Dziennik Gazeta Prawana logo

Coach nasz powszedni. Jedni wyją, inni "proponują coś z pogranicza sztuki"

15 grudnia 2017, 17:11
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Mężczyzna próbuje połączyć puzzle
Mężczyzna próbuje połączyć puzzle/Shutterstock
Na wybór odpowiedniego coacha poświęciłam dużo czasu. Ostateczną decyzję jednak odkładałam, bo nie wierzyłam, że „można wszystko, wystarczy tylko chcieć".

Pierwszego skreśliłam już na dzień dobry – bicie po twarzy otwartą dłonią osoby stojącej naprzeciwko to zdecydowanie nie dla mnie. Drugiego tuż po tym, jak wyczytałam, że nie przebiera w słowach i często przeklina (jego "Kto ci k...a ukradł marzenia" szybko stało się hitem sieci). Podobnie kolejnych, bo choć proponowali pomoc w rozwoju kompetencji menedżerskich, to swoje wystąpienia porównywali "do czegoś z pogranicza sztuki, teatru, kabaretu i filmu". Szóstego naprawdę brałam pod uwagę, ale okazało się, że zachęcał do wycia niczym stado wilków. "Auu, auu" – dało się słyszeć podczas National Achievers Congress w 2013 r., imprezy dla coachów z całego świata. Siódmy przedstawiał się jako ekspert od spraw damsko-męskich, a dokładnie seduction coach (trener uwodzenia). Ósmy potrafił rozpoznawać energetyczną aurę, dziewiąty stawiał na hipnotyczny trans. U dziesiątego, jedenastego i dwunastego wyczytałam, że nie mają certyfikatów, tylko świadectwo ukończenia kursu. Albo i nawet tego nie. Wreszcie udało mi się trafić na kogoś po studiach profilowych. O, pierwsza konkretna oferta – pomyślałam. Niestety zachęcał do powtarzania zdań słyszanych w dzieciństwie. Tak jakbym nadal była dzieckiem, czyli sepleniąc. I znowu pudło. Ale w końcu udało mi się znaleźć trzech specjalistów z rzędu, a każdy był certyfikowany, akredytowany i regularnie odbywał superwizje, co też ma znaczenie.

Coach. Trener personalny z wyższej półki. Jeszcze bardziej profesjonalnie wygląda, bo na swoich stronach – to w tym fachu obowiązkowe – zawsze prezentuje się z nienaganną fryzurą, w starannie wyprasowanej koszuli i najmodniejszym krawacie. Z reguły to mężczyźni, kobiet jakby mniej. Jednak niech nikt, kto nie przyjrzał się z bliska ich pracy, nie da się nabrać. Za 150 zł za sesję (to jedna z najtańszych ofert) będą z reguły przekonywać, że "chcieć, to móc" (lub w innych wariantach: "można wszystko, wystarczy tylko chcieć"). I tylko nieliczni będą wiedzieć, o co w coachingu tak naprawdę chodzi.

Święta prowokacja

– słyszę na infolinii jednej z księgarni.

System pokaże mi potem blisko 430 publikacji. Jedną z nich napisała, razem z trzema innymi osobami, Kaja Kozłowska, wykładowca z Collegium Civitas. – – zachwala "Life coaching w nurcie serca". Sama jest zwolenniczką tego pierwszego, bo – jak mówi – to podejście, w którym zaprasza się klientów, by zwrócili uwagę na siebie, swoje emocje i doznania płynące przez ciało. W drugiej, jak wyjaśnia, intencją coacha nie jest przydzwonienie komuś pięścią w nos, a jedynie wyrwanie ze strefy komfortu, gdzie wszystko jest bezpieczne i poukładane, ale nadal brak odpowiedzi na nurtujące pytania. – – zastrzega. –


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj