię Itaki. Osoby odbierające taki znak życia zadają proste pytania dla potwierdzenia tożsamości. O imię psa, nazwę szkoły, ale też bardziej intymne szczegóły dotyczące rodzinnego życia, które powinna znać zaginiona. – podkreśla fundacja.

Tak było niedawno z 18-latką ze Złotego Stoku, której szukały policja, Fundacja Itaka oraz wszystkie możliwe media społecznościowe. Dziewczyna wyjechała do Niemiec, skąd poinformowała, że nie chce utrzymywać dalszych kontaktów z rodziną, i prosiła o uszanowanie jej decyzji.

Z pieniędzmi można wszystko

Podczas gdy w 2013 r. policja odnotowała ponad 20,4 tys. zgłoszeń o zaginięciach, z czego 19,3 tys. zostało potwierdzonych, tak rok później zaginęło już ponad 20 tys. osób. Podobnie było w roku ubiegłym. Z kolei tylko do końca sierpnia tego roku odnotowano ponad 18 tys. zgłoszeń, z czego ponad 13 tys. osób rzeczywiście zaginęło.

Policjanci przyznają, że najtrudniej jest z tymi, którzy nie chcą być odnalezieni. Takie osoby potrafią bez dokumentów wyjechać z kraju, zmienić tożsamość, wygląd i sprawić, że nikt wokół się nie zorientuje, że wyjechali z własnej woli. Tylko niektórzy robią przed wyjazdem porządki w starym życiu. Po ich zniknięciu okazuje się, że został sporządzony testament, że przedłużono polisę ubezpieczeniową na mieszkanie, samochód. Teoretycznie rodzina zostaje więc zabezpieczona. A zaginiony zaczyna na nowo. Zazwyczaj gdzieś daleko. Choć niekoniecznie. Bo nawet w świecie ulicznego monitoringu i internetu można dzisiaj zniknąć bez śladu. – przyznaje podkomisarz Gajda.

Policjanci twierdzą, że z różnego rodzaju danych można wnioskować, że coraz częściej zaginięcia świadome są powodowane przez problemy finansowe, zadłużenia, kredyty czy utratę pracy. Bo łatwiej jest zniknąć niż stawić czoło problemom. –– przyznaje jeden z policjantów. –

Obecnie każdy zabezpieczany materiał genetyczny jest wprowadzany do bazy DNA, ale przez całe lata do bazy trafiały tylko dane z wyjątkowych spraw o podłożu kryminalnym. Tak też było w przypadku zaginionej przed laty 20-letniej Moniki B. ze Zgierza. W lipcu 1997 r. młoda kobieta, po 8-miesięcznym pobycie w zakonie sióstr karmelitanek w Łodzi, przepadła bez wieści. Mówiono, że zamierzała wrócić do domu. Że wszystko było w porządku, Monika była w doskonałej formie i miała wiele planów. Co wydarzyło się po drodze, nigdy nie udało się ustalić. Poszukiwania komplikowało to, że rodzina zgłosiła zaginięcie dopiero miesiąc po opuszczeniu przez nią zakonu. Bo jak się okazało, nie wiedzieli o jej powrocie. Siostry zakonne z kolei wyszły z założenia, że Monika już dawno jest w domu. Z miesięcznym opóźnieniem dziewczyny szukano m.in. po szpitalach oraz noclegowniach dla bezdomnych. Bez skutku.

Dopiero 10 września tego roku wyjaśniono, co się stało z Moniką B. Po wielu ponownych przesłuchaniach ustalono, że kobieta mogła paść ofiarą przestępstwa lub popełnić samobójstwo. Przeanalizowano kilkaset nierozwiązanych spraw z całej Polski. Badania DNA potwierdziły niemal na 100 proc., że zaginiona Monika była tą samą kobietą, która zginęła na torach kolejowych pod Warszawą.

Każda minuta

Także od niedawna, bo dopiero od trzech lat, przy Komendzie Głównej Policji działa Centrum Poszukiwań Osób Zaginionych oraz Mobilne Centrum Wsparcia Poszukiwań – bus wyposażony m.in. w agregat prądotwórczy, noktowizory, termowizory, trackery GPS, systemy map oraz sprzęt do udzielania pomocy medycznej. Z roku na rok poprawia się też współpraca z innymi służbami publicznymi, jak strażnicy leśni, strażnicy miejscy etc. Kiedyś policjanci w większości szukali zaginionych na własną rękę. –– dodaje podkomisarz Gajda.

Dlaczego więc mimo wielu zmian Najwyższa Izba Kontroli krytycznie oceniła w 2015 r. system poszukiwania zaginionych? NIK stwierdziła, że choć system jest spójny, to procedury bywają niedokładnie stosowane przez niewystarczająco przeszkolonych funkcjonariuszy. Z raportu izby wynikało, że w niemal połowie jednostek policji objętych kontrolą policjanci nie potrafili nadać zgłaszanej sprawie odpowiedniej kategorii. I zazwyczaj przypisywali zaginionego do zbyt niskiej kategorii, co automatycznie oznacza inny, mniej intensywny tryb poszukiwań.

Ale czy to wyłącznie wina klasyfikacji, czy raczej nieświadomości społeczeństwa, które nie do końca wie, jak zachować się w przypadku zaginięcia bliskiej osoby? – dodaje jeden z policjantów.

– wyjaśnia podkomisarz Gajda. –

Tymczasem wiele tych cennych minut jest bezpowrotnie marnowanych. Wciąż pokutuje błędne przeświadczenie, że zaginięcie można zgłosić na policję po upływie 24 godzin lub nawet 48 godzin. – podkreśla Gajda.

Umarli nie muszą płacić

Dodatkowym problemem, który może mieć wpływ na zgłaszanie zaginięć, jest brak regulacji prawnych gwarantujących pozostawionym rodzinom pomoc i ochronę. Jak informuje Itaka, jeśli zaginie mąż i ojciec rodziny, żona nie może sprzedać jego samochodu, wyrobić dzieciom paszportu, nie ma dostępu do jego konta bankowego. Ma też trudności z przeprowadzeniem podziału majątku. Wiele rodzin w wyniku zaginięcia osoby bliskiej znajduje się w sytuacji kryzysowej, trudno się więc dziwić, że mają wątpliwości, czy lepiej zaginięcie zgłaszać, czy też nie.

– informuje Itaka. –– dodaje jeden z policjantów.

Tymczasem jak pokazuje życie, status zaginionego wcale nie chroni rodziny przed konsekwencjami zaciągniętych długów. Taki przypadek miał miejsce dwa lata temu, gdy jeden z operatorów komórkowych postanowił ściągnąć kilkunastotysięczny dług od zaginionego 12 lat wcześniej mężczyzny. Rodzina dostała informację o egzekucji komorniczej. W sytuacji gdy bliscy szaleją z niepokoju, zadając bez końca pytanie, gdzie on/ona jest, wizyta komornika jest jak uderzenie obuchem. Do Itaki zgłasza się mnóstwo osób przerażonych wizją zajęcia mieszkania, pensji i wszystkiego, co mają. Bo może i zaginiony chciał dla nich dobrze, znikając ze wspólnego życia, ale niestety długi razem z nim nie zniknęły. Dlatego Itaka na bieżąco wydaje broszury informacyjne i nieustannie udziela porad prawnych, jak zachowywać się po zaginięciu bliskiego i jakie kroki prawne podejmować tak, żeby się zabezpieczyć.

Mało kto bowiem wie, że także po zaginięciu mężów czy żon pozostawieni mogą wystąpić o rozdzielność majątkową. I chociaż w ten sposób ustrzec się przed stratą mieszkania, samochodu czy komputera. Niekiedy jedynym i ostatecznym wyjściem dla rodziny zaginionego jest uznanie go za zmarłego. Czasem tylko w ten sposób można uwolnić się od spadku po zaginionym i liczyć, że wraz z wpisem do akt koszmar pozostawienia zniknie. Tyle że można się o to starać nie wcześniej niż przed upływem 10 lat od dnia, w którym on/ona byli widziani po raz ostatni.

A i tak nie zawsze uznanie za zmarłego przynosi upragniony spokój. Policjanci wymieniają co najmniej kilka przypadków znaków życia lub odnalezienia zaginionych po 15 latach. I nie zawsze są to dobre wieści dla tych, którzy zostali.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj