Dziennik Gazeta Prawana logo

Sędziokracja. Słowna manipulacja, która niszczy niezależność sądów

22 lipca 2017, 20:32
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Sąd Najwyższy w Warszawie
Sąd Najwyższy w Warszawie/Shutterstock
Jakaż szkoda, że w listopadzie ub.r. w Senacie głosami większości upadł projekt ogłoszenia roku 2017 Rokiem Leśmianowskim. Ale czy na pewno? Czy aby słowotwórcza szarża prezydenckiego ministra Krzysztofa Łapińskiego – komentującego ogłoszoną 31 maja 2017 r. uchwałę Sądu Najwyższego dotyczącą prawnej skuteczności ułaskawienia przez prezydenta ministra Mariusza Kamińskiego jako przykładu sędziokracji – nie zdradza fascynacji twórczością Bolesława Leśmiana. Bo był on, nie licząc Cypriana Kamila Norwida, największym mistrzem neologizmów słownych w obszarze języka polskiego, wybitnym poetą i oddanym swojej pracy notariusza prawnikiem.

Minister Łapiński nie jest jedynym propagatorem pojęcia „sędziokracja”. To słowo obecne było częstokroć chociażby w wypowiedziach nieżyjącego już rzecznika praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego. Co jakiś czas ów neologizm pojawiał się zatem w debacie publicznej, ale zawsze w dość specyficznym kontekście.

Otóż gdy przedstawiciele dwóch konstytucyjnych władz – ustawodawczej bądź wykonawczej – mieli problem z akceptacją budzącego po ich stronie emocje orzeczenia sądowego, kwitowali sprawę, wskazując, że jest to przykład właśnie sędziokracji. Wydaje się więc, że chodzi tutaj o przekonanie, iż władza sądownicza treścią konkretnego rozstrzygnięcia wkracza w dominium należne dwóm pozostałym władzom. Z kolei sama sędziokracja ma być zapewne formą wynaturzenia demokracji. W tym właśnie kierunku rząd ustami premier, a także przedstawiciele Kancelarii Prezydenta oraz większości sejmowej komentowali wzmiankowaną wyżej uchwałę Sądu Najwyższego z 31 maja 2017 r.

Najlepszym dowodem na poparcie stawianej tezy o konkretnym rozumieniu pojęcia sędziokracji jest wniosek marszałka Sejmu, któremu nadano już trybunalską sygnaturę Kpt 1/17, uznającego, że odpowiedź na pytanie prawne zadane przez trzyosobowy skład SN odnośnie do dopuszczalności ułaskawienia określonej osoby przed prawomocnym zakończeniem postępowania karnego jest przykładem sporu kompetencyjnego między centralnymi organami państwa, który w myśl art. 189 konstytucji władny jest rozpoznać Trybunał Konstytucyjny.

Tyle że żadnego sporu kompetencyjnego w omawianej materii, jak się wydaje, nie ma. Jako pierwszy jawi się problem definicyjny, który można sformułować tak: czy w istocie SN jest centralnym konstytucyjnym organem państwa? Kilka lat temu TK rozpatrywał głośny spór kompetencyjny co do właściwej reprezentacji kraju na jednym ze szczytów unijnych, gdzie jednoczesny akces zgłaszali premier i prezydent. Tu nie było wątpliwości, że definicja centralnych konstytucyjnych organów państwa była spełniona. Spór był jak najbardziej realny i groził wręcz kompromitacją dyplomatyczną, zatem Trybunał Konstytucyjny go rozstrzygnął. Niechaj jednak w kwestii spełnienia przez SN definicji centralnego organu państwa wypowiedzą się znawcy ustroju administracyjnego – z szacunkiem ustępuję im pola.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj