Dziennik Gazeta Prawana logo

Dlaczego właśnie w Ełku zdarzyło się to, co się zdarzyło?

13 stycznia 2017, 11:33
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Zamieszki w Ełku
Zamieszki w Ełku/Newspix
Haci wyczuwa gęstniejącą atmosferę. Ma wrażenie, że coś się zmieniło od dnia, w którym ofiarą terroryzmu padł w Berlinie polski kierowca ciężarówki. Jakby sprawa uchodźców zaczęła nas dotyczyć bezpośrednio.

Haci Karabulut rozmawiał właśnie z dziennikarzem, kiedy do stolika podeszło starsze małżeństwo. Mężczyzna przeprosił, że przeszkadza, ale chciał powiedzieć, że chociaż ani on, ani jego żona nie jedzą kebabów, to przyszli, by go wesprzeć. powiedzieli, odchodząc. Po nich przyszli następni. Wszyscy mówili, że to w ramach solidarności. Haci jest właścicielem Instanbul Döner Kebab w ełckim centrum handlowym Atu. W Polsce mieszka od 25 lat, w Ełku – od 15. Wcześniej w Gliwicach. Do przyjazdu na Mazury namówiła go żona, bo to jej rodzinne strony.

W Gliwicach Haci handlował galanterią i ciuchami. Do Ełku też przyjechał z takim zamiarem, ale zmienił zdanie, kiedy zobaczył budkę z napisem Kebab. A dokładniej wtedy, kiedy wszedł do środka i zamówił porcję. To, co dostał, z pewnością kebabem nie było. Dziś z dumą mówi, że jego Instanbul Döner Kebab był pierwszym prawdziwym barem z kebabami nie tylko w Ełku, ale w całej okolicy.

Teraz jest ich więcej. Ostatni – Prince Kebab – otworzył drzwi dla gości niespełna cztery miesiące temu. Haci nie zdążył nawet poznać jego właściciela. Ale jednego jest pewny: nikt nie zabija za butelkę coli.

Od sylwestra minęło jedenaście dni. Artur Urbański, wiceprezydent Ełku, wciąż próbuje zrozumieć, co wydarzyło się w mieście. Nie było żadnego powodu, by stało się to właśnie tu. Miasto nie ma problemu z uchodźcami. Obcokrajowców, pomijając Ukraińców, można policzyć na palcach jednej ręki. Egipcjanin, Turek, Nigeryjczyk. Wszyscy od kilku lat w Ełku, każdy prowadzi własny biznes. Żadnych problemów.

Fakt, młodzi wyjeżdżają za granicę, ale nie dlatego, że w Ełku nie ma pracy. Bezrobocie jest tu na poziomie średniej krajowej, ostatnio nawet nieco niższe. Wyjeżdżają, najczęściej do Anglii, bo zarobki są niskie. To dlatego, kiedy w Zakładach Elektrotechniki Motoryzacyjnej potrzebnych było 300 pracowników, z Ełku zgłosiło się tylko 130 osób. Po resztę trzeba było pojechać na Ukrainę. Tak samo w zakładach mięsnych.

Ełk, przekonuje Urbański, nie jest sennym miasteczkiem pozbawionym perspektyw, jak ostatnio o nim się pisze. Jest spokojnym, bezpiecznym miastem, miastem pozytywnych emocji. Tym trudniej powiedzieć, skąd wzięły się te złe. Dlaczego właśnie w Ełku zdarzyło się to, co się zdarzyło?


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj