Dziennik Gazeta Prawana logo

Zwierciadło konfliktu. Jak Donald Trump dobił proces pokojowy na Bliskim Wschodzie

15 grudnia 2017, 17:38
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Jerozolima
Jerozolima/Shutterstock
Nie tylko świat arabski jest zdziwiony decyzją Donalda Trumpa o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela.

Ta decyzja jest nieważna. To atak na Palestyńczyków, podkopywanie wysiłków na rzecz pokoju i nadanie nowego impetu terroryzmowi – tak liderzy 57 państw skupionych w Organizacji Współpracy Islamskiej (OWI) podsumowali decyzję prezydenta USA o uznaniu Jerozolimy za stolicę Izraela. – – dorzucili we wspólnym oświadczeniu.

Na chwilę rywalizujący ze sobą prezydenci i monarchowie zapomnieli o różnicach wyznaniowych, ambicjach do przewodzenia światowej wspólnocie muzułmanów, partykularnych interesach i osobistych animozjach. Na nadzwyczajnym szczycie Organizacji Współpracy Islamskiej było burzliwie i chaotycznie, ale nie było nikogo, kto nie chciałby podkreślić jedności w sprawie Jerozolimy. Nawet zaprzysięgli adwersarze pozowali razem do zdjęć i odgrażali się, że konsekwencje spadną na każdy kraj, który spróbuje pójść drogą wyznaczoną przez Waszyngton.

I zarazem prześcigali się w tym, kto mocniej wyrazi swoją furię. – – apelował prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, który zorganizował nadzwyczajne spotkanie OWI w Istambule. – Zapraszam wszystkie państwa, które wspierają stosowanie prawa międzynarodowego, by uznały Jerozolimę za okupowaną stolicę Palestyny. Proces włączania Palestyny do porozumień i instytucji międzynarodowych powinien zostać przyspieszony – zachęcał. Oberwało się też Izraelowi, z którym Erdogan od dawna ma na pieńku. – Wraz z tą decyzją Izrael został nagrodzony za wszystkie działania terrorystyczne, jakich się dopuścił – rzucił turecki przywódca.

Palestyńskiemu liderowi Mahmudowi Abbasowi pozostało jedynie odgrywanie roli ofiary. – – mówił. Palestyńczycy mają teraz przestać uznawać Amerykanów za mediatorów, zwrócą się do ONZ o przyznanie im pełnego członkostwa i przejęcie roli negocjatora w procesie pokojowym. Abbas dokonał też wyraźnego, pragmatycznego rozróżnienia – nawołując do uznania Jerozolimy za stolicę państwa palestyńskiego, używał precyzyjniejszego pojęcia: Wschodnia Jerozolima. Być może 82-letni dziś polityk zostawia sobie jednak furtkę do dalszych rozmów z Waszyngtonem. Nie byłoby w tym nic dziwnego, Abu Mazin – jak nazywano go za czasów świetności Organizacji Wyzwolenia Palestyny – nigdy charyzmą nie grzeszył, a trzynaście lat u władzy do reszty pozbawiło jego rodaków złudzeń. Abbas czuje też na karku gorący oddech rywali z radykalnego Hamasu. Gdy w środę Organizacja Współpracy Islamskiej debatowała przed kamerami, Hamas ogłaszał w Palestynie trzecią intifadę, czyli powstanie na wzór tych, które wybuchły w Autonomii w 1987 r. i 2000 r.


Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj